
Jeszcze na początku roku Ariana Grande przekonywała, że w najbliższym czasie nie planuje prac nad nowym muzycznym materiałem. Trudno było jej nie uwierzyć. Promocja filmu “Wicked” pochłaniała ją bez reszty, a na horyzoncie czekała jeszcze trasa koncertowa promująca wydany w 2024 roku “Eternal Sunshine”. Wszystko wskazywało na to, że muzyka na moment zejdzie u niej na dalszy plan. Tym większym zaskoczeniem okazał się “Petal” – krążek, którego niewielu się spodziewało, a który dla fanów wokalistki stać się może jedną z najmilszych niespodzianek tego roku.
Otwierająca ósmy projekt Ariany piosenka “Kiss Me” kontynuuje syntezatorową podróż, którą ta rozpoczęła na “Eternal Sunshine” proponując nam miks popu i r&b, któremu charakteru nadaje elektroniczna perkusja. To utwór jednak mało porywający. Dużo bardziej podoba mi się singlowe “Hate That I Made You Love Me” – utrzymany w średnim tempie numer o subtelnych, elektronicznych bitach i śpiewie Grande, który zmierza w niższe rejestry. Całość jest bardzo klimatyczna i już wskoczyła do grona moich ulubionych singli Amerykanki. I być może byłby to także highlight krążka, gdyby nie kompozycja tytułowa. “Petal” jest niczym dźwiękowy eksperyment. Artystka miesza tu hip hop, r&b, pop rock, zniekształcone syntezatory otrzymując efekt uliczno-elegancki. Równie fajnymi kawałkami są oparte na cięższych bitach i dźwiękach pianina “Big Feelings” (zadziorny charakter tego numeru kojarzyć się może z erą “Dangerous Woman”); teatralne “Freak” czy ciemniejsze, trapowe “Like I Do”, które z kolei przenosi mnie do 2014 roku, gdy odkrywałam twórczość The Weeknd.
Czymś nowym w muzyce Ariany są wycieczki w stronę UK garage (chłodne “Oh Well”) czy indie rocka i new wave (prędkie “Bad Thing (Bunny Hop)”). Synth pop zmieszany z r&b otrzymujemy w ejtisowym “Stay”. Refren tej piosenki po jakimś czasie naprawdę może się uczepić słuchacza. Dużo dzieje się w przywołującym echa lat 00’s, gitarowym, funkującym “Never Get Over Me”. Na zakończenie wokalistka zostawiła dream popową balladę “Nowhere, Nobody”, w której niezbyt podobają mi się wprowadzenie nowocześniejszych bitów i wokalne obróbki anielskiego głosu Ariany. Zaburza to klimat nagrania.
Krążek “Petal” nie próbuje odcinać się od “Eternal Sunshine”, lecz rozwija pomysły, które tam dopiero kiełkowały. Powracają tu rozmyte syntezatorowe pejzaże, subtelne melodie i wycofana produkcja, a całość wzbogacają odważniejsze brzmieniowe eksperymenty. To nie jest dzieło pełne refrenów, które od razu chciałoby się nucić. Tylko czy Ariana Grande naprawdę musi jeszcze ścigać się o kolejne radiowe przeboje? Dziś wydaje się znacznie bardziej zainteresowana budowaniem nastroju niż kolekcjonowaniem chwilowych hitów. Jednocześnie “Petal” okazuje się być jedną z jej najbardziej osobistych płyt. Artystka często porusza tu temat popularności, jej kosztów i cieni. Może niewiele tu większych wzruszeń czy nagłych zachwytów, ale słucha się tego całkiem przyjemnie, nawet jeśli po miesiącu zdarzy nam się zapomnieć o tym wydawnictwie.
Warto: Hate That I Made You Love Me & Petal
________________
Yours Truly ♠ My Everything ♠ Dangerous Woman ♠ Sweetener ♠ Thank U, Next ♠ Positions ♠ Eternal Sunshine