RECENZJA: Honey Dijon “The Nightlife” (2026) (#1688)

Honey Dijon, a właściwie Honey Redmond, od lat funkcjonuje w klubowym świecie jako DJ-ka i producentka, która kontrolowała parkiety na długo przed tym, jak zaczęła wydawać autorskie albumy. Bowiem dopiero w 2017 roku zdecydowała się na pełnoprawny debiut płytowy. “The Nightlife”, jej trzeci longplay, jest kolejnym projektem zbudowanym nie tylko na jej wizji klubowej euforii, ale i współpracy – sporo tu znanych nazwisk, które wtrąciły swoje trzy grosze i podziałały na mnie jak magnes. Trudno było przejść obok tego wydawnictwa obojętnie, zwłaszcza gdy uwagę przyciąga już sama okładka, obiecująca intensywność i szaleństwo godne sobotniej nocy.

Patrząc na tracklistę wydawnictwa w oczy rzuciła mi się obecność wokalistek, o których co nieco mogliście już u mnie przeczytać. Mamy tu chociażby Chlöe, która wystawiona została na pierwszy plan w popowo-house’owym “The Nightlife”. Sama piosenka jest bardzo radiowa i szybko wpada w ucho. W inne klimaty uderza pełne połamanych bitów, zahaczające o nowoczesny neo soul “I Like It Hot” z Greentea Peng. To jeden z moich ulubionych momentów tego krążka właśnie przez wzgląd na obecność wyluzowanej Brytyjki. Sporo swobody i flirciarskiego błysku wnosi do miksującego house i hip hop “Okay Daddy” Gavin Turek. Aż dwie szansy na pokazanie się otrzymała Rochelle Jordan. Artystkę usłyszeć można w klimatycznym, subtelnie tanecznym “Private Eye” oraz pulsującym, rytmicznym “New Wave Groove”. W obu wypada znakomicie. Mi jednak bardziej do gustu przypadło rhythm’and’bluesowe, pełne słodkich wokali Mahalii “Rush Me” czy niesamowite “Satisfied” (feat. Jacob Lusk), które brzmi raczej jak teatralny manifest o nocnych wycieczkach w stronę egzotyki czy retro klimatów aniżeli zwyczajna piosenka. Eksperymentalnie prezentuje się i “Welcome to the Moon” – odjechany, futurystyczny kawał spoken word. Kto szuka czegoś równie mocnego, ale w bardziej tiktokowej wersji, ten zerknąć powinien na zadziorne “Slight Werk” (feat. Bree Runway). Z listy gości najbardziej zaskakuje Madison McFerrin, która kojarzyła mi się z soulującymi nagraniami. Tu jej lekko wycofane wokale nadają ciepła i ludzkiego pierwiastka cykającemu “Smoke and Mirrors”.

“The Nightlife” jest trochę jak dobra impreza pełna spotkań, historii i zmiennych nastrojów. Różnorodność wokali i gości sprawia, że każdy utwór zdaje się posiadać własną tożsamość. Z jednej strony jest to sporym atutem, z drugiej zaś odbiera płycie poczucie wymarzonej spójności. To nie jest album, który włączasz jako jednolity, klubowy set. To raczej zbiór kawałków, do których wraca się wybiórczo. Jednocześnie trudno odmówić mu uniwersalności. Mimo wyraźnie klubowego fundamentu, Honey Dijon sprawnie przemyca tu elementy r&b, popu i disco, dzięki czemu “The Nightlife” pozostaje przystępne. To niezła propozycja dla tych, którzy oczekują kilku imprezowych chwil. Mniej ciekawa dla tych, którzy faktycznie chcą dać porwać się klubowemu szaleństwu.

Warto: I Like It Hot & Rush Me

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *