#561 Fyfe “Control” (2015)

Fyfe, a właściwie Paul Dixon, nie wziął się znikąd. Ten brytyjski dwudziestopięcioletni wokalista i gitarzysta pojawił się na muzycznej scenie w 2012 roku, kiedy to pod pseudonimem David Lyre wydał album “Picture of Our Youth”. A chwilę później zaczął zajmować się remixowaniem cudzych kompozycji, oraz rozpoczął przymiarki do zaprezentowania nam swojego nowego materiału. Efekty jego pracy mogliśmy podejrzeć także w Polsce. Paul supportował SOHNa podczas jego krótkiej klubowej trasy.

To właśnie przy okazji jednego z polskich występów autora udanej ubiegłorocznej płyty “Tremors” miałam okazję przekonać się, jak działający dziś jako Fyfe Brytyjczyk wypada na żywo. Nie miałam jakiś szczególnych oczekiwań co do jego muzyki. Miał po prostu wejść na scenę i zająć swoją muzyką nasze myśli, zanim na dobre nie zawładnie nimi gwiazda wieczoru. Ostatecznie jednak Fyfe zapisał się w mojej pamięci jako skromny, utalentowany muzyk i wokalista, na którego płytę czeka się z wypiekami na twarzy.

Premiera albumu “Control” odbyła się na początku marca 2015 roku. Okładkę zdobi twarz artysty, która wygląda jak po bitwie z jakimś szalonym malarzem. Być może ta feeria barw miała nam podpowiedzieć, że płyta Fyfe nie jest jednowymiarowa i nijaka. Jeśli tak, to ten zamysł ten wypalił. Wokalista przygotował jedenaście różnych kompozycji, których wspólnym ogniwem są ciekawe i nietandetne elektroniczno-popowe melodie, które pasują do nietypowego, ni to w pełni męskiego, nie kobiecego wokalu młodego wokalisty.

Album otwiera piosenka zatytułowana “Conversations”, która nadaje ton całej płycie. Syntetyczne elektroniczne dźwięki zestawione zostały z pojawiającymi się co jakiś czas uderzeniami perkusji, wprowadzającymi nieco groźny nastrój. Kolejna piosenka, “Holding On”, lekko zwalnia, łącząc łagodne, aksamitne zwrotki z wyrazistym podkładem muzycznym w refrenie. Delikatne “Control” posiada sporą ilość ładnych instrumentalnych partii. “In Waves” jest porządną, emocjonalną balladą podkręconą dźwiękami kojarzącymi mi się z nagraniami SBTRKT. Fyfe noga lekko podwija się w dość zwyczajnym, spokojnym “Solace”. Najmocniejszym elementem kompozycji jest jej tekst, a szczególnie skłaniający do refleksji wers

Living isn’t easy, when you’ve been free (PL: Życie nie jest łatwe, kiedy byłeś wolny)

Jednym z najlepszych utworów jest z pozoru przeciętne “Polythene Love”. Warto jednak uważniej wsłuchać się w ten kawałek, by wyłapać wszystkie tworzące go niuansiki, takie jak chociażby rytm nadający się do potupania nóżką, szalejące sample, intrygujące i nieprzesadzone obróbki wokalu Fyfe. Podobnie lekkim, niemalże tanecznym klimatem charakteryzuje się niemniej udana piosenka “Keep It Together”. Do najlepszych propozycji Brytyjczyka należą także wyjątkowe, zagnieżdżające się w pamięci “For You” ze wspaniałą saksofonową partią, oraz minimalistyczne “Lies, Pt. II” z wysuwającym się na pierwszy plan głosem artysty (momentami słyszę Son Lux). Nie sposób nie docenić także roztańczonego “Veins” z jego tikami wwiercającymi się do głowy, oraz “St. Tropez”, które niby tytuł zapożyczyło od nazwy słynnego francuskiego kurortu, jednak nijak cieszyć może nasze uszy lekką, wakacyjną melodią. Zamiast niej mamy orkiestrowe, epickie wręcz momenty, które brzmią jak podebrane z szuflady Woodkida.

Może to wina stresu i świadomości występowania jedynie jako support, ale mam wrażenie, że na żywo Fyfe nie pokazał nam swojej prawdziwej twarzy, a przede wszystkim przebojowego potencjału swoich kompozycji. Dlatego też mam ogromną nadzieję, że artysta ponownie pojawi się w Polsce. Ma z czym się już pokazać. Album “Control” najlepiej chyba podsumowuje jego tytuł, który jest zobrazowaniem ogromnej pracy i zaangażowania Fyfe w ten projekt. Brytyjczyk nawet na chwilę nie utracił kontroli nad swoim dziełem.

3 odpowiedzi do “#561 Fyfe “Control” (2015)”

  1. Okładka płyty przykuwa wzrok i nie da się jej pominąć w żadnym sklepie muzycznym.Te piosenki,które tutaj dodałaś są bardzo fajne.Już nawet w teledysku piosenkarz wygląda na takiego skromnego chłopaka z ogromnym sercem do muzyki…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *