Po znakomicie przyjętym debiucie “Collapsed in Sunbeams”, który uczynił z Arlo Parks jedną z najbardziej wrażliwych autorek swojego pokolenia, przyszło “My Soft Machine” – krążek powstający już w cieniu zmęczenia i presji. Sama wokalistka przyznawała, iż w tamtym okresie była bliska utraty tej świeżości i emocjonalnej szczerości, które zadecydowały o jej wcześniejszym sukcesie. Tegoroczny projekt “Ambiguous Desire” jest próbą złapania chwil, które umknęły Arlo z racji rozpoczętej w młodym wieku kariery. Chciała poczuć, jak to jest być wciągniętą w wir nocnego życia. Poszukiwała spontaniczności i klubowej energii. Wypalenie odczuwalne na poprzedniej płycie chciała zamienić tym razem w euforię. Z jakim skutkiem?
Delikatny taneczny błysk i senne, kojące wokale zdominowały kompozycję “Blue Disco” otwierającą nowe wydawnictwo artystki. To ładna wizytówka całego albumu, który, choć inspirowany przygodami w świetle klubowych reflektorów, nie należy do płyt porywających do szalonej zabawy. Co nie znaczy, że przeważają tu nagrania pościelowe. Jedną z charakterystyczniejszych piosenek jest bez wątpienia mglista “Jetta” o klubowym pulsie i wyraźniej zarysowanym bicie. Parks proponuje nam także swoją wersję UK garage (“Get Go”, hipnotyczne “Nightswimming”) czy breakbeatu (wzbogacane syntezatorami “2SIDED”; traktujące o złamanym sercu “Luck of Life”; “Floette” o świetnym, przyspieszającym zakończeniu). Instrumenty perkusyjne o metalicznym wydźwięku kontrastują z intymnymi wokalami w “Beams”. Minimalizmem i bedroom popową atmosferą odznaczają się nostalgiczna miniaturka “South Seconds” oraz ciepłe “What If I Say It?”. Moimi ulubieńcami są jednak “Senses” oraz “Heaven”. Pierwszy z utworów jest podbitym melancholią elektro-soulem nagranym przy udziale Sampha. To duet, jakiego się nie spodziewałam, a jaki bardzo mnie ucieszył, bo ich przestrzenne wokale ładnie razem brzmią. “Heaven” zaś jest intrygującym miksem glitchowych dźwięków z ambientem. Coś świeżego u Parks.
Na tle nijakości “My Soft Machine” nowa płyta Arlo Parks, “Ambiguous Desire” jest niczym przebudzenie. Może nie gwałtowne, ale na pewno z długiego snu, choć w większości przypadków pozostawiła senne wokale. Jest to krążek ukształtowany przez jedno miejsce (Nowy Jork) i wieczorne aktywności. Czuć, iż Parks chłonie rzeczywistość jak gąbka i próbuje oddać ją bez filtra, nawet jeśli nie wszystkie piosenki faktycznie zostają ze mną na długo. Po rozmytym i szybko ulatującym poprzedniku mamy do czynienia z czymś na kształt resetu- otwarciu nowego rozdziału w karierze artystki. Podobnie emocjonalnym co na kapitalnym “Collapsed in Sunbeams”, ale nowocześniejszym.
Warto: Senses & Heaven
___________