RECENZJA: Billie Eilish “Hit Me Hard and Soft” (2024) (#1485)

Pięć lat po płytowym debiucie, “When We All Fall Asleep, Where Do We Go?”, Billie Eilish udowadnia, że nie była sensacją jednego sezonu. Ukazał się właśnie jej trzeci album, na którym – przy nieodzownej pomocy Finneasa – wokalistka ponownie robi co chce, jak chce i z jaką intensywnością chce. I’m trying my best to keep you satisfied śpiewa nam w jednej z premierowych piosenek, a ja chętnie sprawdzam, ile jej wysiłki są warte.

Nie należę do miłośników “When We All Fall Asleep, Where Do We Go?”, lecz już Eilish z czasów “Happier Than Ever” jest tą, z którą szybko się zaprzyjaźniłam. Była to niby Billie, jaką znaliśmy już wcześniej (świetnie władająca piórem dziewczyna, która lubi zatopić się w mroczniejszych, elektronicznych bitach), ale jakby dojrzalsza, smutniejsza, zmęczona całym zamieszaniem, do jakiego doprowadziła. Tegoroczne “Hit Me Hard and Soft” tych emocji niesie mniej, choć aranżacyjnie warto przygotować się na wiele.

Album rozpoczyna się tam, gdzie rodzeństwo Eilish pozostawił film “Barbie” i stworzona do niego, nagrodzona Oscarem ballada “What Was I Made For?”. Wita nas bowiem utkane z kruchych, zwiewnych dźwięków “Skinny” o smyczkowym, filmowym rozmachu. Kompozytorsko zaś tam, gdzie kończyła się przeskakująca z jazzu w potężny pop rock piosenka “Happier Than Ever” – jakby ich twórcze życie dzieliło się na czasy przed i po jej nagraniu. Billie i Finneas polubili plot twisty i tak przerzucają się pomysłami, że z jednej kompozycji dałoby radę wyłonić kilka innych. Widać to już w następującym po “Skinny” utworze “Lunch”, gdzie rytmiczny synth-disco-pop  przenika electro rock. To jednak metamorfoza wciąż delikatna i przystępna.

Ciekawsze rzeczy dzieją się w moim ulubionym “Chihro”, w którym melorecytacja na tle basowych dźwięków przeobraża się w głośny trance. Akustyczne “The Greatest” wzbogacone zostało o stadionowe, rockowe rozwinięcie. “L’amour de ma vie” rozpoczyna się jak elegancka, retro popowa piosenka, którą zainteresowana byłaby Laufey, by skończyć na hyperpopowym ravie u Charli XCX. Duszne reggae w “Bittersuite” otrzymuje kompana w postaci pulsującej, ciemniejszej elektroniki, natomiast ciche, senne momenty “Blue” urozmaicają smyczki oraz trip hopowe inspiracje. Z bardziej stonowanych kompozycji do gustu szybko przypadło mi zwyczajnie piękne, gitarowe “Wildflower” o klimacie lat 90. Lubię też wyjęte z zupełnie innej bajki “The Diner” o gotycko-elektronicznym wydźwięku. Jeśli szukacie nowego “Bad Guy”, ten kawałek jest dla was. Jedyny problem mam z “Birds of a Feather” – w tym ejtisowym popie zabarwionym r&b Billie jest nie do poznania. To może być piosenka co drugiej wokalistki. Ładna, wakacyjna, ale pozbawiona charakteru.

Półki zastawione branżowymi nagrodami i miano jednej z najważniejszych postaci kobiecego popu ostatnich lat – Billie Eilish w młodym wieku osiągnęła więcej niż niektórzy przez całe życie. To jednak wciąż za wcześnie, by odcinać kupony. Ona dobrze o tym wie, stąd wraz z Finneasem kombinują, czym by nas tu zaskoczyć. “Hit Me Hard and Soft” kilka takich momentów faktycznie ma, gdzie utwór skręca raptownie w kierunku, którego się nie spodziewałam. I tylko od nas zależy, jak mocno się wówczas będziemy trzymać. Eilish wywrotki nie zaliczyła, choć mi wciąż bardziej podchodzi “Happier Than Ever”.

Warto: Chihro & The Greatest & Wildflower

_____________

When We All Fall Asleep, Where Do We Go?Happier Than Ever

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Jeden komentarz do “RECENZJA: Billie Eilish “Hit Me Hard and Soft” (2024) (#1485)”

  1. Po dwóch przesłuchaniach wydaje mi się, że to będzie mój ulubiony album Billie. “Lunch” wkręciło mi się już po pierwszym przesłuchaniu. 😀 Pamiętam, że zwróciłam też od razu uwagę na “Skinny”, “L’amour de ma vie” i “Blue”. Fajnie, że artystka kombinuje z różnymi gatunkami.
    Pozdrawiam. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *