Płyty Miley Cyrus – ranking

Miley Cyrus ma na koncie już dziesięć albumów studyjnych, a jej dyskografia jest właściwie zapisem kolejnych etapów dorastania, zmiany wizerunku i muzycznych poszukiwań. Najnowsze wydawnictwo, “Bass Persuades”, ukazało się dopiero co, więc potrzebuję jeszcze trochę czasu, żeby płyta porządnie się u mnie rozgościła. Na razie zerkam więc wstecz na albumy, które już znam, i które najlepiej pokazują kolejne etapy kariery Miley. Oto mój ranking jej płyt.

9. Can’t Be Tamed (2010)

“Can’t Be Tamed” było momentem, w którym Miley Cyrus po raz pierwszy tak wyraźnie próbowała wyrwać się z bubblegumowej, dziecięcej szufladki. I robiła to w szczególnym momencie. Gdy Hannah Montana wciąż podbijała serca młodej widowni, Miley zaczynała budować wizerunek nastolatki, która chce decydować o sobie sama. Na płycie sporo więc o wolności, niezależności i odcinaniu się od oczekiwań innych. Wszystko to dostaje oprawę dance i elektropopu, która jednak nie zawsze działa na korzyść materiału. Zamiast lekkości i przebojowości wiele utworów brzmi topornie, ciężko i zwyczajnie męcząco. To zdecydowanie mój najmniej lubiany album Miley. Ważny dla niej samej, lecz dla mnie do zapomnienia.

8. Younger Now (2017)

Po eksperymentalnym “Miley Cyrus & Her Dead Petz” artystka całkowicie zmieniła kierunek i wróciła do swoich korzeni sięgając po country, gitarowe brzmienia i bardziej retro popową estetykę. Jest to płyta wyraźnie spokojniejsza i bardziej poukładana. Miley śpiewa tu o zmianach, miłości i próbie odnalezienia spokoju po burzliwych latach. Niektóre piosenki pokazują, że ten kierunek potrafił jej służyć, ale jako całość “Younger Now” bywa zbyt zachowawcze i jednorodne. Brakuje tu szaleństwa i odwagi znanych z poprzedniej płyty, a część kompozycji jest po prostu zbyt zachowawcza i banalna. 

7. Meet Miley Cyrus (2007)

Gdy ukazywała się ta płyta, Cyrus dopiero zdobywała ogólnoświatową sławę jako blondwłosa Hannah. Na “Meet Miley Cyrus” chce, byśmy widzieli przede wszystkim ją samą. Trudno mówić tu o wielkim artystycznym debiucie, lecz jest w tej płycie coś ujmującego. Miley nagrała go mając zaledwie 14 lat i dokładnie to słychać – jej muzyka jest młodzieńcza, bezpretensjonalna i momentami bardzo naiwna. Muzycznie to bezpieczny pop rock z domieszką teen popu, mocno osadzony w brzmieniu drugiej połowy lat 2000. Problem w tym, że jako całość krążek bywa zbyt bezpieczny i nierówny, a część piosenek brzmi dziś jak relikt produkt swojej epoki. 

6. Breakout (2008)

“Breakout” pozwala spojrzeć na Miley Cyrus trochę inaczej. Na ekranie w roli Hannah Montany Miley była słodka i bardzo dziewczęca, tutaj natomiast pokazuje pazur. Zdecydowała się nagrać album, do którego nie musiała zakładać blond peruki. Brzmi to jak płyta nastolatki i właśnie to jest jego największą zaletą. Amerykanka nie sili się na wielkie życiowe mądrości – śpiewa o byłych chłopakach, pierwszych miłościach, zabawie czy rzeczach, które są dla niej ważne. Jest tu miejsce zarówno na energiczne, rockowe numery, jak i bardziej wrażliwe momenty. To nie jest wybitny album, ale ma sporo uroku, przebojowości i przede wszystkim pozwala odetchnąć od Hannah Montana.

5. Endless Summer Vacation (2023)

Kolejna płyta, kolejna zmiana brzmienia. “Endless Summer Vacation” jest odejściem od glam rockowych klimatów w stronę popu, disco, synth popu i funku. Tematycznie płyta mocno czerpie z jej prywatnego życia, szczególnie z rozpadu małżeństwa z Liamem Hemsworthem, ale Miley nie pozwala, by osobiste historie całkowicie zdominowały muzykę. Całość potrafi pozostawić jednak niedosyt. “Endless Summer Vacation” jest przyjemne i poprawnie wyprodukowane, ale brakuje mu piosenki, do której chciałoby się wracać bez końca. To bardziej sympatyczna wakacyjna znajomość aniżeli album na lata.

4. Bangerz (2013)

Płyta będąca sama w sobie definicją zerwania ze starym wizerunkiem na korzyść bezczelnego, prowokacyjnego stylu. Album, na którym Miley po prostu się bawi i zabiera nas na imprezę przy dźwiękach popu, r&b, hip hopu i elektropopu. “Bangerz” przyniósł zmianę w samym odbieraniu Cyrus – przestała ona być postrzegana wyłącznie jako była dziecięca gwiazda, a zaczęła budować własną artystyczną tożsamość. Krążek momentami jest nierówny, a część bardziej imprezowych numerów szybko traci swoją świeżość. Mimo to trudno odmówić tej płycie znaczenia. A z perspektywy czasu łatwiej go docenić i zatęsknić za rozrywkowym, beztroskim popem.

3. Something Beautiful (2025)

Album bardziej nastawiony na eksperyment i budowanie własnego klimatu niż na dostarczanie kolejnych oczywistych hitów. Cyrus łączy tutaj pop, rock, disco, funk i r&b tworząc momentami psychodeliczną, niemal filmową całość. Nie wszystkie pomysły są równie przekonujące, a płyta potrafi być nierówna, jednak trudno odmówić jej ambicji i charakteru. “Something Beautiful” nie jest najbardziej przebojowym albumem w jej dyskografii, ale jest jednym z ciekawszych dowodów na to, jak szerokie są jej muzyczne możliwości. To krążek dla tych, którzy od Miley oczekują czegoś więcej niż kolejnego radiowego singla.

2. Plastic Hearts (2020)

Miley Cyrus na “Plastic Hearts” po raz kolejny zmieniła muzyczny kierunek zanurzając się w świecie glam rocka, gitar i brzmień inspirowanych ejtisami. To zdecydowanie jedna z najbardziej wyrazistych odsłon Amerykanki – Cyrus aż buzuje tu pewnością siebie i drapieżnością. Na płycie słychać fascynację rockiem, ale nie brakuje też popowej przystępności i refrenów, które na długo zostawały w pamięci. Nie wszystkie utwory mają jednak taką samą siłę, a całość momentami mogłaby być bardziej dynamiczna, mimo to “Plastic Hearts” pozostaje ciekawym i ważnym etapem w jej karierze i jednym najbardziej pamiętnych covidowych projektów.

1. Miley Cyrus & Her Dead Petz (2015)

To właśnie tutaj Miley Cyrus najbardziej zdecydowanie odrzuca wszystko, czego można było od niej wówczas oczekiwać. Wydany bez wsparcia wytwórni i udostępniony za darmo album “Miley Cyrus & Her Dead Petz” jest niemal całkowitym przeciwieństwem komercyjnego popu znanego z “Bangerz”. Zamiast prostych, radiowych przebojów Amerykanka proponuje ponad półtorej godziny psychodelicznego popu, elektroniki, spokojnych ballad i mocno eksperymentalnych brzmień. To album dziwny, momentami nieprzewidywalny, ale przede wszystkim niezwykle autentyczny. Podzielił słuchaczy i do dzisiaj uznawany jest raczej za kaprys aniżeli pełnoprawny longplay Cyrus, lecz mi swego czasu towarzyszył bardzo często i to głównie z nim kojarzę 2015 rok.

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *