RECENZJA: Sunday (1994) “Sunday (1994)” (EP) (2024) (#1671)

1994 rok przyniósł nam takie albumy, które uwielbiam, jak “Live Through This” Hole, “Let Love In” Nick Cave and the Bad Seeds czy “Grace” Jeff Buckley. Nic więc dziwnego, że gdy zobaczyłam nazwę zespołu Sunday (1994) – tak, rok faktycznie pojawia się w nawiasie – zaczęłam wyobrażać sobie, że odniesień do mojej ulubionej dekady może być w jej twórczości sporo. Kapelę tworzą wokalistka Paige Turner oraz gitarzysta Lee Newell, którzy dzielą swoje życie między Los Angeles a Wielką Brytanią. Imienną epką wydaną w 2024 roku próbowali wkupić się w łaski słuchaczy.

Czytaj dalej RECENZJA: Sunday (1994) “Sunday (1994)” (EP) (2024) (#1671)

RECENZJA: Charli XCX ” Wuthering Heights” (2026) (#1669)

Neonowo-zielony album “Brat” sprzed dwóch lat uczynił z jego autorki, brytyjskiej wokalistki Charli XCX, jedną z najgorętszych gwiazd sezonu. W krótkim czasie artystka stała się viralem i ikoną niepokornego elektropopu. Krążek “Wuthering Heights” pojawia się więc trochę na przekór temu mechanizmowi. To pierwszy tak duży projekt soundtrackowy w jej dorobku i jednocześnie sygnał, że Charli coraz chętniej rozpycha się w kinie. Jako pierwszy większy projekt po viralowym “Brat” tegoroczna płyta brzmi jak próba ucieczki od własnego sukcesu oraz testowanie, czy popowa gwiazda może na chwilę zniknąć w cieniu filmu, nie tracąc przy tym własnej tożsamości. 

Czytaj dalej RECENZJA: Charli XCX ” Wuthering Heights” (2026) (#1669)

RECENZJA: Arctic Monkeys “Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not” (2006) (#1662)

Minęło dwadzieścia lat od premiery “Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not”, a Arctic Monkeys są dziś zespołem z zupełnie innej bajki – eleganckim, filmowym, pełnym klasy. Trudno uwierzyć, że ta sama grupa zaczynała jako banda nieśmiałych chłopaków z Sheffield, którzy nie planowali podboju świata. Zamiast tego chcieli tylko opowiedzieć, jak wygląda ich typowa piątkowa noc. Album nie brzmiał gwiazdorsko i wymuskanie, lecz jak zbiór historii, przeżyć i emocji młodych ludzi. I właśnie dlatego, dwie dekady później, to wciąż działa i ekscytuje. Alex Turner i spółka w kilka chwil stali się głosem swojego pokolenia.

Czytaj dalej RECENZJA: Arctic Monkeys “Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not” (2006) (#1662)

RECENZJA: The Pretty Reckless “Taylor Momsen’s Pretty Reckless Christmas” (2025) (#1660)

Można zadać sobie pytanie, co ze świętami Bożego Narodzenia ma wspólnego liderka rockowej kapeli The Pretty Reckless, ale gdy zagłębimy się w karierę Taylor Momsen dostrzeżemy, iż dobre ćwierć wieku wcielała się ona w postać Cindy Lou Who w legendarnym filmie “Grinch: Świąt nie będzie“. Dziś wokalistka postanowiła przypomnieć sobie czasy, gdy klimat świąt faktycznie ją fascynował, i przy pomocy zespołu zarejestrowała epkę, która może być niezłym antidotum na popowe christmasowe przeboje.

Czytaj dalej RECENZJA: The Pretty Reckless “Taylor Momsen’s Pretty Reckless Christmas” (2025) (#1660)

RECENZJA: Alexandra Savior “Beneath the Lilypad” (2025) (#1653)

Kariera amerykańskiej wokalistki Alexandry Savior od samego początku naznaczona była obecnością wielu znanych osób z branży muzycznej. Już w 2012 roku jeden z nagranych przez nią coverów wpadł w ucho Courtney Love, a jej debiutancki album powstał przy pomocy Alexa Turnera (tak, tego z Arctic Monkeys) i Jamesa Forda. Za kolejnym wstawił się sam Danger Mouse. Mimo tego na próżno szukać nazwiska Savior w gronie największych gwiazd współczesnego alternatywnego popu.

Czytaj dalej RECENZJA: Alexandra Savior “Beneath the Lilypad” (2025) (#1653)

RECENZJA: Siouxsie and the Banshees “A Kiss in the Dreamhouse” (1982) (#1650)

W 1982 roku brytyjska formacja Siouxsie and the Banshees weszła do studia nie tylko po to, by nagrać kolejną płytę, ale by dalej przesuwać własne granice i w pełni skorzystać z dobrodziejstw pracy w tymże miejscu. Rok po mroczniejszym albumie “Juju” Susan Janet Ballion i spółka zmontowali materiał, który wciąż ma ten gotycki vibe, lecz w zmysłowym wydaniu, a eksperymenty nie wymykają się spod kontroli, lecz tworzą piękny, barokowy krajobraz.

Czytaj dalej RECENZJA: Siouxsie and the Banshees “A Kiss in the Dreamhouse” (1982) (#1650)

RECENZJA: Rosalía “LUX” (2025) (#1649)

Rosalía, hiszpańska wokalistka jest gwiazdą pop, która z każdą kolejną płytą coraz mocniej chce uciec od tej łatki. Jej kariera, choć niedługa, jest już pasmem artystycznych metamorfoz. Zamiast odcinać kupony od minionych sukcesów, ona za każdym razem zaczyna od zera, otwierając nowy rozdział pełen ryzyka i świeżych pomysłów. “LUX”, najnowszy krążek Hiszpanki, jest tego idealnym przykładem. Po eksperymentalnym “Motomami” Rosalía ucieka od elektronicznych brzmień w stronę klasyki. Wokalistka ponownie wymyśliła siebie na nowo.

Czytaj dalej RECENZJA: Rosalía “LUX” (2025) (#1649)

RECENZJA: Florence + The Machine “Everybody Scream” (2025) (#1647)

Kiedy w 2022 roku Florence + the Machine wydali “Dance Fever”, ponownie, po latach chłodniejszych uczuć, zakochałam się w ich muzyce. Ten album tchnął w zespół nową energię, przypominając mi, dlaczego przed laty dałam się porwać pełnemu dramatyzmu i intensywności światu rudowłosej Welch. Nic więc dziwnego, że na ich tegoroczny krążek, “Everybody Scream”, czekałam niecierpliwie. Tym bardziej że Florence zapowiadała inspiracje magią, czarami i ludowymi strachami, co brzmiało jak skok do mrocznego uniwersum. Chciałam znów poczuć ten dreszcz, euforię, która towarzyszy niemalże każdemu refrenowi serwowanemu przez brytyjską kapelę.

Czytaj dalej RECENZJA: Florence + The Machine “Everybody Scream” (2025) (#1647)

RECENZJA: The Last Dinner Party “From the Pyre” (2025) (#1642)

Minęło zaledwie półtora roku od premiery “Prelude to Ecstasy”, a dziewczyny z The Last Dinner Party powracają z nowym albumem, “From the Pyre”. Tempo, w jakim działają, zaskakuje – zamiast zniknąć na chwilę po intensywnym debiucie i trasie koncertowej, zespół praktycznie nie zwolnił ani na moment. Mimo wyczerpującej trasy koncertowej znalazły czas by nagrać materiał z nowym producentem. Ich poprzedni album był absolutnie uzależniający. Do dziś regularnie do niego wracam. Poprzeczka ustawiona jest więc naprawdę wysoko. Płytą “From the Pyre” kapela musi udowodnić, że nie jest tylko sensacją jednego sezonu, ale zespołem z prawdziwym artystycznym ogniem.

Czytaj dalej RECENZJA: The Last Dinner Party “From the Pyre” (2025) (#1642)

RECENZJA: Not For Radio “Melt” (2025) (#1639)

Rok 2025 okazał się przełomowy dla The Marías. Zespół, który przez ostatnie lata budował swoją pozycję w świecie alternatywnego popu, wreszcie wspiął się na szczyt swojej popularności zdobywając nowych fanów. Ubiegłoroczna płyta “Submarine” wciąż jest odkrywana przez kolejnych melomanów, a tymczasem liderka formacji, María Zardoya, zdecydowała, że pora na solowy ruch. Powołała do życia projekt Not For Radio i pod tym szyldem wydała krążek “Melt”.

Czytaj dalej RECENZJA: Not For Radio “Melt” (2025) (#1639)