Bat For Lashes “Fur and Gold” – recenzja albumu (2006) (#1729)

Bat For Lashes, a właściwie Natasha Khan, dorastała w dość nietypowym środowisku – a mianowicie w rodzinie zafascynowanej squashem, co samo w sobie bardziej sugeruje sportową dyscyplinę aniżeli artystyczny vibe. Potem przyszły studia muzyczne, ale zamiast natychmiastowego rzucenia się w wir wokalnej kariery, Natasha wybrała spokojniejszą ścieżkę. Została bowiem nauczycielką w przedszkolu. To właśnie wtedy zaczęła powoli składać materiał na swój pierwszy album. Współprodukowała płytę u boku Davida Kostena, którego zaskoczyło, jak przygotowana była do pracy w studiu. Ona nie szukała swojego brzmienia. Ona wiedziała, co chce stworzyć.

“Fur and Gold”, debiutancki krążek Bat For Lashes obchodzący właśnie swoje dwudzieste urodziny, jest jedenastoprzystankową podróżą przez różne dźwiękowe i wokalne krajobrazy. Podczas mojego pierwszego spotkania z tym wydawnictwem przed paroma laty nie dostrzegałam tego, jak wiele twarzy ma artystka. Dziś uderzyło to we mnie z podwójną siłą. Czasem Khan jest mistyczna, za moment krucha. Ciepła, by po chwili postawić na chłodniejszą melorecytację. Daje złapać oddech, rozpływa się w melodii, by w innych kompozycjach zaśpiewać niżej.

“Fur and Gold” otwiera baroque popowy numer “Horse and I” o marszowym rytmie i aranżacji skrywającej m.in. klawesyn. Mroczniejszą propozycją jest alt popowe, rytualne “Trophy” o nieprzytłaczających Bat For Lashes gościnnych wokalach Josha T. Pearsona. Piosenką o ceremonialnym charakterze jest i nowocześniejsze, chwilami metaliczne “What’s a Girl to Do?”, podczas gdy art popowe “I Saw a Light” zaskakuje hymnicznym, będącym kulminacją emocji refrenem. Prostsze, organiczne brzmienie wypełnia plumkające indie “Tahiti” oraz fortepianową balladę “Sad Eyes”. Zwroty akcji są obce folkowo-ambientowemu, klimatycznemu “Seal Jubilee”, choć jeszcze piosenkę wcześniej (surowsze, smyczkowe “The Bat’s Mouth”) Bat For Lashes zakończyła w podniosłym, głośnym stylu. Teatralnością odznacza się baśniowy art pop ukryty pod szyldem “The Wizard”. Kto szuka czegoś prostszego, ten zainteresować się powinien bujającym indie popowym nagraniem “Sarah” oraz rytmiczną kompozycją “Prescilla”, która wpada w ucho szybciej niż jakikolwiek inny numer na “Fur and Gold”.

Na koniec trudno uciec od wrażenia, iż album “Fur and Gold” jest debiutem zanurzonym w fascynacjach. Bat For Lashes brzmi tu jak ktoś zapatrzony w najbardziej osobliwe postacie kobiecej alternatywy: echa Kate Bush, Björk czy Siouxsie Sioux mieszają się z wrażliwością Tori Amos. A przy tym nie jest to ich bezmyślna kalka. Pierwsza płyta Natashy Khan nie uderza intensywnością kolorów, lecz ich przygaszoną, ciemniejszą paletą. Z tych barw powstaje art popowy, raz niepokojący, raz hipnotyzujący obraz, który mógłby zawisnąć gdzieś w wyimaginowanym muzeum indie sztuki lat dwutysięcznych.

Warto: Trophy & The Wizard & Seal Jubilee

__________

The Haunted Man ♥ The Bride ♥ Lost Girls ♥ The Dream of Delphi

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Jeden komentarz do “Bat For Lashes “Fur and Gold” – recenzja albumu (2006) (#1729)”

  1. Właśnie przesłuchałam po raz pierwszy. Kojarzy mi się z Bjork i trochę z Kate Bush. Będę musiała jeszcze kilka razy przesłuchać, by wyrobić sobie opinię.
    Pozdrawiam 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *