#846 Kylie Minogue “Golden” (2018)

Z Australii do Wielkiej Brytanii. Z Wielkiej Brytanii do Nashville. Kylie Minogue, Księżniczka Popu,  przemierzyła tysiące kilometrów, by nagrać swoją czternastą studyjną płytę i zarazem pierwszą (wyłącznie z autorskim materiałem) od czasów “Kiss Me Once”. I, uwierzcie lub nie, mówi nam to już wszystko o materiale zawartym na “Golden”.

Ciężko w kontekście tego albumu mówić o jakiejś oryginalności i chęci wyprzedzania konkurencji. Na to Minogue nie ma już ochoty od lat, czego najlepszym dowodem jest poprzednie wydawnictwo, na którym z lekkim opóźnieniem artystka bawi się w ciężki do strawienia electro pop (choć, by nie było tak brutalnie, zdradzę, iż “Sexercize” i “Les Sex” to wciąż moje guilty pleasures). Tym razem australijska gwiazda próbuje swoich sił w country – gatunku, który ostatnio robi sporą furorę wśród wykonawców pop. Lady Gaga, Justin Timberlake, Kesha czy Miley Cyrus – ich ostatnie krążki to w dużej mierze ukłon w stronę amerykańskiego odbiorcy. Kylie tę stylistykę ujęła na swój sposób. Chociaż na “Golden” dostrzeżemy wiele gitar czy smyczków, nie brakuje i tanecznych brzmień, za które pokochali ją słuchacze.

Mnie jednak najbardziej ujęła ta balladowa Minogue. Zamykające album “Music’s too Sad Without You” chwyta za serce. To piękna, nostalgiczna, romantyczna kompozycja, stworzona do wolnych tańców. Wokalistce partneruje w niej Jack Savoretti, choć chętniej słyszałabym u jej boku Bono lub Chrisa Martina. Moim drugim faworytem jest melancholijne, utrzymane w średnim tempie “Shelby ’68”. Do gustu przypadły mi także traktująca o rozpadzie związku, wykonywana w towarzystwie chórku piosenka “A Lifetime to Repair” (najbardziej country track na albumie); power ballada “Sincerely Yours”; wpadające w ucho, łączące country z dance popem “Live a Little”, w którym Minogue postawiła na zabawę i zapewnia, że chce cieszyć się życiem zamiast ciągle przejmować się upływającym czasem; oraz smutne, zbudowane na dźwiękach skrzypiec i akustycznej gitary “Radio On”. Po czasie przekonałam się do singla “Dancing”, które zwiastowało nam ten nowy kierunek w twórczości Australijki. To dobra piosenka łącząca country z tanecznymi brzmieniami. W podobne klimaty celują słabsze “Stop Me From Falling”, “Golden” i “Raining Glitter”. Nie do końca potrafię zachwycać się również takimi nagraniami jak nijakim “Love” czy “One Last Kiss”.

Chociaż Kylie Minogue od lat należy do grona moich ulubionych wokalistek, nie jestem fanką, która zachwyca się każdą nowością sygnowaną jej nazwiskiem. Nie rozumiem “Kiss Me Once” czy “Aphrodite”, ale już “Impossible Princess” czy “Kylie Minogue” należą do grona moich ulubionych albumów. Żeby jednak nie było, że tylko alternatywna Minogue mi w głowie – takie pozycje jak “X” czy “Body Language” również bardzo cenię. “Golden” budzi mieszane uczucia. Z jednej strony podoba mi się porzucenie electro popu na rzecz czegoś opartego na żywych instrumentach, z drugiej jednak mało tu naprawdę interesujących momentów. Można narzekać, że teksty ocierają się o banał, ale sądzę, że dawno już Kylie nie brzmiała tak autentycznie – słuchając “Golden” mam takie przyjemnie odczucie, iż wokalistka ten krążek nagrała przede wszystkim dla siebie. To jej terapia po miłosnym zawodzie i chwila odpoczynku.

Warto: Music’s too Sad Without You & Shelby ’68

7 odpowiedzi do “#846 Kylie Minogue “Golden” (2018)”

  1. Uwielbiam ją, zawsze przy jej tanecznych piosenkach poprawia mi się humor 🙂 W wersji country też brzmi nieźle.

  2. Kiedy na początku słuchałam “Golden” czułam się zażenowana tym country klimatem, ale przyłapuję samą siebie na nuceniu niektórych piosenek pod nosem, więc mogę uznać, że powoli płyta “rośnie” we mnie. Przynajmniej jest lepsza od “Kiss Me Once”. “Music’s Too Sad Without You” i “Shelby ’68” to rzeczywiście najlepsze kawałki.
    Pozdrawiam. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *