#564 George Ezra “Wanted on Voyage” (2014)

W 2012 roku oczarował nas Jake Bugg, którego debiutancki, imienny album przepełniony był utworami w retro gitarowym klimacie. Rok później swoje pięć minut miał Tom Odell i jego indie folkowa płyta “Long Way Down”. W 2014 roku kolejny młodzieniec z Wielkiej Brytanii jak gdyby nigdy nic podbił serca słuchaczy na całym świecie. George Ezra ma dwadzieścia jeden lat i, choć wygląda na swój wiek, dojrzałością mógłby obdzielić niejednego starszego kolegę. I właśnie to sprawia, że ciężko mi być obojętną na twórczość Brytyjczyka. Choć mogłabym przysiąść, że w dowodzie ma inne obywatelstwo oraz datę urodzenia.

George w swoich kompozycjach z powodzeniem łączy niezłego bluesa z folkowymi i rockowymi naleciałościami. Wokalista nagrywał pod czujnym okiem producenta Cama Blackwooda, który wcześniej w karierze pomagał m.in. London Grammar oraz Florence + The Machine. Jednak to właśnie Ezra jest jego pierwszym artystą, który dał sobie pomóc przy całym albumie. Opłaciło się to, bo “Wanted on Voyage” jest nie tylko jedną z najlepiej sprzedających się brytyjskich płyt w ubiegłym roku, ale i jedną z najciekawszych i najbardziej… swojskich. Brytyjskiego wyrafinowania w niej niewiele, ale klimat amerykańskiego południa pięknie spina w klamrę wszystkie kompozycje.

Album “Wanted on Voyage” otwiera jedna z najlepszych propozycji młodego wokalisty. “Blame It on Me” to wesoła, skoczna kompozycja, zawierająca w sobie zarówno wpływy melodyjnego rocka jak i folku. Spokojniejszą, ale nie mniej sympatyczną piosenką jest urocze “Budapest”. Akustyczne brzmienia przewijają się także w leniwym utworze “Barcelona”, lekko muśniętym promykami południowoeuropejskiego słońca. Ospałym, rozmarzonym kawałkiem jest także gitarowe, lekkie “Leaving It Up to You”.

Do najbardziej udanych utworów George’a zaliczyć mogę zahaczające o bluesa, świetnie zaśpiewane “Listen to the Man”, które potrafi wprawić w pogodny nastrój. Z konkretnym blues-rockiem mamy do czynienia w kapitalnym, osnutym mrokiem “Did You Hear the Rain”. Piosenka ta nie przypomina wcześniejszych nagrań, które Ezra nam prezentował. Podobnie zresztą jak “Spectacular Rival”, które dla mnie jest nie tylko najmocniejszym punktem “Wanted on Voyage”, ale i jedną z najlepszych kompozycji ubiegłego roku. Hipnotyzujący, niski głos artysty (czyżby narodził nam się nowy Nick Cave?) przeszywa na wylot, a mroczna, niepokojąca muzyka (te skrzypce!) czyni ten utwór jeszcze bardziej niezwykłym. Idealny kandydat na kolejny muzyczny motyw do Bonda!

Pozostałe piosenki są nie mniej udane, choć od “Did You Hear the Rain” i “Spectacular Rival” dzielą je lata świetlne. George powraca do swoich sympatycznych, folkowo-bluesowych brzmień, proponując nam kołyszące “Drawing Board”; zaczynające się zaskakująco, bo jak muzyczka z jakiejś reklamy, podszyte delikatnymi klawiszami “Stand by Your Gun” czy stonowane “Breakaway”. Jeśli macie ochotę na skoczne, żywiołowe country, utwór “Cassy O'” powinien zagościć na waszej playliście.

Tytuł debiutanckiego albumu George’a Ezry nie jest przypadkowy. Muzyk przed nagraniem płyty spędził trochę czasu w podróży po Europie. Do Polski wprawdzie nie dotarł, ale do listy odwiedzonych państw, które zainspirowały go do pracy, dopisać może Węgry, Hiszpanię czy Belgię. Być może to bycie w rozjazdach sprawiło, że “Wanted on Voyage” jest albumem tak niezwykle wakacyjnym. Idealnym do słuchania podczas dłużącej się podróży.

Jeśli ktoś, tak jak jeszcze kilka miesięcy temu i ja, zastanawia się, czy warto poświęcić te kilkadziesiąt minut na przesłuchanie debiutanckiego wydawnictwa kolejnego brytyjskiego chłopaka z gitarą, niech jak najszybciej włączy sobie “Wanted on Voyage”. Albo chociaż polecane kompozycje. George Ezra bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i… oczarował. Jego głos ma wspaniałą barwę. Momentami musiałam się jednak zastanawiać, czy artysta faktycznie ma te swoje dwadzieścia jeden lat. Dojrzałość to jego wielki atut. “Wanted on Voyage” to album prosty, ale pełen uroku, klasy i słońca.

 

6 odpowiedzi do “#564 George Ezra “Wanted on Voyage” (2014)”

  1. Ezra ma fenomenalny głos. Słyszałem kilka jego kompozycji i brzmi po prostu niesamowicie. Po takiej recenzji koniecznie muszę zapoznać się z albumem.

    Zapraszam też na mojego bloga -> meagainstthemusic.blog.pl

  2. Moim zdaniem – najlepsza płyta ubiegłego roku. Niesamowity talent – oby w przeciwieństwie do Bugga czy Odella – nie dał o sobie zapomnieć 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *