
Sukces kawałka “Water” w ciągu kilku miesięcy całkowicie odmienił karierę Tyli. Pochodząca z Republiki Południowej Afryki wokalistka z dnia na dzień stała się jedną z najgorętszych gwiazd pop, a jej głos zaczął pojawiać się u boku takich artystek jak Zara Larsson, Teyana Taylor czy Lisa. Do tego doszedł udział w nagraniu jednej z oficjalnych piosenek mundialowych, co tylko potwierdziło, że przemysł muzyczny widzi w niej globalną gwiazdę. Paradoksalnie jednak po dość przeciętnym debiucie “Tyla” trudno było mieć wobec “A*POP” wygórowane oczekiwania. Tym większym zaskoczeniem okazuje się fakt, że nowy materiał zostawia po sobie całkiem pozytywne wrażenia.
Ciekawa byłam, czy tym razem Tyla mocniej podkreśli swoje afrykańskie korzenie. I całkiem pozytywnie się zaskoczyłam, bo odniesień do amapiano czy afropopu tu całkiem sporo. Zaczynając od zmieszanego z rhythm’and’bluesem “Is It Love” (lekkiej ostrości nadają tu dźwięki gitary elektrycznej) i klubowego “Kiss”, przez mocniejsze, chóralne “Is It” i afrobeatowe “Chanel” (to najbardziej przebojowy kawałek albumu i singiel na miarę słynnego “Water”), aż po hipnotyczne, muśnięte delikatną elektroniką “Crazy of Me” i flirtujące z muzyką house “I Don’t Care”. Tymi nagraniami artystka wyróżnia się na współczesnej globalnej scenie.
Dobrze słucha się i pozostałych utworów, a środek albumu składający się z zestawionych po sobie “Feel Something”, “Right Now” i “Mr. Nonchalant” jest niesamowicie mocny. Pierwsza z kompozycji to Tyla anielsko śpiewająca do przestrzennej produkcji zawieszonej gdzieś między prędkimi bitami a balladową atmosferą. “Right Now” łączy w sobie wpływy milenijnego r&b z jego alternatywnym obliczem, w którym zasłuchiwałam się w okolicach 2014 roku. “Mr. Nonchalant” zaś proponuje nam miks popu i r&b w wersji zabawnej i figlarnej – tak widzę duet między Ciarą a Britney Spears. Księżniczka Popu cytowana jest zresztą i w wyrazistym “She Did It Again”, w którym wokale Tyli i Zary Larsson świetnie się razem komponują. Przyjemnie słucha się delikatnego “Fairytale”, które może i brzmi lekko infantylnie, ale za to bardzo uroczo. Na zakończenie Tyla serwuje nam nocne, klubowe “Hot Tubs”.
Po debiutanckim krążku “Tyla”, który miał swoje momenty, ale jako całość pozostawiał spory niedosyt, trudno było oczekiwać wyraźnego przełomu. Tymczasem “A*POP” pokazuje artystkę z większą pewnością siebie. Piosenki są lepiej dopracowane i brzmią tak, jakby każdy detal produkcji został starannie przemyślany. Co równie ważne Tyla nie porzuca swoich korzeni. Afrykańskie rytmy pozostają fundamentem albumu, choć zostały podane w przystępnej, popowej formie. o muzyka skrojona z myślą o globalnym odbiorcy, który być może nigdy nie był w Republice Południowej Afryki, ale dzięki takim płytom może choć na chwilę zanurzyć się w brzmieniach inspirowanych tamtą częścią świata. Zamiast zatracić swoją tożsamość w pogoni za międzynarodowym sukcesem, Tyla udowadnia, że lokalne inspiracje mogą stać się jej atutem.
Warto: Feel Something & Right Now & Mr. Nonchalant