RECENZJA: George Ezra “Gold Rush Kid” (2022) (#1314)

Płyta “Wanted on Voyage” powstała jako przepisanie na język muzyki dzienników z podróży George’a Ezry po Europie. Krążek “Staying at Tamara’s” zainspirowany został pomieszkiwaniem w Barcelonie wśród osobników o artystycznych duszach. Podczas tworzenia swojego trzeciego studyjnego albumu brytyjski wokalista możliwości na podróżowanie już nie miał. Wybrał się więc w inną wędrówkę – wgłąb własnego umysłu.

Płyta “Gold Rush Kid” jest kolejnym wydawnictwem, jakie George Ezra oddaje w nasze ręce po czteroletniej przerwie. Dwudziestodziewięcioletni artysta daje sobie czas na koncertowanie i odpoczynek nie produkując masowo kolejnych kompozycji. Mimo tego znikania słuchacze nie zapominają o nim, zawsze ze sporym aplauzem witając każdy powrotny singiel. Szczególnie uwielbiany Ezra jest w rodzimej Wielkiej Brytanii, gdzie i nowy album wskoczył na szczyt lokalnej listy bestsellerów. Być może przygotowują się tam do ponurego lata, gdyż “Gold Rush Kid” potrafi przegonić czarne chmury.

Green, green grass, blue, blue sky/You better throw a party on the day that I die śpiewa George w indie popowym, energicznym “Green Green Grass”, niejako kreśląc nam swój pomysł na nowy krążek. To płyta pełna lekkich, słonecznych nagrań, pod którymi ukrywają się refleksyjne, nieraz niezbyt optymistyczne historie. Szczególnie ten kontrast uderza na samym początku, gdzie wokalista umieścił, jak sam to określił, utwory skrojone pod festiwale. Mamy tu bowiem opowieści o złamanym sercu (sympatyczny folkowy pop “Anyone For You (Tiger Lily)”), poszukiwaniu szczęścia (rytmiczne, wzbogacane dęciakami “Gold Rush Kid”) czy wyciąganiu pomocnej dłoni do zmagającej się z własnymi demonami osoby (miksujące gitarowy pop z elementami disco “Dance All Over Me”).

Mi jednak bardziej podoba się spokojniejsza część płyty, a szczególnie takie kompozycje jak tęskne, smyczkowe i mające w sobie coś uroczystego “I Went Hunting” czy zaaranżowane na pianino, minimalistyczne “Sweetest Human Being Alive”, w którym moja uwaga za każdym razem skupia się na bluesującym, smutnym wokalu Ezry. Ładnie wybrzmiewa i zamykające album “The Sun Went Down” – nostalgiczne, ale słodkie nagranie o folkowym wydźwięku, w którym Brytyjczyk pozwala sobie na wyznanie I’m so happy I could die now. Z drugiej jednak strony sporo na “Gold Rush Kid” piosenek, do których wracać zbyt często mi się nie chce. Część z nich (m.in. “Love Somebody Else” czy “Don’t Give Up”) nie wyróżnia się niczym szczególnym, inne zaś są albo zbyt infantylne (“Fell in Love at the End of the World”) lub irytują mnie w inny sposób (falsety w “In the Morning”).

Należę do osób, które polubiły się z twórczością George’a Ezry dzięki singlowi “Budapest”. Jego debiutancki album wciąż wspominam ze sporym rozrzewnieniem, a na “Staying at Tamara’s” znalazłam kilka utworów, które należą do mojej ezrowej czołówki (“The Beautiful Dream”!). “Gold Rush Kid” po pierwszym odsłuchu mocno mnie zawiodło. Nagrania zlewały mi się w jedną indie popową, łatwostrawną papkę pozbawioną smaku i jakiegokolwiek klimatu. Po czasie spojrzałam na ten krążek łagodniej (na lato te kawałki są jak znalazł), ale sądzę, iż wokalistę stać na więcej. Zarówno pod względem samego pióra, jak i wokalu, co nieraz udowodnił w starszych piosenkach. Nie jest to powrót, na jaki czekałam.”Gold Rush Kid” ląduje więc na trzecim miejscu spośród wszystkich albumów George’a. Złota nie ma, ale jest brąz.

Warto: I Went Hunting & Sweetest Human Being Alive

______________

Wanted on Voyage ♥ Staying at Tamara’s

2 Replies to “RECENZJA: George Ezra “Gold Rush Kid” (2022) (#1314)”

  1. Czyli album nie ma za dużo wspólnego z country, bo takie mam odczucia patrząc na okładkę i tytuły piosenek? 😀 Trochę się ociągam z Ezrą, ale skoro mamy lato, to może jednak dam mu szansę?
    U mnie nowy wpis, zapraszam i pozdrawiam. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *