RECENZJA: Fink “The City Is Coming To Erase It All” (2026) (#1707)

Jeśli czegoś nie było w 1974 roku, nie używamy tego – taką zasadę przyjął Fin Greenall podczas pracy nad krążkiem “The City Is Coming To Erase It All”. To założenie mogło łatwo zamienić się w próbę wiernego odtworzenia brzmień sprzed pół wieku. Brytyjski artysta poszedł jednak w innym kierunku. Zamiast rekonstruować przeszłość, wykorzystał te ograniczenia jako narzędzie do opowiedzenia historii o współczesnym, pełnym pośpiechu i hałasu świecie. Jak przełożyło się to na samą muzykę?

Od prawdziwego giganta rozpoczyna swój nowy album Fink. “Wishing For Blue Sky” jest folk rockowym nagraniem, którego długość przekracza osiem minut. Kameralny charakter pierwszej części nagrania zostaje lekko podkręcony i cierpliwi słuchacze zachwycić się mogą przestrzenną, bardziej nośną aranżacją o kilku ciekawszych gitarowych riffach. Równie długo trwa “Memorise Your Senses” oparte na jednostajnej, choć hipnotycznej grze gitary. Minimalistyczne, organiczne brzmienia są także domeną ballad: smyczkowej “Two Magpies” oraz bluesowej “Keeping You Awake”. Najlepszymi momentami wydawnictwa są jednak powściągliwe, budujące lekki niepokój “Does the Shade Choose Who to Comfort?” o dyskretnej perkusji, które przypomina mi czasy albumu “Perfect Darkness” (ten lekko zachrypnięty wokal Fina!); oraz powolna, mroczniejsza americana “Dark Edges” o głębokim brzmieniu gitary. Z czasem zyskuje “I Buried All the Answers”, które z bluesowej, nieco nużącej ballady przeistacza się w nowocześniejszą produkcję wykorzystującą efekt zbliżony do wall of sound. Na deser muzyk zostawia nam filmowe, instrumentalne “Spirit of Place”, które pozwala nam jeszcze na chwilę zostać w jego świecie.

Na “The City Is Coming To Erase It All” Fink nie próbuje wynaleźć siebie na nowo. Nie ma tu stylistycznej rewolucji ani zaskakujących zwrotów akcji, które miałyby odmienić jego artystyczny wizerunek. A jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że to album dojrzalszy i bardziej przekonujący od folkowego “Beauty In Your Wake”. Bluesowe zacięcie, oszczędne aranżacje, akustyczne brzmienie czy specyficzny nastrój nadal zostają jego naturalnym środowiskiem. To autentyczna, pełna wokalnej swobody płyta, która przenosi mnie w czasie do lat, gdy twórczość Finka towarzyszyła mi nad wyraz często, a piosenki z takich płyt jak “Perfect Darkness” czy “Fink’s Sunday Night Blues Club Vol. 1” nie schodziły z playlist. Fajnie poczuć podobną ekscytację słuchając jego premierowych numerów.

Warto: Does the Shade Choose Who to Comfort? & Dark Edges

________

Perfect DarknessHard BelieverFink’s Sunday Night Blues Club, Vol. 1ResurgamBloom Innocent ♣ Beauty in Your Wake

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *