RECENZJA: David Bowie “Scary Monsters (and Super Creeps)” (1980) (#1573)

Chociaż w czasie rejestrowania albumu “Lodger” David Bowie nie był już mieszkańcem Berlina, klimat tego miejsca (a mówimy tu o latach 70. i stolicy podzielonej strzeżonym murem) mocno przesiąknął kompozycje wchodzące w skład tego wydawnictwa. Początek nowej dekady to dla artysty zadomowienie się w Nowym Jorku i powrót do rodzinnego Londynu. W lata 80. Bowie wszedł krążkiem, który uważany jest za jeden z najistotniejszych w jego dyskografii.

Płyty “Low”, “Heroes” i “Lodger” zebrane pod szyldem berlińskiej trylogii nie sprawiły, iż David stał się jednym z najpopularniejszych wykonawców tamtych lat. Zgromadziły jednak masę pochwał i do dziś cieszą się uznaniem zarówno słuchaczy jak i krytyków. Bowie jednak pragnął rozgłosu. Przy pomocy swojego wieloletniego producenta i prywatnie dobrego znajomego Tony’ego Viscontiego (swoją drogą ich drogi w studiu nagraniowym przetną się ponownie dopiero na początku XXI wieku) zmajstrował krążek “Scary Monsters (and Super Creeps)”.

Post punkowo i z japońskimi wpływami wprowadza nas Bowie w klimat swojej czternastej studyjnej płyty. W równym, gitarowym “It’s No Game” zostawia sporo miejsca Michi Hirocie, samemu pozwalając sobie na sporo okrzyków. Na końcu wydawnictwa czeka na nas druga, łagodniejsza część piosenki. Zanim jednak do tego brzegu dobijemy, czekają na nas stonowane, nieco nawet idące w stronę gospel “Up the Hill Backwards” i rozpędzone, pełne zdehumanizowanych wokali (tytuł w końcu zobowiązuje) nagranie tytułowe, w którym za sprawą bębnów i zniekształconych gitar wyczuć można wpływy Joy Division. Mi jednak bardziej do gustu przypadły dwa singlowe przeboje – art popowe, leniwe “Ashes to Ashes”, w którym David przypomina słynnego Majora Toma z legendarnego “Space Oddity”; oraz funkujące “Fashion” – ten numer jest po prostu cool.

Niemalże siedmiominutowe “Teenage Wildlife” jest najmniej oczywistym utworem na albumie. Bowie nie dbał o uporządkowanie struktury piosenki (nie mamy tu wyróżnionego refrenu), skupiając się raczej na samej aranżacji, w której post punkowe wpływy mieszają się z dźwiękami pianina. Nieco to za długie, ale zdecydowanie czuć pasję wokalisty do samej muzyki. Łatwiejszą kompozycją jest rockowo-new wave’owe “Scream Like a Baby”. Mniej udane momenty? Nie umiem przekonać się do wzbogacanego chórkami “Kingdom Come”. Jeśli wokalista chciał w jednym numerze połączyć swoje zainteresowanie gospel i wytwórnią Motown, to efekt nie jest zbyt spektakularny.

Po ciemnych i wymagających albumach “Low”, “Heroes” i “Lodger” pierwsza pozycja w dyskografii Davida Bowiego datowana na lata 80., “Scary Monsters (and Super Creeps)”, wypada nadzwyczaj lekko, przebojowo i przystępnie. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że to jego pierwszy tak nastawiony na szarego odbiorcę projekt od czasów “Diamond Dogs”. Widać to po samym przyjęciu albumu – po kilku latach artysta znów miał swój numer jeden na liście bestsellerów, a single pokroju “Ashes to Ashes” stały się hitami i wspominane są po dziś dzień.

Warto: Ashes to Ashes & Fashion

_____________

David BowieSpace OddityThe Man Who Sold the WorldHunky DoryThe Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from MarsAladdin SanePin UpsDiamond DogsYoung AmericansStation to StationLowHeroesLodger ♥ Blackstar No Plan

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *