TOP150: najlepsze piosenki 2017 roku (150-101)

150. BOOTS Soon Be Gone

Jeden z moich ulubionych debiutantów 2015 roku powrócił z nową muzyką. Znany ze współpracy z Beyoncé, FKA twigs i Run The Jewels wokalista i producent zaprezentował hipnotyczne, lekko ponure „Soon Be Gone”. Piosenka nie odstaje od jego wcześniejszej twórczości. Wciąż królują przestrzenne dźwięki łączące elektronikę z r&b.

149. Nothing But Thieves Afterlife

Daleko mi do nazwania się fanką formacji Nothing But Thieves. Do ich studyjnych płyt nie chce mi się często wracać, ale jedną piosenką mnie w 2017 roku oczarowali. Stonowane “Afterlife” sprawia, że jestem ciekawa, jak będzie wyglądać przyszłość grupy. W tym na pozór spokojnym numerze sporo się dzieje, a on sam kojarzyć się może z dokonaniami Radiohead.

148. Charli XCX Boys

Jak ona to robi, że najlepsze piosenki wyrzuca ze swoich płyt/mixtepe’ów? W 2016 roku zauroczyła mnie słodkim “After the Afterparty”, rok później utrzymanym w podobnie bubblegum popowo-elektronicznym tonie “Boys”. Dziewczęco, delikatnie, ale jednocześnie zadziornie. I’m sorry that I missed your party (…) But I was busy thinkin’ ’bout boys.

147. Ed Sheeran Supermarket Flowers

Chociaż daleko mi do osoby zachwycającej się Edem Sheeranem, kilka nagrań w jego dyskografii naprawdę mnie poruszyło. Jednym z nich jest przesiąknięte smutkiem „Supermarket Flowers”, poruszające przygnębiający, prędzej czy później bliski każdemu człowiekowi temat – Brytyjczyk śpiewa o śmierci bliskiej osoby.

146. En Vogue x Snoop Dogg Have a Seat

Cieszący się największą popularnością w latach 90. girlsband En Vogue (na pewno znacie takie ich nagrania jak „Free Your Mind” czy „Don’t Let Go (Love)”) milczał długi czas. Powrót jest jednak bliski, a zapowiada go smakowity singiel „Have a Seat”. To leciutkie, popowo-soulowe nagranie z gościnną, choć niezbyt potrzebną rapową wstawką Snoop Dogga.

145. AronChupa x Little Sis Nora Llama in My Living Room

Czymże byłby ranking moich ulubionych kompozycji minionych dwunastu miesięcy bez jednego muzycznego żartu? W 2017 roku takim utworem w żartobliwym tonie było „Llama in My Living Room”. Tekst? Abstrakcyjny tytuł mówi wszystko. A sama muzyka jest zachęcającą do zabawy mieszanką electro popu i dance’u. I tylko dziwi, czemu takie nagranie nie zdobyło większej popularności.

144. Phoenix Fleur De Lys

Nie ma co. Francuski zespół Phoenix zaserwował nam w 2017 roku jedną z najbardziej wakacyjnych, przebojowych płyt. Taneczną petardą inspirowaną dyskotekowymi brzmieniami rodem z lat 80. jest w dużej mierze wykonywane falsetem “Fleur De Lys”.

143. Kelly Lee Owens x Jenny Hval Anxi.

Przed rokiem w podobnym zestawieniu polecałam jej utwór “CBM”. W ciągu kolejnych dwunastu miesięcy Kelly Lee Owens (nowa postać w świecie kobiecej elektroniki) wydała debiutancki album, którego ozdobą jest hipnotyczne, zmienne “Anxi.” z gościnnym udziałem Jenny Hval.

142. Tove Lo Disco Tits

Szwedzka pop gwiazda niezbyt potrafi zająć mnie swoimi studyjnymi albumami, ale ma kilka nagrań, do których chętnie wracam. W 2017 do tej malutkiej grupy dołączyło narkotyczne, gorące “Disco Tits” o elektroniczno-dyskotekowym połysku. Po prostu… so wild now, I’m high as fuck.

141. Slowdive Falling Ashes

Powracający po ponad dwudziestu latach shoegazowy zespół Slowdive nagrał album, który najlepiej brzmi jako całość. Pojedynczo numery na nim zawarte robią mniejsze wrażenie, choć jeden z nich zaskakuje szczególnie. Ośmiominutowe (!), zamykające cały zestaw “Falling Ashes” zostawia gitary w tyle i proponuje wycieczkę po klawiszowych motywach. Coś nowego od Slowdive, lecz podobnie hipnotyzującego.

140. Taco Hemingway Nostalgia

Brzmiąca amerykańsko „Nostalgia” z łagodnym, sporo śpiewającym Filipem zwiastowała nam nowy rozdział w twórczości polskiego rapera. Ładna, nieco smutna kompozycja bogata jest w nawiązania do starszych numerów Taco Hemingway’a, w których przybliżał nam on nocne życie stolicy.

139. Norah Jones Unchained Melody

Dyskografia amerykańskiej jazzowo-retro popowej wokalistki Nory Jones bez coverów byłaby jakaś taka uboga. Jej autorskie kompozycje stoją na wysokim poziomie, ale równie miło słucha się cudzych piosenek, które artystka na swój sposób zaadaptowała. Na potrzeby soundtracku „Resistance Radio: The Man in the High Castle Album” nagrała napisane w latach 50. „Unchained Melody”. Ponownie swoją muzyką zabiera nas na wycieczkę w przeszłość. Jej cover jest prosty, ale magiczny.

138. TLC x Snoop Dogg Way Back

Może i na płytę En Vogue przyjdzie nam jeszcze chwilę poczekać, ale 2017 obdarzył nas pierwszym od 2002 roku albumem innego legendarnego girlsbandu. Duet TLC swój powrót zaanonsował leniwym „Way Back”, traktującym o wracaniu w myślach do minionych lat i znajomości. Ta piosenka nie potrafi mi się znudzić.

137. Nao Nostalgia

Jedna z 2016-rocznych muzycznych sensacji, NAO, powoli siada do pisania nowej płyty. Przy okazji odświeża archiwum i – by umilić nam oczekiwanie – prezentuje nagranie „Nostalgia”. Na jesień w sam raz, bo to jedna z tych piosenek, które już po pierwszych sekundach mają przypomnieć nam minione wakacje. U NAO upłynęły one, wnioskując z tekstu, pod znakiem romansu. A to wszystko na funkowo-rhythm’and’bluesowym podkładzie inspirowanym dodatkowo tanecznymi latami 80.

136. Imagine Dragons Yesterday

Piosenka dla tych, którzy sądzą, że muzyka Imagine Dragons stoi nadal w miejscu. Leniwe, powolne, zerkające na lata 60. „Yesterday” to najbardziej zaskakujący punkt „Evolve”. Numer porusza ciekawą tematykę. But in the all this trouble I’ve met, I haven’t got one single regret śpiewa Reynolds próbując nas przekonać, iż nie warto żałować swoich wyborów i narzekać na rzeczy, które nas spotkały, bo bez nich teraźniejszość mogłaby wyglądać zupełnie inaczej.

135. Dua Lipa New Rules

Najlepsza popowa kompozycja 2017 roku? Ten tytuł bez dwóch zdań należy do Dua Lipy i jej łączącego pop z modnym od jakiegoś czasu tropical house „New Rules”, będące piosenką dla wszystkich dziewczyn, które właśnie zostały singielkami i wciąż tęsknią za swoim eks.

134. Brand New Same Logic/Teeth

Może i nie podzielam zachwytów nad najnowszym, pierwszym od 2009 roku studyjnym albumem formacji Brand New, ale jedną piosenką mnie do siebie przekonali. Pod względem muzycznym alternatywno-rockowe, raz ostrzejsze raz spokojniejsze “Same Logic/Teeth” nie robi dużego wrażenia, ale utwór ujął mnie swą liryczną stroną – grupa porusza bowiem temat nienawiści do samego siebie i psychicznych problemów. Boli.

133. Paramore Fake Happy

I been doing a good job of makin’ ’em think I’m quite alright śpiewa Hayley Williams w nieprzesadnie depresyjnym “Fake Happy” – utworze łączącym elementy pop rocka i new wave. To kolejna, po “Same Logic/Teeth”, kompozycja, którą do zestawienia wprowadził tekst. Kto z nas tego nie zna – często uśmiechamy się, tak naprawdę umierając w środku.

132. Taylor Swift Look What You Made Me Do

Zwiastunem tej nowej, mroczniejszej Taylor był singiel „Look What You Made Me Do”, który ma tyle fanów co przeciwników. Dla mnie ta mieszanka niebanalnego popu i electroclashu jest najlepszą kompozycją w dyskografii Amerykanki. Intryguje tekstem, ciekawie wplata inspiracje przebojem „I’m Too Sexy” i jest bardzo teatralna, przerysowana.

131. Paloma Faith My Body

Wciąż próbuję polubić czwartą, pierwszą od 2014 roku studyjną płytę Palomy Faith. Słabo mi to na razie wychodzi, bo artystka przyzwyczaiła mnie do bardziej retro nagrań, a na „The Architect” śmiało spogląda w stronę modern popu. Z tego dużego zbioru nowości moją uwagę zwróciła tylko jeden utwór – klubowe „My Body”, w którym wokalistka bawi się swoim oryginalnym głosem.

130. Miley Cyrus Weak Without You

Amerykańska skandalistka na nowej płycie powróciła do domu, sięgając po country – gatunek, na którym się wychowała, mając w rodzinie Billy’ego Raya Cyrusa i Dolly Parton. Nie zapomniała jednak o popie. Ładną mieszanką obu stylistyk jest eleganckie, retro „Weak Without You”. Warto zwrócić uwagę na kobiecy wokal Miley w tym numerze oraz towarzyszące jej chórki.

129. Dillon Te Procuro

Urodziła się w Brazylii, lecz stacjonuje w Niemczech. Wokalistka Dillon na nowym albumie składa jednak hołd swoim korzeniom. “Te Precuro” nie jest jednak żadną bossa novą. To raczej chłodny, surowy numer o melodii, za którą odpowiada pianino, lekko tylko muśniętą elektroniką.

128. Amy MacDonald Down by the Water

Kiedy zaczęło mi się wydawać, że Amy Macdonald niczym mnie nie zaskoczy, ona na nowym albumie umieściła piosenkę “Down by the Water”. Niby wciąż trzyma się gitarowej stylistyki, lecz tu wychodzi choć trochę ze swojej strefy pop rockowego komfortu i spogląda na bluesowo-gospelową stylistykę.

127. Kasabian The Party Never Ends

Wszyscy uwielbiamy ich w dynamicznym, taneczno-rockowym wydaniu i kręcimy nosem na ich wędrówki w spokojniejsze rejony. Co zabawne w 2017 roku kompozycja Kasabian z tej drugiej kategorii bardziej przypadła mi do gustu. “The Party Never Ends” jest wspartym niebanalnymi smyczkami nagraniem o delikatnie psychodeliczno-rockowym smaczku.

126. J. Bernardt The Question

Średnio lubię niespodzianki, ale te muzyczne znoszę całkiem nieźle. Tym bardziej, jeśli są takie jak ta: wokalista znany z indie rockowych brzmień idzie w niebanalne rhythm’and’bluesowe melodie, wzbogacając je zapożyczeniami z innych stylistyk – jak u J. Bernardt’a i jego muśniętym orientalnym słońcem “The Question”.

125. Katy Perry Power

Płyta „Witness” pełna jest zaskakujących, grzebiących w produkcji gości. Nie spodziewałam się wśród współpracowników Perry dostrzec Jacka Garratta. Stworzył on kompozycję „Power”. Utwór faktycznie ma moc. To piosenka, jakiej się po Katy nie spodziewałam. Odważna, elektroniczna, świeża.

124. Roger Waters Smell the Roses

Jak to jest wracać z nowymi piosenkami po dwudziestu pięciu latach? Mało artystów może odpowiedzieć na to pytanie. Jednym z nich jest Roger Waters, członek legendarnego zespołu Pink Floyd. Kilka miesięcy temu ukazał się jego album „Is This the Life We Really Want?”. Zapowiadał go singiel „Smell the Roses”, którego tematyka – a jakże – dotyka politycznych wydarzeń ostatnich miesięcy. Mnie jednak bardziej zafascynowała sama muzyka, będąca wciągającą porcją progresywnego rocka. Jest intrygująco. Jest mrocznie. Ciarki przechodzą po plecach. Każdemu można tylko życzyć takiego come backu.

123. The Tallest Man On Earth East Virginia

Szwedzki indie folkowy wykonawca nawiązał współpracę z amerykańską instrumentalną grupą, łączącą w swojej twórczości pop i muzykę klasyczną. Efektem jest epka, na której znajduje się polecany przeze mnie cover – „East Virginia” z repertuaru Joan Baez (1960 rok). Wersja Szweda jest bardziej szorstka, choć podobnie melancholijna i pełna tęsknoty. Wykonanie The Tallest Man on Earth przypomina za to śpiew Leonarda Cohena z lat 70.

122. Mariah Carey The Star

Nie ma drugiej gwiazdy, która tak mocno kojarzyłaby mi się ze świętami Bożego Narodzenia. Mariah Carey nie dość, że wydała dwa albumy inspirowane tym czasem, to jeszcze wylansowała jeden z największych christmasowych przebojów w historii. Jej nowość, „The Star” (numer powstał na potrzeby bajki noszącej ten sam tytuł), sukcesu „All I Want For Christmas Is You” nie powtórzy, ale cieszy moje uszy. Mariah brzmi wspaniale a całość jest ładną balladą przywodzącą mi na myśl lata 90. Niczego więcej do szczęścia nie potrzebuję. Miła odmiana po carey’owych niewypałach z ostatnich lat.

121. Noah Cyrus I’m Stuck

Zapowiedzi rozpoczęcia przez nastoletnią siostrę Miley a córkę Billy’ego Ray’a Cyrusa muzycznej kariery brzmiały jak groźby. Wystarczyło jednak ujawnienie trzech piosenek, bym chociażby z czystej ciekawości sięgnęła po jej nadchodzący debiut. Może i głosem Noah nie grzeszy, ale ma niezłych doradców i producentów. Mi najbardziej do gustu przypadła jej trzecia propozycja – radosne, skoczne „I’m Stuck”, będące mieszanką popu i… country. Jak słychać, niedaleko pada jabłko od jabłoni.

120. Me and That Man My Church Is Black

My church is black, my Christ is cold, my cross is pale, all hope is gone niskim, złowrogim głosem śpiewa Nergal w dość prostym, ale intrygującym, blues rockowym “My Church Is Black” jego nowej formacji Me and That Man. Z tymi diabelskimi różkami mu do twarzy.

119. Craig Finn God in Chicago

To jeszcze piosenka, czy już opowiadanie? Śpiewanych fragmentów w utworze „God in Chicago” amerykańskiego wokalisty, songwritera i gitarzysty jest jak na lekarstwo. Kompozycję, opowiadającą o ekscytacji, ale i obawach związanych ze związaniem swego życia z obcym miejscem, wypełniają spokojnie mówione zdania, którym towarzyszą smutne dźwięki pianina i prosta perkusja. Najbardziej intryguje zakończenie – nagłe, jakby urwane w połowie. Może Craig Finn chciał, by każdy z nas sam dopisał kolejne rozdziały?

118. Jake Bugg Burn Alone

Można narzekać, że nowe piosenki Brytyjczyka z gitarą nie zachwycają tak jak te z jego dwóch pierwszych płyt, ale i na kolejnych wydawnictwach trafiają się perełki. Na „Hearts That Strain” najbardziej urzekło mnie żywiołowe, inspirowane rockabilly „Burn Alone”, w którym gościnnie na elektrycznej gitarze zagrał sam Dan Auerbach.

117. Queens of the Stone Age Feet Don’t Fail Me

Konkretni jak zawsze, przebojowi jak nigdy. Amerykańska formacja Queens of the Stone Age swoim nowym albumem (wyprodukowanym przez Marka Ronsona!) zaprasza nas do upiornego tańca. Prym wiedzie kompozycja „Feet Don’t Fail Me”, zaopatrzona w mroczniejszy, filmowy występ i całe pokłady tanecznej energii i dance’owego pulsu.

116. Katy Perry x Skip Marley Chained to the Rhythm

Najmocniejszym momentem ubiegłorocznego albumu Katy Perry jest singlowe „Chained to the Rhythm”. Utrzymana w klimatach pulsującego, podbitego lekką melancholią disco i dancehallu (to zasługa Skipa Marley’a) zaskakuje swą dojrzałością, intrygując tekstem pełnym aluzji do politycznych wydarzeń ostatnich miesięcy.

115. SZA x Isaiah Rashad Pretty Little Birds

Debiutancka płyta SZA tylko z pozoru jest płytą r&b. Tak naprawdę dzieje się na niej dużo więcej, bo sama artystka nie daje się na długo zamknąć w jednej szufladce. Gatunek ten może i przeważa, ale chętnie wchodzi we współpracę z innymi stylistykami. Jak w utrzymanym w średnim tempie, klubowo-jazzowym „Pretty Little Birds”.

114. Anna Straker Ignite Me

Nie wynikając za bardzo w swoje prywatne życie powiem, że lubię piosenki o nocnym życiu. Co ciekawe głównie te podszyte melancholią i smutną refleksją. To chyba często tak działa – wytańczamy i zapijamy codzienne smutki. Nic więc dziwnego, że balansująca na granicy ciemnej elektroniki i hip hopu kompozycja “Ignite Me” debiutującej panny Straker szybko przypadła mi do gustu.

113. St. Vincent Smoking Section

Album „Masseducation” to płyta pełna kolorów i intensywnych melodii. Z tego zbioru wyłamuje się „Smoking Section”, będące piosenką wolniejszą, nieco leniwą i brzmiącą bardzo surowo.

112. Estelle Woman’s World

Nie podchodziłam z wielką euforią do nowego utworu sygnowanego imieniem Estelle. A tymczasem nagranie „Woman’s World” nieźle mi się wkręciło. Pamiętacie singiel Beyoncé, w którym ta przekonywała, że światem rządzą kobiety? Estelle robi to dużo lepiej. Jej kompozycja to mocne, przebojowe soulowo-rhythm’and’bluesowe nagranie o retro klimacie.

111. Fink Not Everything Was Better in the Past

Czy jadąc komunikacją miejską zwróciliście kiedyś uwagę, ile osób wpatrzonych jest w ekran swoich smartfonów? Refleksja nad współczesnością pozwoliła Finkowi na szybkie stworzenie kompozycji „Not Everything Was Better in the Past”. Bez zachwytów nad minionymi latami, ale i bez przesadnego chwalenia dzisiejszych czasów. Za to nostalgicznie, oj jak nostalgicznie.

110. The Flaming Lips x Miley Cyrus We a Famly

Jeszcze kilka lat temu można by głośno zastanawiać się, co w piosence tej eksperymentalno-rockowej grupy robi Miley Cyrus. Artystka jednak jest dobrą znajomą członków kapeli i chętnie przesiaduje z nimi w studiu. Pojawia się na ich nowym albumie „Oczy mlody” w kompozycji „We a Famly”. Rozmazane wokale Miley i Weyne’a Coyne’a, dobiegające jakby z oddali, ładnie scalają się z kosmiczną, lekko melancholijną melodią.

109. Zola Jesus Exhumed

Gdyby twórcy “American Horror Story” wstrzymali się z trzecim sezonem (“Sabat”) do 2017 roku, Zola Jesus miałaby dla nich świetny muzyczny podkład w postaci tej piosenki. “Exhumed” jest utworem nerwowym i bardzo przesiąkniętym czarną magią. Balansującym na granicy życia i śmierci. Wprowadza w trans.

108. Fleet FoxeS Mearcstapa

Trudno wskazać najlepszy numer z najnowszego studyjnego wydawnictwa Fleet Foxes, lecz jeśli już miałabym to zrobić, postawiłabym na “Mearcstapa”. Piosenka ujmuje swoim instrumentarium, w którym pojawiają się m.in. smyczki i dęciaki. Ozdobą są wokale, sprawiające wrażenie docierających do nas z oddali. A może raczej… znad wody, bo odniesień do otwartego morza tu sporo.

107. Ariel Pink Time to Meet Your God

Dziwne rzeczy dzieją się z nową płytą Ariela. Sprawia, że czuję się jak na huśtawce. Raz mi się podoba, raz mam ochotę wyłączyć w trakcie pierwszego utworu. A jest nim zaraźliwe i zapadające w pamięć “Time to Meet Your God”, w którym artysta połączył elektronikę z psychodelicznym popem.

106. Kodaline Brother

Irlandzka indie popowa grupa Kodaline jest jednym z tych zespołów, który jest mi kompletnie obojętny. Pewnie nawet nie zaważyłabym, gdyby nagle się rozpadł. Ich muzyka niezbyt mnie rusza, choć nowy singiel stanowi wyjątek. Piosenka „Brother” potrafi wzruszyć. Melancholijna ballada, jak łatwo można wywnioskować z jej tytułu, opowiada o braterskiej miłości. Prostymi słowami. Bez dziwnych metafor czy porównań.

105. Sampha (No One Knows Me) Like the Piano

Elektronika i soul przecinają się w twórczości brytyjskiego wokalisty Samphy od samego początku. Jednak w „(No One Knows Me) Like the Piano” do głosu dochodzi drugi gatunek. Artysta wykorzystuje jedynie tytułowy instrument, by stworzyć piękną, choć prostą balladę, będącą wyrazem tęsknoty za rodzinnym domem oraz podziękowaniem dla matki, która zaraziła go miłością do muzyki.

104. Cashmere Cat x MØ 9 (After Coachella)

Wakacyjny, festiwalowy romans. Bywa. Nic dziwnego, że nad „9 (After Coachella)” unosi się melancholijny wiaterek. W tej electro-popowo-trapowej, lekko tropikalnej opowieści zainspirowanej przelotną znajomością nawiązaną na jednym z muzycznych festiwali, duńska wokalistka MØ nadała swojemu głosowi przygnębiony wyraz, tak bardzo pasujący do wyśpiewywanych wersów pokroju You’ll never be mine.

103. John Maus Teenage Witch

Na swój najnowszy album, „Screen Memories”, dawny współpracownik Ariel Pink, John Maus, stworzył utwór, w którym odwołuje się do lat 80. i panującej mody na synthpop. W „Teenage Witch” czuć ducha retro. Piosenka mogłaby stać się niezłym imprezowym kawałkiem, gdyby nie pomysł Mausa na wokale – przytłumione, nieco upiorne, dochodzące jakby z oddali.

102. G-Eazy Eazy

Najnowszy album amerykańskiego rapera jest wydawnictwem bogatym w autobiograficzne wątki. W tej kategorii wygrywa jednak utwór spinający całe „The Beautiful and Damned” w klamrę – „Eazy”. Raper kieruje słowa kompozycji do młodszych wersji samego siebie. Całość świetnie wzbogacona została samplami z „Easy” Son Lux.

101. Isla Wolfe x Lavz Crazy

Internet to niezwykłe narzędzie dla debiutujących artystów. W radiu i tak ich nie puszczą, na zaistnienie na małym ekranie także nie mają szans. Nawet nie ma co mówić o prasie, bo muzyczne magazyny niestety znikają jeden po drugim. Swoich fanów za pośrednictwem Internetu próbuje zdobyć brytyjska wokalistka i producentka Isla Wolfe. „Crazy” jest jej debiutem. Niezwykle porządnym. To mroczna, wciągająca rhythm’and’bluesowo-trapowo-hip hopowa podróż z gościnnym udziałem także dopiero co debiutującej raperki Lavz. Trzymam za obie dziewczyny kciuki.

4 odpowiedzi do “TOP150: najlepsze piosenki 2017 roku (150-101)”

  1. Zestawienie różnorodne jak zwykle. 😉 Z wymienionych przez Ciebie utworów najbardziej lubię “Boys”, “New Rules” i “My Church is black”.
    Zapraszam na nowy wpis.
    Pozdrowienia!

  2. Wow. Sporo tego. Mi najbardziej z tego zestawienia podoba się Chained To The Rhythm i oczywiście Look What You Made Me Do. Natomiast nowa Tove Lo jakoś mnie do sb nie przekonuje.

  3. Ładnie się urządziłaś. 😉
    Przesłuchałam “Unchained Melody” i niestety u Norah zabrakło mi emocji, które znalazły się w wersji Righteous Brothers. Nie kryję swojej miłości do “Llamy” oraz sympatii do “New Rules”. Nie przepadam natomiast za “Nostalgią” Hemingway’a, ale często wracam do jej śmiesznych przeróbek. 😀
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *