RECENZJA: Ralph Kamiński “Bal u Rafała” (2022) (#1333)

W ubiegłym roku odkryłam w końcu album “Młodość” Ralpha Kamińskiego – płytę, którą polski wykonawca wydał przed trzema laty.  Zrobiła na mnie takie wrażenie, że obiecałam sobie, że z twórczością artysty będę teraz na bieżąco. Swoją obietnicę spełniam i sięgam po jego nowe dzieło. Przyjmuję zaproszenie na “Bal u Rafała” i postanawiam przekonać się, jak Ralph wypada w roli gospodarza imprezy.


Tegoroczny album jest czwartym elementem budującym dyskografię Kamińskiego i jednocześnie trzecim pełnym autorskiego materiału. Za każdym razem mamy jednak do czynienia z zupełnie nowym obliczem Rafała, gdyż on sam lubi wymyślać siebie na nowo. Po nieco nerdowskim, teatralnym “Morzu”; art popowej, szczerej “Młodości” i “Korze” budowanej na piosenkach wokalistki Maanamu przyszła pora na najbardziej polski krążek w karierze Ralpha. “Bal u Rafała” to stylistyka polskich lat 80. i 90. zapodanych z dużą dozą nostalgii. Tu smutek odmieniany jest przez wszystkie przypadki.

Na swoim najnowszym wydawnictwie Kamiński nie tylko wraca do czasów popu zabarwionego disco, ale i rodzinnej miejscowości, śpiewając o dorastaniu, rodzinie, przemijaniu, szkolnych latach czy odchodzeniu. Ze względu na liryczną stronę najbardziej poruszającymi momentami albumu są “Małe serca”, “Planeta i ja” i “Duchy”. Pierwsza z piosenek – połyskujący, niespieszny synth pop – to powrót do szkolnej ławki, który Ralph bez ogródek komentuje słowami podstawówka pachnie mi traumami. “Planeta i ja” jest zaś piękną, traktującą o złamanym sercu, skromną balladą zaaranżowaną m.in. na gitarę akustyczną. W podobnym tonie utrzymane jest skandalicznie krótkie nagranie “Ocean”. “Duchy”, chociaż podsuwają rytmiczne, syntetyczne brzmienie, skupiają się na tematyce samobójstw młodych ludzi.

Perełką płyty jest tytułowa kompozycja, która – co mnie zaskoczyło – wrzucona została na sam koniec krążka. Żywiołowa, taneczna piosenka jest jednym z najbardziej pobudzających i energicznych momentów dyskografii wokalisty. W szybszym tempie utrzymane są także “Latka” i “Ale mi smutno”. Mieszane uczucia budzą utwory “Pies” i “Krystyna”. Pierwszego z nich zdarza mi się już omijać podczas spotkań z albumem, bo chociaż ten elektroniczny bit prezentuje się świetnie, tak samo teatralne wykonanie i wplecione szczekanie to już dla mnie za dużo. “Krystyna” natomiast jest piosenką przesłodzoną, choć emanującą ciepłem.

Zaproszenie na “Bal u Rafała” przyjmujemy na własne ryzyko. Kto dotychczas nie był fanem Ralpha Kamińskiego, ten raczej nie stanie się nim po wysłuchaniu jego gorącej jeszcze płyty. To raczej krążek dla wiernych fanów, którzy doceniają pióro artysty i jego zjawiskowy głos (zaryzykuję stwierdzenie, że warsztatowo to obecnie wokalista numer jeden w tym kraju). Muzycznie otrzymujemy coś na kształt retromanii – popu podbitego tanecznymi, flirtującymi z dyskotekową manierą dźwiękami. Rafał wciela się w wodzireja, każe nam bujać się do niewesołych piosenek i pewnie niejedna osoba na drugi dzień po tym balu obudzi się z emocjonalnym kacem.

Warto: Planeta i ja & Bal u Rafała

One Reply to “RECENZJA: Ralph Kamiński “Bal u Rafała” (2022) (#1333)”

  1. Przeglądając Twittera myślę, że to chyba najbardziej kontrowersyjny album tego roku. 😉 Ja fanem Rafała nie jestem, więc zaproszenia nie przyjmuję, bo chyba nie mam po co.
    U mnie nowy wpis, zapraszam i pozdrawiam. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *