
Odkrycia po tegorocznej edycji Next Fest. Wspomnienie o płycie Bat For Lashes sprzed dwóch dekad. Madonna w klubowym wydaniu. Oraz Lana Del Rey w swoim bondowskim momencie. Te i inne kompozycje towarzyszyły mi w kwietniu.
Jules War Transparent Blue (2024)
Dla takich chwil czekam na każdą edycję Next Fest – na odkrycie zespołu bądź solisty, którego muzyka zawładnie moimi głośnikami choćby i na tydzień. W tym roku jest to węgierska formacja Jules War, która przypomniała mi o mojej fascynacji Mazzy Star. Więc jeśli lubicie dream pop, który ciężko dopasować do danego momentu w czasie, takie piosenki jak “Transparent Blue” są dla was. Mnie dodatkowo urzekło wplecenie fragmentu tekstu znanego z “Henry Lee” Nick Cave and the Bad Seeds.
Kelela Idea 1 (2026)
Kelela tak rzadko dzieli się nowymi piosenkami, że chyba nikt nie był gotowy na singiel “Idea 1”. Po raz kolejny artystka (swoją drogą zasługująca na dużo większe rozpoznanie na mainstreamowej scenie) tworzy kawałek bardziej do czucia aniżeli analizowania, choć dzieje się w nim sporo niespodziewanych zwrotów akcji. Swoje elektroniczne r&b Kelela rozszerzyła o lekko psychodeliczny klimat i… post rockowe instrumentarium.
Bat For Lashes I’m On Fire (2006)
Debiutancka płyta Natashy Khan, “Fur and Gold”, sama w sobie jest wydawnictwem bardzo udanym (moje wrażenia poznacie w dwudziestolecie premiery krążka; stay tuned), więc nic dziwnego, że szukałam dodatkowych kompozycji powstałych z myślą o niej. Rozszerzona edycja kusi coverem “I’m On Fire” Bruce’a Springsteena. Wersja Bat For Lashes stawia na folkowo-art popowe dźwięki i jeszcze wolniejsze tempo.
Flea x Nick Cave Wichita Lineman (2026)
Jestem prostym człowiekiem – widzę Nick Cave i wiem, że mi się dana piosenka spodoba. Tym razem australijski Książę Ciemności zagościł na pierwszej solowej płycie znanego z Red Hot Chili Peppers muzyka Flea w coverze “Wichita Lineman” Glena Campbella z lat 60. To interpretacja powściągliwa i emanująca spokojem. Nawet w samym wokalu Cave’a jest coś ciepłego.
Maks.Tachasiuk Zły, najgorszy sen (2026)
Maks dopiero debiutuje, ale już może cieszyć się niemałą grupą słuchaczy. Na jego pierwszy longplay, “Wieje”, trafiłam już po jego Next Festowym występie (wciąż żałuję, że mnie on ominął) i jestem pod wrażeniem, jak ładnie brzmi pop w jego rękach. Tym moim highlightem wydawnictwa jest “Zły, najgorszy sen” – piano ballada o bardzo kameralnym wydźwięku i pięknym, choć prostym tekście traktującym o stracie ważnej dotąd osoby. Autentyczność, naturalność i emocje są słowami, które przychodzą mi na myśl, gdy słucham tego nagrania. Piękny kawałek.
Igor Herbut Żółw (2026)
Znany z formacji LemON Igor Herbut bardzo chętnie robi solowe skoki w bok i prezentuje muzykę pod własnym nazwiskiem. Wydany przez niego singiel “Żółw” nijak nie wpisuje się we współczesne muzyczne trendy. To kawałek przeszło siedmiominutowy (!), który potrafi utrzymać na sobie uwagę słuchacze przez ten czas, choć nie doświadczamy tu zwrotów akcji. Przez cały ten czas utwór krąży wokół art popowej aranżacji pozwalającej skupić się na czystym, pozbawionym dramatyzmu głosie artysty.
Jenny on Holiday Androgynous (2026)
Tworząca duet Let’s Eat Grandma Jenny Hollingworth zaskoczyła na początku roku solowym albumem “Quicksand Heart”. Planuje rozszerzyć go o kilka dodatkowych kawałków, a zwiastun edycji deluxe już poznaliśmy. Artystka nie pokusiła się o napisanie własnej kompozycji, lecz sięgnęła po “Androgynous” zespołu The Replacements z 1984 roku. Jej wersja nie jest tak surowa co oryginał, lecz zachowuje minimalistyczny, gitarowy charakter. Tylko w subtelniejszym wydaniu.
Jorja Smith By Any Means (2020)
Chociaż najbliżej mi do debiutanckiego albumu “Lost & Found” Jorji Smith, także i ukazujące się już po nim niektóre nagrania podobnie mnie poruszają. To Smith, która najbardziej mi się podoba – głęboko zanurzona w tej rhythm’and’bluesowo-neo soulowej stylistyce. W tle jej kompozycji wyczuwalna jest nuta melancholii, która dodaje całości dodatkowego smaczku i klimatu. To spokojna, ale silna propozycja, która zostaje w głowie na dłużej.
Lana Del Rey 24 (2015)
Lana Del Rey od lat wymieniana jest w gronie artystów, którzy swoją twórczością idealnie dopasować się mogą do bondowskiej stylistyki. Udowodniła to chociażby nagraniem “24” z albumu “Honeymoon”. Jest to hipnotyczny, filmowy utwór, który przywołuje klimat klasycznych produkcji szpiegowskich i elegancję w stylu retro. Piosenka buduje napięcie poprzez mroczne brzmienia i subtelny wokal. Jedna z najbardziej klimatycznych propozycji od Del Rey.
Madonna I Feel So Free (2026)
Nie ma płyty, na którą w tym roku czekałabym bardziej, niż na nowe wydawnictwo Madonny. Tym razem Królowa Popu nie zostawia nam przestrzeni na większe domysły – krążek “Confessions II” to nic innego jak sequel pamiętnego “Confessions on a Dance Floor” z 2005 roku. Projekt zwiastował utwór “I Feel So Free”, który odważnie zanurza się w imprezowym, house’owym sosie. Nie jest to radiowy singiel. To raczej klubowy szkic, któremu nie brakuje autentyczności. I za to go lubię.
_____________
Playlista
Noo nabrałaś mnie z tą Laną, myślałam, że będzie “First Light”, które bardziej podoba mi się od “24” – 11 lat minęło, a my wciąż się nie polubiłyśmy.
Bardzo fajne piosenki Bat For Lashes i Flea z Cavem i oczywiście Madonny, ja też na nic innego nie czekam w tym roku jak na ten album.
Pozdrawiam. 😊