RECENZJA: Billie Eilish “Happier Than Ever” (2021) (#1230)

O szale na twórczość nastoletniej Billie Eilish mówiliśmy już dawno, lecz dopiero w 2019 roku przybrał on niewyobrażalne wręcz rozmiary. Wokalistka zaprezentowała nam wówczas swój płytowy debiut “When We All Fall Asleep, Where Do We Go?”, który prowadzony był przez takie single jak “Bad Guy” czy “Bury a Friend”. Dwa lata później Amerykanka gotowa była na zaprezentowanie światu swojego drugiego dzieła. Nie zmieniło się nic, choć jednocześnie zmieniło się sporo. Taki eilishowy paradoks.

Przesadziłabym, gdybym powiedziała, iż debiutancki longplay Billie jakoś bardziej mnie rusza. “When We All Fall Asleep, Where Do We Go?” to płyta z dobrymi momentami i wieloma utworami, do których zwyczajnie nie chce się wracać. Niewielkim kosztem artystce i towarzyszącemu jej producentowi (prywatnie brat Billie) udało się stworzyć album nastrojowy i potrafiący wprowadzić w senny stan, gdy złe sny już czają się za rogiem. Korespondowało to zresztą z delikatnie upiorną okładką wydawnictwa. Na zdjęciu zdobiącym “Happier Than Ever” Eilish jest niemalże nie do poznania. Wygląda jak aniołek, choć w jej duszy nadal jest sporo mroku.

Drugi krążek wokalistki jest albumem nieźle przemyślanym. Obok minimalistycznych, balladowych kompozycji otrzymujemy te oparte na cięższych, elektronicznych bitach. Zaczyna się jednak kołysankowo – od urokliwego, baśniowego “Getting Older”. Za chwilę jednak następuje zmiana i artystka serwuje nam kompozycję, która wpadała mi w ucho najszybciej. “I Didn’t Change My Number” świetnie wyważa wyraziste bity z opanowaną, śpiewającą jakby od niechcenia Eilish. Innymi bardziej przebojowymi utworami są takie nagrania jak wprowadzające w trans “Oxytocin” (wokalnie chyba najciekawszy track na płycie); posiadające piękny, wykonywany a capella wstęp “GOLDWING”; trip hopowe “Lost Cause”; ciemne, mające w sobie coś nerwowego “OverHeated” oraz dark popowo-rhythm’and’bluesowe “Therefore I Am”, które prezentuje podobną twarz Billie co “You Should See Me in a Crown” czy “All the Good Girls Go to Hell” – znów mamy do czynienia z dziewczyną, której lepiej zejść z drogi. Moim ulubionym kawałkiem z tej kategorii jest jednak “NDA”. Pulsująca kompozycja zawiera inspiracje takimi gatunkami jak industrial, elektro i alternative pop, ale nawet to nie robiłoby takiego wrażenia, gdyby nie odpowiednie wykonanie. Narzekająca na sławę artystka jest tu na zmianę smutna, poirytowana i pogodzona z własnym losem. Wielką niespodzianką jest za to tytułowy utwór, który przeobraża się z jazzującego numeru w pop rockową, wykrzyczaną petardę.

Czaruje balladowa część wydawnictwa. Soundtrackiem gorących wakacyjnych wieczorów jest inspirowana brazylijską muzyką kompozycja “Billie Bossa Nova”. Porusza posępne “Everybody Dies” oraz romantyczne, kojarzące się z balladami Lany Del Rey “Halle’s Comet”. Warto zerknąć i na “Male Fantasy”, w którym Amerykanka śpiewa przy akompaniamencie gitary akustycznej. Country Billie? Strzał w dziesiątkę. Na deser zostają nam “My Future” i “Your Power” – znane od miesięcy singlowe kawałki, które nieco już mi się osłuchały.

Niby happier than ever, ale smutniejsza niż kiedykolwiek. Obcując “When We All Fall Asleep, Where Do We Go?” towarzyszyło mi często wrażenie, iż depresyjny nastrój Billie Eilish jest jedynie na pokaz, by łatwiej było jej trafić do nastoletnich słuchaczy, którzy lubią dramatyzować. Na tegorocznym krążku artystka trafia do mnie skuteczniej, niż za pośrednictwem jakiejkolwiek wcześniejszej piosenki. Muzycznie wciąż dostajemy utwory krążące wokół minimalistycznego, elektronicznego popu nieatakującego wieloma dźwiękowymi efektami. Kompozycje brzmią jednak dojrzalej i głębiej, a sama Eilish lepiej niż wcześniej żongluje i panuje swoimi emocjami. Jeśli z wydawania drugiego krążka byłby egzamin, Billie zdałaby z bardzo dobrym wynikiem. Co za postęp!

Warto: NDA & Billie Bossa Nova & Everybody Dies

One Reply to “RECENZJA: Billie Eilish “Happier Than Ever” (2021) (#1230)”

  1. Chciałbym napisać, że mnie Billie Eilish nie nudzi, ale na dłuższą metę po prostu tak jest. Jednostkowo wybrane piosenki w małych dawkach nawet do mnie trafiają, ale poza dołowaniem brakuje mi u niej innych spójnych elementów. Po nowej płycie jak na razie zostały mi dwie piosenki, a czy to się zmieni, zobaczymy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *