RECENZJA: Madonna “Confessions II” (2026) (#1711)

Madonna zbudowała reputację artystki, która nigdy nie ogląda się za siebie. Każdy kolejny album miał być nowym rozdziałem i kolejnym wcieleniem. Tym większym zaskoczeniem jest “Confession II” – to pierwszy raz, gdy Królowa Popu wraca do pomysłu, który przed laty zapewnił jej jeden z największych sukcesów. Dwadzieścia lat temu “Confessions on a Dance Floor” nie tylko przywróciło modę na disco, ale też podarowało światu serię singli, które do dziś nie schodzą z radiowych playlist. Poprzeczka zawisła więc wyjątkowo wysoko. Zamiast wymyślać siebie od nowa, Madonna postanowiła raz jeszcze założyć lśniący kostium i wejść między migające światła. Jak wyszła jej druga wizyta w tej samej rzece? A właściwie – na tym samym parkiecie?

Choć “Confessions II” sprzedawane jest jako kontynuacja legendarnego “Confessions on a Dance Floor”, nie jest tylko rozwinięciem tej płyty. Zamiast ponownie stawiać na disco i dance pop, Madonna kieruje się wyraźniej w stronę house’u tworząc album mniej nastawiony na natychmiastowe przeboje pokroju “Hung Up” czy “Sorry”, a bardziej na budowanie nastroju. To płyta wyraźnie podzielona na dwie części: pierwsza zachwyca klubową euforią, druga zwalnia, stając się bardziej refleksyjna. Tę zmianę słychać również w tekstach, które obok celebracji tańca i wolności poruszają temat przemijania, wspomnień, bliskich relacji i własnej muzycznej drogi. Madonna zdaje się podsumowywać swoje życie.

O ile na poprzednim roztańczonym krążku wirowała na parkiecie sama, tak teraz robi miejsce innym artystom. Największym nazwiskiem towarzyszącym Królowej Popu jest Sabrina Carpenter, która robi co może, by dotrzymać Madonnie kroku w dance popowym “Bring Your Love”. Mi jednak bardziej do gustu przypadły “My Sins Are My Savior” (feat. Stromae) oraz “Bizarre” (feat. Martin Garrix). Pierwsza z propozycji przywodzi na myśl trip hopowe, duszne momenty płyty “Erotica”, druga zaś jest elektropopowym bangerem o nadających całości lekkiej dramaturgii smyczkach. Wyróżniają się i dwie kolejne kolaboracje – gitarowy latynoski house “Read My Lips” (feat. Feid) oraz ambientowo-trip hopowy dialog matki z córką, “The Test”.

Niezmiennie od chwili jego premiery uwielbiam klubowy, odważny singiel “I Feel So Free”. Do grona moich faworytów szybko wpadły także takie tracki jak disco house “Danceteria” o melorecytacji przypominającej “Vogue”; mroczne techno “School” czy wprowadzający w trans “One Step Away” o najntisowym zabarwieniu. Ładnie wyglądają i spokojniejsze numery, które niosą w sobie sporo emocji (drum’n’bassowe, wzbogacane dźwiękami gitary akustycznej “Fragile” dedykowane zmarłemu bratu wokalistki; melancholijne, rozmarzone “L.E.S. Girl” o latach, gdy sława była jeszcze poza zasięgiem Madonny). “Confessions II” dopełniają roztańczone, deep house’owe “Good For the Soul”, pulsujący dance pop “Love Sensation” (jeśli miałby kiedyś powstać remix tego kawałka, niech gościnnie pojawi się w nim Kylie!) oraz trip hopowe “Betrayal”, któremu trąbka nadaje dodatkowego charakteru. Jedynie “Everything” i “Love Without Words” nie potrafiły zatrzymać na sobie mojej uwagi na dłuższą chwilę.

Doceniałam odwagę Madonny na albumie “Madame X” i jej portugalskie inspiracje, ale to właśnie ten fioletowy parkiet jest miejscem, w które chętniej kieruję swoje kroki. Nie dlatego, że przypomina rok 2005, lecz dlatego, że pokazuje, jak można wrócić do klubowej estetyki bez kopiowania samego siebie. To nie jest druga część “Confessions on a Dance Floor” w dosłownym tych słów znaczeniu. To raczej dojrzała odpowiedź na tamten krążek napisana z perspektywy artystki, która nadal potrafi porwać do tańca, ale ma dziś do opowiedzenia więcej niż dwadzieścia lat temu.

Warto: Bizarre & I Feel So Free & School & Danceteria My Sins Are My Savior

__________

MadonnaLike a VirginTrue BlueLike a PrayerEroticaBedtime Stories ♥ Ray of LightMusicAmerican Life ♥ Confessions on a Dance Floor ♥ Hard CandyMDNARebel HeartMadame X

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Jeden komentarz do “RECENZJA: Madonna “Confessions II” (2026) (#1711)”

  1. Moja topka ulubionych kawałków prezentuje się identycznie, może tylko “Bizarre” lubię trochę mniej, ale słucham albumu w kółko i myślę, że wszystko może się jeszcze zmienić. Spodziewałam się dobrego albumu, ale efekt końcowy przerósł moje oczekiwania. 😀
    U mnie też Madonna 😀 pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *