
Debiutująca w 2015 roku albumem “Eyes Wide Open” Sabrina Carpenter jest podręcznikowym przykładem na to, że sukces mało kiedy spada na kogoś od razu. Nie brana zbyt na poważnie wokalistka jakiś czas temu musiała zmierzyć się z wizerunkowym kryzysem, gdy Olivia Rodrigo oskarżyła ją o odbicie chłopaka. Dziś o tej małej aferce się nie pamięta, a my mówić możemy o wakacjach, które upłynęły pod znakiem Sabriny. Być może jej dominacja przeniesie się na wczesną jesień, bo płyta “Short n’ Sweet” to nie tylko znane single.
Pierwszym zwiastunem narodzenia nowej popowej księżniczki było nic innego jak nagranie “Espresso”. Od razu atakujący swym bujającym refrenem popowy utwór jest piosenką nieznośnie przebojową i natychmiast wpadającą w ucho. Jaką kawę dziś wybieram? Zdecydowanie espresso. Nie mniej udaną kompozycją jest inny hit – utrzymane w średnim tempie “Please Please Please”, którym artystka wyraża obawę, że jej chłopak może ją zawstydzać. Na kolejny przebój szykowane jest gitarowe, brzmiące świeżo i wakacyjnie “Taste”, którego słowa Sabrina kieruje do nowej ukochanej swego ex (You’ll just have to taste me when he’s kissin’ you). W kolejce ustawiają się także “Juno” oraz zahaczające o country, pełne przyśpiewek “Coincidence”.
Wspomniane country nie jest czymś nietypowym na “Short n’ Sweet”. Skromne “Slim Pickins” na swojej płycie mogłaby mieć Kacey Musgraves. W przygaszonej balladzie “Dumb & Poetic” Sabrina wspomina Cohena dołączając do Boygenius i Blur, którzy w minionym roku także uhonorowali kanadyjskiego barda w swoich nagraniach. Pop w swojej gitarowej odsłonie występuję w plumkającym, bezbarwnym “Sharpest Tool” oraz psychodelicznym “Lie to Girls” o ładnych efektach echo. Niewiele przyjemności czerpię ze słuchania miksu popu z niezbyt nowoczesnym r&b postaci “Good Graces”, którego słodycz przypomina o Arianie Grande. Klimat lat 90. przemycono w rozmarzonym, sensualnym “Bed Chem” oraz rhythm’and’bluesowym “Don’t Smile” – intrygującej break up song na opak (Don’t smile becausе it happened, baby/Cry becausе it’s over).
Lato 2024 miało dwie królowe. Z jednej strony z ciekawością obserwowaliśmy powrót mody z początków lat dwutysięcznych i pozwalaliśmy, by dotknęły nas hałaśliwe, przebodźcowane nagrania z “Brat” Charli XCX. Z drugiej potrzebowaliśmy po prostu czegoś lekkiego i przyjemnego, a takie popowe granie zaoferowała Sabrina Carpenter. “Short n’ Sweet”, szósta już płyta w jej dyskografii, jest krążkiem takim, jak opisuje ją jej tytuł. Kompaktowy, niedługi album pełen jest słodkich, wygładzonych melodii, które wyposażone zostały w teksty nabierające momentami gorzkiego smaku. Na “Short n’ Sweet” Carpenter nie odkrywa Ameryki, ale trafia do grona moich ulubionych popowych artystek ostatnich lat. Nawet jeśli krążek ma swoje nudniejsze momenty.
Warto: Espresso & Don’t Smile