
Nowości od Chelsea Wolfe, Carly Rae Jepsen i Besona Boone’a. Oraz powrót do przeszłości przy dźwiękach imprezowej Katy B, blues rockowego Jacka White’a i naszego polskiego tandemu Karaś/Rogucki. A do tego Beyoncé, która wraca do piosenki sprzed ponad dekady. Tak brzmiał mój lipiec 2026.
Chelsea Wolfe Death Is Not the End (2026)
Chelsea Wolfe ma w zanadrzu nowy album, którym chce nas wkrótce obdarzyć (“The Dark”, 21 sierpień), i dzieli się dwoma singlami oraz datami trasy koncertowej. Nowością jest “Death Is Not the End”, którego akustyczna, pełna delikatności połowa przeobraża się w pełną napięcia kompozycję z cięższymi gitarami i przestrzenną produkcją. To nagranie, które łączy monumentalizm z pewną kruchością, którą – mimo tego całego mroku – ma w sobie Wolfe.
Benson Boone The Time of My Life (2026)
Mimo niedługiego stażu amerykański wokalista Benson Boone zgromadził w serwisach streamingowych kilkadziesiąt milionów słuchaczy. Ma co świętować, więc nie dziwi, iż z okazji swoich 24. urodzin podzielił się nagraniem o tytule nie innym jak “The Time of My Life”. Sam singiel nie jest jednak euforycznym kawałkiem, bo mimo sukcesu Boone zdradza w nim, że czuje się samotny. Sam utwór zaskakuje porządnym pop rockowym balladowym brzmieniem o stadionowym wydźwięku.
Katy B Disappear (2011)
Gdy Katy B piętnaście lat temu wydawała debiutancki album “On a Mission”, nie sądziłam, że piosenka o tytule “Disappear” będzie do niej aż tak pasować. Brytyjka mająca być zbawczynią angielskiego danceflooru szybko znikła znam z oczu przypominając o sobie sporadycznie. Wspomniany utwór opiera się na syntezatorach, pulsującym rytmie, metalicznej perkusji i charakterystycznym, ciepłym wokalu artystki. A te chórki w tle!
Karaś/Rogucki Kilka westchnień (2020)
Tworzony przez znanego z The Dumplings Kubę Karasia i lidera Comy, Piotra Roguckiego, duet Karaś/Rogucki zwrócił moją uwagę w momencie, gdy doszło do jego rozwiązania. Muzycy wydali pierwszy album w 2020 roku (“Ostatni bastion romantyzmu”), z którego chodzi za mną od jakiegoś czasu numer “Kilka westchnień” – chłodna, syntezatorowa produkcja, w której umiejętne połączono nostalgiczny klimat z nowoczesnym brzmieniem i podszytym niepokojem tekstem.
Lala Lala Scammer (2026)
Amerykańska wokalistka Lillie Amadea West na samym początku muzycznej działalności przyjęła wpadający w ucho pseudonim Lala Lala. Jej kariera do przodu idzie na razie dość wolno, ale udało jej się podpisać kontrakt z Sub Pop Records – nagrywają dla niej m.in. Beach House, Father John Misty i Suki Waterhouse. Z ramienia labelu wydała album “Heaven 2”, z którego polecam numer “Scammer” (i to nie scam!), choć sama piosenka brzmi tak, jakby West chciała nam sprzedać kilka kawałków w cenie jednego.
Jack White Would You Fight For My Love? (2014)
Dopiero na swoje przysłowiowe pięć minut czeka płyta “Frozen Charlotte” Jacka White’a, a ja tymczasem wracam do albumu, który ponad dekadę temu dość często mi towarzyszył. Sentymentalna podróż pod szyldem “Lazaretto” mija mi chociażby przy dźwiękach singla “Would You Fight For My Love?”. Kompozycja ta rozpoczyna się oszczędnie (bazuje na dźwiękach fortepianu i stonowanym wokalu) by stopniowo przerodzić się w intensywną, gitarową kulminację z charakterystyczną dla White’a surową energią.
Yaya Bey Spin Cycle (2025)
Amerykańska wokalistka Yaya Bey regularnie od kilku lat wydaje kolejne albumy, lecz jej sława nie wybiegła póki co zbyt daleko. Jej krążki skrywają jednak wiele przyjemnych brzmień, a jedną z takich polecanych przeze mnie piosenek jest “Spin Cycle” – ciepły, subtelny miks neo soulu, alternatywnego r&b i reggae o swobodnej, organicznej produkcji. Utwór opiera się na miękkim rytmie i oszczędnym instrumentarium, pozostawiając dużo przestrzeni dla naturalnego wokalu artystki.
Carly Rae Jepsen On Wires (2026)
Kanadyjska wokalistka lubi rozbudowane albumy. Nie inaczej będzie tym razem. Projekt “Day and Night” składać się będzie z dwóch dysków. Pierwszy z nich zapowiada singiel “On Wires” odchodzący od błyszczącego synth popu na rzecz bardziej organicznego brzmienia inspirowanego psychodelicznym popem lat 70. To na swój sposób słoneczne nagranie łączące nostalgiczną atmosferę z subtelną melancholią. Kiedy Tame Impala rozpycha się w mainstreamie, Carly zdaje się wchodzić w jego stare buty.
Beyoncé Morning Dew (Donk) (2026/2013)
Lada chwila Knowles świętować będzie 20. rocznicę wydania albumu “B’Day” i postanowiła otworzyć własne archiwa. Wydała kawałek “Morning Dew (Donk)”, który powstał nie w 2006 roku, lecz przy okazji pamiętnego imiennego wydawnictwa. To Beyoncé, jakiej już długo nie mieliśmy okazji słyszeć po eksperymentach z country, housem czy afrobeatem, a za jaką… trochę się stęskniłam. Jej staroć jest bowiem pościelowym r&b o zmysłowym wydźwięku. Świetny dowód na to, że artystka nie zawsze musi robić wokół siebie zamieszania by zachwycić.
Radie Peat Still I Love Him (2026)
Znana z występów w irlandzkich formacjach Lankum i ØXN Radie Peat ma ochotę na solowe zatrzymanie się w świetle reflektorów. W serwisach streamingowych zadebiutował jej debiutancki singiel “Still I Love Him”. Nie jest to jednak autorskie dzieło lecz interpretacja tradycyjnej folkowej pieśni. Artystka zachowała jej ludowy charakter dodając do kameralne, mroczne dźwięki. Melodia jest tu jednak tylko tłem do śpiewu Peat – lekko surowego, chłodnego, melancholijnego.
________________
Playlista styczeń-lipiec ’26