RECENZJA: Charli XCX “Music, Fashion, Film” (2026) (#1718)

Charli XCX nie ogląda się za siebie. To o tyle zaskakujące, iż wcześniej było przecież “Brat” – krążek, który przed dwoma laty uczynił z niej jedną z najważniejszych postaci współczesnego popu. Zamiast jednak celebrować ten sukces, Charli przez kolejne miesiące sprawiała wrażenie coraz bardziej zmęczonej własnym triumfem. W wywiadach traktowała erę “Brat” z wyraźnym chłodem, jakby chciała jak najszybciej zamknąć ten etap i rozpocząć następny. Gdy stwierdziła nawet, że jej dancefloor is dead, trudno było nie odczytać tego jako symbolicznego pogrzebu estetyki, która jeszcze chwilę wcześniej podbiła świat. Płyta “Music, Fashion, Film” ma być ucieczką od tego, co było.

Now we’re making rock music ogłasza Brytyjka w otwierającym swój drugi w tym roku album nagraniu “Rock Music”. To synth-noise pop o mechanicznym bicie, przesterowanych gitarach i apatycznych wokalach. Piosenka, która jeszcze nie do końca mnie za cokolwiek chwyciła. Nie jestem też wielką fanką kolejnego singla, jakim jest minimalistyczny, gitarowy pop “SS26” o delikatnej elektronice i pojawiającym się co jakiś czas grzmieniu gitary. Sytuacji Charli nie poprawiał i nudny hyperpop “Wink Wink” o nonszalanckiej melorecytacji. I już moja ekscytacja związana z premierą “Music, Fashion, Film” zupełnie by zanikła, gdyby nie “Camera” – wydany na kilka dni przed ukazaniem się wydawnictwa elektropopowy kawałek, który zaskoczył mnie swą (tak rzadko wspominaną w kontekście twórczości Charli XCX) melodyjnością i delikatnością. Podobna wrażliwość przenika indietroniczne “Magic Metal Montana”.

Od razu do gustu przypadł mi wyśmiewający materializm numer “Card Declined”, który śmiało podzielić można na dwie części – pierwsza to wycieczki w industrialne, ciężkie rejony; druga zaś to flirt z glitchową estetyką. Uwielbiam także surowe, agresywne, elektro punkowe “Yeah” za jego nieoczywistą energię. Swój urok ma elektroclashowe “2007”, które kojarzy mi się z tym indie vibem lat końcówki lat dwutysięcznych. “I’m Afraid” ciekawie stopniuje napięcie skacząc między hałaśliwym industrialem a delikatniejszymi gitarowymi motywami. W takie zmiany nie bawi się równy, przenikliwy elektrorock spod szyldu “Persona”. Intryguje zamykające projekt nagranie “No One Lasts Forever”, w którym wokalistka zdaje się puszczać oczko do własnej przeszłości i wraca do hyperpopu, opowiadając jednocześnie o presji jaka pojawiła się wraz z sukcesem “Brat”. O przemijaniu i sztuce swoje trzy grosze wtrąca kanadyjski reżyser David Cronenberg.

“Music, Fashion, Film” brzmi jak album mający zszokować wszystkich, którzy po “Brat” oczekiwali kolejnego imprezowego manifestu. Charli XCX chce udowodnić, że największy sukces w jej karierze nie będzie wyznaczał kierunku jej następnych ruchów. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to płyta, którą mogła nagrać już kilka lat temu. Być może dopiero status gwiazdy dał jej komfort, by wydać materiał tak świadomie niekomercyjny i nie oglądać się na reakcje słuchaczy. Krążek przypomina dźwiękowe oczyszczenie atmosfery. Flirt z rockową estetyką, choć momentami sprawia wrażenie jedynie pozy, potrafi dostarczyć sporo frajdy. O ile nie traktujemy go z przesadną powagą, “Music, Fashion, Film” okazuje się po prostu niezłą płytą – odważną i przewrotną.

Warto: Card Declined & Yeah

______________

True RomanceSuckerNumber 1 AngelPop 2CharliHow I’m Feeling NowCrash ♥ Brat ♥ Wuthering Heights

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Jeden komentarz do “RECENZJA: Charli XCX “Music, Fashion, Film” (2026) (#1718)”

  1. Mnie się ten album nie spodobał. Ma swoje momenty, ale uważam, że odpuszczając sobie go nic się nie straci. Fajnie, że Charli wyszła trochę poza swoje charakterystyczne brzmienie, ale to ten rock w jej wykonaniu wydaje się bardzo płytki. Liczyłam na lepsze aranżacje, no i więcej muzyki w muzyce (30-minutowy longplay? To dla mnie żart).
    Pozdrawiam 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *