![]()
Dowodzony przez wokalistkę Michelle Zauner zespół Japanese Breakfast przed czterema laty miał swój wielki moment. Trzeci krążek grupy, “Jubilee”, przebił się do świadomości słuchaczy, a za swoją pracę formacja miała szansę zostać nagrodzona statuetką Grammy w kategorii Best Alternative Album. Triumfowała wówczas St. Vincent, lecz Japanese Breakfast zmajstrowali teraz taki krążek, że i na nich powinny spłynąć branżowe nagrody.
Wysokimi, mieniącymi się w słońcu dźwiękami i ogromną dozą spokoju – tym właśnie charakteryzuje się leniwa kompozycja “Here Is Someone” otwierająca płytę “For Melancholy Brunettes (& Sad Women)”. Tempa nie nabiera singlowe, smyczkowe “Orlando in Love” pozwalając, by dopiero “Honey Water” mocniej wybrzmiało. Pojawiające się w nagraniu gitary i perkusja kontrastują z rozmarzonymi wokalami Zauner, która miota się między potrzebą zakończenia pewnej relacji a wiarą w to, że da się ją jeszcze odbudować. Jeszcze bardziej żywiołową – jak na standardy tego krążka – piosenką jest flirtujące z country “Mega Circuit”. Gatunek ten ma swoje pięć minut (a rzeczywistości nawet nie trzy) w “Men in Bars”. Czas ten Michelle dzieli z Jeffem Bridgesem dopuszczając do nieco dziwacznego przemieszania się ich odmiennych wokali.
Akustycznym, kameralnym utworem jest “Little Girl”. Jeszcze cichszym kawałkiem jest “Leda”, w którym akustyczna gitara i smyczki są tylko tłem dla kruchych wokali artystki. W samej piosence (wzbogaconej wieloma odniesieniami do greckiej mitologii) jest coś magicznego i ulotnego. Folkowo i balladowo wybrzmiewa “Magic Mountain”. Kto szuka czegoś wyrazistszego, ten swoją uwagę powinien skierować na porcję indie “Picture Window” czy “Winter in LA” – kompozycję o przemyślanej, acz bogatej aranżacji.
Kiedy wielu artystów po odniesieniu pewnego sukcesu chce kontynuować dobrą passę i nie decyduje się na drastyczne zmiany, tak Japanese Breakfast chcą udawać, że “Jubilee” było jednorazowym wyskokiem w stronę jaśniejszych, przystępniejszych a nawet przebojowych brzmień. “For Melancholy Brunettes (& Sad Women)” jest płytą taką, jak opisuje ją jej tytuł. Jest melancholijnie, spokojnie, a smutek miesza się z rozczarowaniem – to może poczuć każdy bez względu na kolor włosów czy płeć. Bury me beside you in the shadow of my mountain – śpiewa na sam koniec Michelle Zauner nie dając nam tym razem optymistycznego zakończenia swojej historii.
Warto: Leda & Winter in LA
____________