RECENZJA: Cardi B “Am I the Drama?” (2025) (#1637)

Sześć lat – tyle musieli czekać fani amerykańskiej raperki Cardi B na jej drugi album. Od wydania przełomowego “Invasion of Privacy” w 2018 roku raperka karmiła nas pojedynczymi singlami i głośnymi featuringami, ale wciąż brakowało konkretów co do pełnoprawnej płyty. W końcu nadszedł krążek “Am I a Drama?”. Tytuł albumu idealnie podsumowuje jej karierę, gdyż Cardi B ma na koncie więcej skandali i kontrowersji niż przebojów. 

Do debiutu artystki podchodziłam z głową pełną obaw, ale i nadziei, że miło się mogę zaskoczyć. I tak faktycznie było. “Invasion of Privacy” nie jest może moją ulubioną płytą z szufladki female rapper, ale dało się znaleźć na niej kilka naprawdę fajnych piosenek – dość wspomnieć wakacyjny przebój “I Like It”. W następnych latach Cardi B uwierzyła, że znalazła się na szczycie świata. Nie znajdowało to jednak swego potwierdzenia w postaci drugiej płyty, która często jest tym największym sprawdzianem dla wykonawcy. Dziś Amerykanka ma na koncie więcej dzieci niż albumów, ale jeśli miałyby brzmieć jak “Am I A Drama?”, te jej lenistwo jest dla nas zbawienne.

Patrząc na tracklistę wydawnictwa i widząc te wszystkie kolaboracje nieźle można było się ekscytować. Na jednym tylko albumie Cardi B gości bowiem Selenę Gomez, Janet Jackson, Megan Thee Stallion czy Summer Walker. Tę ostatnią raperka upodobała sobie szczególnie mocno, bo usłyszeć ją możemy w dwóch nagraniach – agresywnym, całkiem porywającym “Dead” i spokojniejszym “Shower Tears”. Trapowo-rhythm’and’bluesowe “Pick It Up” z Gomez wprowadza nieco słodyczy i melodyjności, podczas gdy “Safe” z Kehlani skrywa sporo emocji zostawiając daleko w tyle banalne “Nice Guy” z Tylą. “Principal” zapowiadane na duet z samą Janet Jackson ogranicza się tak naprawdę do sampli z jej ejtisowego utworu “The Pleasure Principle”, a “What’s Goin On” to nic innego jak zmasakrowanie przez Lizzo przeboju 4 Non Blondes wplecionego w refren. Najlepiej wypada prowokujące, trapowo-klubowe “WAP” z Megan Thee Stallion, które przed paroma raty narobiło szumu. I wciąż pozostaje jedną z najciekawszych piosenek w karierze Cardi B.

Najlepszymi reprezentantami solowej części albumu są “Hello”, “Bodega Baddie” oraz “Up”. Pierwsza z propozycji ma w sobie trochę teatralności i mroku. Trapowy banger “Up” swoje przeleżał (singiel ukazał się w 2021 roku), ale cieszy jego obecność na “Am I the Drama?”, bo brzmi całkiem przebojowo. “Bodega Baddie” zaś ze swoimi latynoskimi, przepełnionymi energią zagrywkami robi za tegoroczne “I Like It”. Pozostałe kawałki to podobna hip hopowa historia zatracająca się w nowoczesnych, mało zaskakujących bitach i kreująca wizerunek Cardi B jako niezniszczalnej kobiety, której lepiej nie podpadać. 

Album “Am I the Drama?” Cardi B zapowiadany był jako wielkie wydarzenie. Wyszło jednak bardzo przeciętnie. Zamiast zwartego i wyrazistego materiału dostaliśmy aż 23 utwory, które w większości zlewają się w jedno – po przesłuchaniu trudno wskazać coś naprawdę zapadającego w pamięć. Nadmiar tracków działa tu na niekorzyść, bo nawet ciekawsze momenty giną w natłoku przeciętnych kawałków. Sporo miejsca zajmują tak zwane dissy, lecz trudno mi traktować je poważnie. Cardi stawia się w roli zbawicielki żeńskiego hip hopu, choć przez kilka lat nie potrafiła wydać płyty. Zamiast świeżości czy pewnego ryzyka dominuje tu powtarzalność, a agresja i przechwałki brzmią bardziej jak autoparodia niż manifest siły. Krążek męczy swą długością i brakiem ciekawych pomysłów. Cardi B nie jest dziś drama queen. Ona jest boring queen.

Warto: Safe & WAP

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *