
Po wydaniu debiutanckiej płyty “Snow Angel” w 2023 roku przekonana byłam, że następne miesiące należeć będą do Reneé Rapp – wokalistki i znanej z Broadway’u aktorki, która wcieliła się w rolę legendarnej Reginy George w nowej wersji kultowej produkcji “Mean Girls”. Łączący popową przebojowość ze sporym ładunkiem emocjonalnym album nie wystrzelił jednak kariery Rapp tak gwałtownie, jak ona sama mogła tego oczekiwać. Jej obecność w mainstreamie była nieznaczna, ale nie zniechęciło to wokalistki do kolejnego podejścia. Dziś posłuchać już możemy jej płyty numer dwa – “Bite Me”.
Ironiczne, buntownicze “Leave Me Alone” zaśpiewane nonszalancko przez Reneé rozpoczyna jej nową erę w nowoczesnym pop rockowym stylu o cheerleaderskim zacięciu. To jedna z jej ciekawszych, bardziej energicznych nowości, a gitarowe klimaty towarzyszą wokalistce także w takich numerach jak budującym napięcie “Mad”, “Shy” czy hałaśliwym, pop punkowym “You’d Like That Wouldn’t You” – żadna z tych piosenek nie ma jednak podjazdu do “Leave Me Alone”. Lepiej prezentują się utwory, w których Rapp odkrywa swoją słodszą, skorą do wyskoczenia na parkiet stronę. Rytmy disco przemyca bowiem w błyszczącym, utrzymanym w średnim tempie “Kiss It Kiss It” oraz funkującym “At Least I’m Hot”, by w “Good Girl” sprawdzić się w synth popie i puścić oczko do miłośników lat 80. Sporą część albumu zajmują balladowe kompozycje. Czasem Rapp stawia na dźwiękowy minimalizm (plumkające “I Think I Like You Better When You’re Gone”; zaaranżowane na pianino “That’s So Funny”; prowadzone przez basową gitarę “I Can’t Have You Around Me Anymore”). Innym razem chce, by działo się po prostu więcej (orkiestrowa popowa ballada “Sometimes”; eleganckie, popowo-soulowe “Why Is She Still Here?”). O ile w pierwszej z piosenek kojarzyć się może z Taylor Swift, tak kapitalnymi wokalami w drugiej i delikatnym dramatyzmem zbliżyć się chce do Raye.
Dwa lata to niedużo, ale dla Reneé Rapp była to wystarczająca chwila, by rozwinąć się na muzycznym polu. O ile na “Snow Angel” Amerykanka odkrywała przed nami swoją wrażliwą stronę i ewidentnie była na etapie poszukiwania własnej tożsamości, tak na “Bite Me” pokazuje się jako artystka bardziej pewna siebie, mająca większy dystans do wszystkiego, nie bojąca się tematów trudnych i mało przyjemnych. Rozwija także paletę dźwięków, choć ten brak spójności jej nowej płyty może momentami razić. Tym bardziej, że aranżacje nie są zbyt wyszukane czy zaskakujące.
Warto: Leave Me Alone & Why Is She Still Here?
Mnie ten album podszedł bardziej od “Snow Angel”, chociaż niewiele już z niego pamiętam, a słuchałam go… ponad tydzień temu. 😬
Pozdrawiam.