Luźne taśmy: styczeń ’26

Początek stycznia 2026 dźwiękowo zdefiniowały moje wycieczki w przeszłość. Nie zatrzymałam się jednak na obecnie hypowanym 2016 roku, lecz sięgnęłam po znacznie starsze nagrania Queens of the Stone Age, Balthazar, Pink Floyd czy… Davida Guetty z Rihanną. A żeby nie było już tak staro, podrzucam i nowość od Arctic Monkeys. Oto pierwsza odsłona tegorocznych taśm.

Queens of the Stone Age Like a Drug (2005)

“Lullabies to Paralyze” nie jest ulubioną płytą fanów Queens of the Stone Age, lecz mi wraca się do niej całkiem dobrze. Rozszerzona edycja albumu kusi kompozycją “Like a Drug” – to nagranie, któremu z pewnością przydałoby się odświeżenie na poziomie samych wokali Josha Hommego, a które zaskakuje samą aranżacją zbliżającą się do westernowych klimatów. Nieperfekcyjny, ale nietypowy utwór.

David Guetta x Rihanna Who’s That Chick? (2010)

W mediach społecznościowych widać zerkanie z nostalgią na rok 2016, mi tymczasem przypomniała się piosenka, której data premiery przypada na końcówkę 2010. “Who’s That Chick?”, kolaboracja Davida Guetty i Rihanny, nie była wielkim przebojem, ale dziś śmiało wystawiać ją można w muzeum brzmień tamtych lat przez wzgląd na jej silną elektroniczno-eurodance’ową aranżacją i potraktowany sporą dawką auto tune wokal artystki. To piosenka o pewności siebie i magnetyzmie, która nie próbuje być skomplikowana. Ma po prostu sprawiać, że nóżka chodzi.

Balthazar The Oldest of Sisters (2012)

Lada chwila minie pięć lat od premiery albumu “Sand” – ostatniej, póki co, płyty belgijskiej formacji Balthazar. A że mi do muzyki kapeli trochę tęskno, wróciłam do wydawnictwa “Rats”, które ukazało się w 2012 roku. Utrzymany w alternatywnym, kameralnym, lekko nawet surowym stylu charakterystycznym dla wczesnych nagrań grupy numer “The Oldest of Sisters” w luźny, choć lekko nostalgiczny sposób zaprasza do rozpoczęcia przygody z tym dziełem.

Dope Lemon Marinade (2016)

Początek 2026 roku to dla mnie odkrycie, iż znany z duetu Angus & Julia Stone artysta działa od lat solowo pod pseudonimem Dope Lemon. “Marinade”, opener albumu “Honey Bones”, jest indie rockową kompozycją, w której psychodeliczny klimat zderza się z naprawdę wyluzowaną atmosferą. Muzyka płynie z miękkimi gitarami i lekko zniekształconym wokalem, który, w połączeniu z tekstem, nadaje całości lekko surrealistycznego wymiaru.

Arlo Parks Romantic Garbage (2019)

Arlo, jedna z moich dźwiękowych bohaterek 2021 roku, powoli zapowiada swój powrót z albumem “Ambiguous Desire” publikując singiel “2SIDED”. Brakuje mi jednak tej wrażliwej dziewczyny-poetki, jaką poznaliśmy w 2019 na epce “Super Sad Generation”. Kiedyś podrzucałam wam kawałek “Cola”, dziś zachwycam się sennym, nocnym miksem nowoczesnego soulu i r&b postaci “Romantic Garbage”. 

Arctic Monkeys Opening Night (2026)

Nie będę ukrywać, że od 2013 roku mam lekką obsesję na punkcie Arctic Monkeys i podoba mi się wszystko, co nam wciskają. Od premiery “The Car” jednak milczeli, ale skrzyknęli się w końcu w celu nagrania charytatywnego singla “Opening Night”. Kapela przedłuża swoją obecność w świecie art rockowych brzmień i prezentuje utwór, który pasuje do ich ostatnich dwóch wydawnictw przy jednoczesnym powrocie do wyraźniejszych perkusyjnych motywów. 

Blonde Redhead 23 (2007)

Na długi czas zatrzymałam się przy albumie “Sit Down For Dinner” Blonde Redhead zapominając, że grupa ma na koncie jeszcze wiele innych wydawnictw. Przypominajką była audycja w jednej stacji radiowej, która podsunęła mi kawałek “23” z wydanej w 2007 roku płyty. Warstwowe, szybkie gitary i subtelna elektronika tworzą tu chłodny dźwiękowy krajobraz. Całość jest utworem trwającym w wiecznym ruchu.

Pink Floyd Jugband Blues (1968)

Wspomina się takie albumy jak “The Wall” czy “The Dark Side of the Moon”, lecz mało kiedy wraca do pierwszych dzieł Pink Floyd. Ja zanurkowałam niedawno w “A Saucerful of Secrets” – ich drugim krążku. “Jugband Blues” jest utworem o surowej, psychodelicznej stylistyce, która mocno odbiega od późniejszego, bardziej monumentalnego brzmienia formacji. Chaotyczne instrumentarium (m.in. dęciaki i nietypowe aranżacje) tworzy wrażenie celowego zaniepokojenia słuchacza.

Rita Satch Lifeline (2025)

Urodzona w Uzbekistanie, lecz zamieszkująca obecnie Australię wokalistka Rita Satch w minionym roku wydała swój debiutancki album “Meet Me in the Garden”, który, gdybym tylko trafiła na niego wcześniej, z pewnością znalazłby swoje miejsce w zestawieniu najlepszych krążków 2025. Jeśli nie wierzycie, zerknijcie chociaż na kawałek “Lifetime”, który łączy nowoczesne melodie z klasycznym soulowym brzmieniem, vintage’ową grą smyczków i urokliwymi chórkami.

Fat Dog King of the Slugs (2023)

Istniejąca od 2020 roku londyńska grupa Fat Dog zaliczyła już swój płytowy debiut (“WOOF”), który zapowiadała piosenką naprawdę odważną i stojącą w opozycji do krótkich kawałków zalewających nas z każdej strony. Sama kapela jest nieco dziwaczna i abstrakcyjna – i doskonale słychać to w “King of the Slugs”. Jest to maniakalna i żywiołowa kompozycja, w której przecinają się wpływy tanecznego punku, industrialnego, mechanicznego rocka czy syntezatorowych klimatów. Fat Dog zapraszają nas tym nagraniem na osobliwy rave.

_________________

Playlista

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

2 komentarze do “Luźne taśmy: styczeń ’26”

  1. Same nowości dla mnie (oprócz “Who’s That Chick?”), a najbardziej spodobało mi się “Jugband Blues”. Wróżę wielką karierę tym Pink Floydom.
    Pozdrawiam. 😁

Odpowiedz na „SzafiraAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *