
Dostałam kiedyś pytanie a propos tego, skąd czerpię inspiracje na swoje kolejne podróże. Obok tak oczywistych odpowiedzi jak magazyny, opowieści innych czy najzwyklejszy Instagram pojawia się u mnie i muzyka. Jakiś utwór, obejrzany teledysk, cała płyta. Bo nawet najmniejszy dźwięk może zesłać na mnie natchnienie. Dziś przypominam pięć albumów, których słuchanie sprawia, że chcę spakować plecak i ruszyć przed siebie.
Beirut Gulag Orkestar
Styczeń 2019. Dowodzona przez Zacha Condona kapela Beirut wydaje album “Gallipoli”, a ja przypominam sobie, jak chętnie słuchałam jej piosenek kilka lat wcześniej. I wracam do debiutanckiej płyty “Gulag Orkestar”. Tym razem jednak uważniej zagłębiam się w kompozycje, próbuję dowiedzieć się, skąd czerpali inspiracje, dociekam. Mój wzrok pada na nazwę Bałkany. I nic już nie było takie jak wcześniej. Bałkański folk posłużył bowiem Zachowi i spółce w stworzeniu ich własnego brzmienia, choć jest to pojęcie dość ogólne. Tam każdy kraj ma swoją własną tożsamość, choć chętnie się one przecinają. Wciąż są to miejsca przede wszystkim niezwykle szczere i mniej lub bardziej opierające globalizacji. Z piękną naturą, smaczną kuchnią, życzliwymi mieszkańcami. Spędziłam tam sporo czasu i wciąż mi mało.
La Femme Paris-Hawaï
Na początku swojej kariery francuski zespół La Femme chciał nas wyciągnąć na berlińskie klubowe parkiety. W 2021 roku wybrali się do USA by inspiracje tym, co tam usłyszeli, przełożyć na krążek “Paradigmes”. Dwa lata później wyruszyli w jeszcze dalszą podróż i za sprawą albumu “Paris-Hawaï” wsiadamy na pokład samolotu zabierającego nas nie tylko na tytułowe Hawaje, ale i wyspy wchodzące w skład Polinezji Francuskiej. Ten wakacyjny klimat jest bowiem wyczuwalny w piosenkach Francuzów. Nabiera delikatnie psychodelicznego wydźwięku, a same utwory płyną w niespiesznym, leniwym tempie. To nie wakacje w wielkim, hałaśliwym kurorcie. To raczej samotne spacery brzegiem Oceanu po zmierzchu i wsłuchiwanie się w odgłosy natury. To nie “Biały lotos”. Tu nikt nie zginie.
Zaz Paris
Francuska wokalistka Zaz wcale nie urodziła się w Paryżu. Jej rodzinnym miastem jest położone od stolicy Francji o jakieś dwie godziny drogi Tours. Chęć rozwinięcia muzycznej kariery sprowadziła ją do jednak do Paryża. Swojej miłości do miasta poświęciła album “Paris” z 2014 roku. Utrzymana w retro klimacie płyta nie skrywa autorskich laurek, jakie Zaz wystawić by mogła temu miejscu. Ona przypominać woli sprawdzone klasyki m.in. z lat 50. Paryż w jej utworach jest więc bardzo elegancki, stylowy i szykowny. Ale przy tym wcale nie sztywny czy pozbawiony uśmiechu. Czy wciąż aktualny? Pod tym się nie podpiszę, ale zdecydowanie ma swoje piękne strony.
Bon Iver For Emma, Forever Ago
Historia Justina Vernona poświęcona powstaniu albumu “For Emma, Forever Ago” jest jedną z moich ulubionych. Ot, zmęczony całym światem muzyk uciekł do lasu w stanie Wisconsin, gdzie w myśliwskiej chatce swojego ojca napisał kompozycje, które przyniosły mu uznanie i rozgłos wśród publiczności zakochanej w folkowych klimatach. Ale jego folk od samego początku był specyficzny – chłodniejszy, wchodzący we współpracę z alternatywnym country czy ambientem. Zimowy, bo właśnie w takiej scenerii powstawały kolejne utwory. Nie miałem nic poza dźwiękiem moich własnych myśli mówił później Vernon, a mi w tym przebodźcowanym świecie zaczyna brakować podobnej prostoty. Nawet spacer w takiej leśnej amerykańskiej scenerii może być świetną ucieczką od codzienności.
Joy Division Unknown Pleasures
Z Londynu wywodzi się cała lista świetnych solistów i zespołów. Liverpool miał The Beatles. Także i Manchester na mapie Wielkiej Brytanii nie jest białą plamą. To zagłębie niesamowitych bandów (m.in. Oasis, The Smiths, The Stone Roses), jednak żaden nie znaczy dla mnie tyle, co Joy Division. To właśnie w rodzinnym mieście członków formacji powstała ich debiutancka płyta “Unknown Pleasures” uznawana dziś za jedno z najważniejszych wydawnictw post punkowych. To surowa muzyka korespondująca z moimi wyobrażeniami o Manchesterze jako o mieście wciąż mocno pamiętającym o swojej industrialnej przeszłości. Tu nie sztuka była na pierwszym planie. Liczyły się konkrety. I właśnie je dostarczali Joy Division.
To gdzie lecisz?
daleko