
Pod koniec lat 80. Australijka Kylie Minogue nie planowała zostać pełnoetatową gwiazdą popu. Była przede wszystkim młodą aktorką rozwijającą karierę telewizyjną, a muzyka początkowo wydawała się jedynie dodatkiem do pracy przed kamerą. Debiutancki album, zatytułowany po prostu “Kylie” powstawał w nietypowych warunkach. Artystka często nagrywała piosenki zaraz po zakończeniu zdjęć na planie serialu. Mimo tego pośpiechu i braku wielkich ambicji płyta okazała się jednym z najważniejszych popowych debiutów końcówki dekady.
Kylie (1988)

Jeśli miałabym wskazać album, który bardzo kojarzy mi się z latami 80., “Kylie” byłoby jednym z tych wydawnictw, który przeszedłby mi przez myśl jako jeden z pierwszych. To istna kapsuła czasu. Syntezatory. Jasne, chwilami plastikowe brzmienie. Perkusyjne automaty. Cukierkowy, bubblegum-teen-popowy styl. Energia połączona z dziewczęcym wizerunkiem Minogue. I całkiem niezłe produkcje z niedającym chwili wytchnienia “I Should Be So Lucky”, euforycznym “The Loco-Motion”, dance popowym, rytmicznym “Look My Way” czy mniej dziewczęcym, elektronicznym “Turn It Into Love” na czele. Z drugiej zaś strony mamy kawałki kiczowate, lecz w całym tym swoim kiczu wciąż urokliwe (“Got to Be Certain”, “It’s Not Secret”, “I Miss You”, “I’ll Still Be Loving You”). Na uwagę zasługują także pogodne “Love at First Sight” (piosenka o takim tytule pojawia się i na “Fever”, lecz jest to zupełnie inny utwór) oraz elegantsze, sentymentalne “Je ne sais pas pourquoi” – to zdecydowanie jeden z mniej oczywistych punktów krążka “Kylie”. Całości nie daję rady słuchać jednak zbyt często, bo ten entuzjazm bijący z debiutanckich numerów Australijki i ich beztroski charakter na dłuższą metę mnie męczą i nie sprawiają wrażenia czegoś autentycznego.
Enjoy Yourself (1989)

Być może podczas nagrywania debiutanckiej płyty Kylie nie wiedziała jeszcze, czy muzyczna kariera jej wypali, sukces, jaki odniosła ze swoimi piosenkami z pewnością zwiększył jej pewność siebie. Na “Enjoy Yourself”, jej drugim studyjnym albumie, słychać to przede wszystkim w jej wokalach. Krążek wyróżnia się także głębszą, dojrzalszą produkcją oraz skrywa kilka aranżacyjnych niespodzianek. Nie zmieniła się za to miłość artystki do tworzenia szybkich, parkietowych numerów (tu reprezentowanych chociażby przez muśnięte new wave’owym bitem “Hand on Your Heart”, optymistyczne “Never Too Late”, “Nothing to Lose” czy klubowy utwór tytułowy). Kto jedna szuka czegoś mniej oczywistego, ten zerknąć powinien na “Tell-Tale Signs”, “My Secret Heart” i “Tears on My Pillow”. Pierwsza z piosenek to Minogue w jazz popowym wydaniu. Nieco musicalowym, nieco soap operowym, ale bardzo udanym. “My Secret Heart” jest porcją orkiestrowego popu, podczas gdy singlowe “Tears on My Pillow” to smaczny, nostalgiczny miks popu i doo wop przekładający się na jedną z jej najlepszych piosenek. Po latach doceniłam i eko hymn “Heaven and Earth” – melodyjny, utrzymany w średnim tempie numer o refrenie gotowym do wspólnego odśpiewania. Album “Enjoy Yourself”, choć nie sypiący hitami jak z rękawa, przedstawił nam Australijkę jako artystkę, która nie chce zamknąć się w jednej dance popowej szufladce. Lata 90. pokazały, że potrzeba wolności tkwi w niej naprawdę wielka.
_____________________
Rhythm of Love ♥ Let’s Get to It ♥ Kylie Minogue ♥ Impossible Princess ♥ Light Years ♥ Fever ♥ Body Language ♥ X ♥ Aphrodite ♥ Kiss Me Once ♥ Golden ♥ Disco ♥ Tension ♥ Tension II