Hayley Williams “Ego Death at a Bachelorette Party” – recenzja albumu (2025) (#1727)

Sześć lat po solowym debiucie “Petals For Armor” i pięć po “Flowers For Vases / Descansos” Hayley Williams powróciła z albumem, który wydaje się być zarówno zamknięciem pewnego rozdziału, jak i początkiem nowego etapu. Wokalistka Paramore, która w ostatnich latach znów skupiła się na macierzystej formacji, zaskoczyła fanów publikując na raz serię pojedynczych utworów. Bez większych zapowiedzi, jakby mimochodem, z zaskoczenia. Dopiero później okazało się, że fragmenty te układają się w spójną całość zatytułowaną “Ego Death at a Bachelorette Party”. Nieźle wspominam wcześniejsze projekty Hayley, więc i po ubiegłoroczny sięgnęłam z zaciekawieniem.

Na sam początek trzeciej solowej płyty Amerykanka wybrała kilka nagrań, które charakteryzuje większa dynamika. Mamy tu lekko krzykliwy, wzbogacany dęciakami numer “Ice In My OJ”; alt popowy “Glum” w stylu lat 90. (uwielbiam przetworzony wokal Hayley w tym kawałku przypominający Jessikę Pratt); rytmiczny “Kill Me” czy przybrudzony “Mirtazapine”. Alternatywny pop wypełnia i takie kompozycje jak “Disappearing Man”, zmienne “Brotherly Hate” (wokalistka raz jest tu słodka, za moment zaś agresywna); apatyczne, mroczne “True Believer” czy kołyszące, na swój sposób zmysłowe “Negative Self Talk”. Ostatnia z piosenek należy do mojej czołówki, a na tym szczycie towarzyszą jej leniwy synth popowy utwór “Love Me Different”; chłodny elektrorock “Hard”; jesienne, filmowe “Dream Girl in Shibuya” czy “Parachute”, którego spokojny wstęp prowadzi do mocnego refrenu – ten numer skutecznie rozbudza po kilku balladowych punktach, które wypełniły drugą część wydawnictwa (folkowe “Blood Bros”, kameralne “I Won’t Quit On You”, mięciutki indie pop “Zissou”).

Hayley Williams nie stoi w miejscu. Czy mówimy tu o płytach wydawanych pod szyldem Paramore (warto przypomnieć, iż grupa świętowała niedawno dwudziestolecie debiutu), czy solowych krążkach. Amerykanka brzmi dziś bardziej surowo, towarzyszą jej raczej brudniejsze gitary niż pastelowe syntezatory. “Ego Death at the Bachelorette Party” czerpie z alternatywnych klimatów lat 90., gatunków takich jak shoegaze czy pop rock, co sprawia, że całość jest żywa i jakaś. Ale jeśli mam być szczera, to właśnie “Petals for Armor” z piosenkami, których bym się po kimś takim jak Hayley nie spodziewała, zostawiło po sobie więcej śladów na moich playlistach.

Warto: Love Me Different & Negative Self Talk & Dream Girl in Shibuya

______________

Petals for Armor ♥ Flowers for Vases / Descansos

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *