RECENZJA: Lola Young “I’m Only F**king Myself” (2025) (#1633)

Chociaż obecnie muzyczne trendy nie żyją zbyt długo, piosence “Messy” brytyjskiej wokalistki Loli Young udało się zaistnieć na dłuższą chwilę. I gdy systematycznie spada liczba filmików, w których przebój robi za dźwiękowe tło, artystka chce udowodnić nam, że traktuje swoją karierę serio i nie chce być one hit wonder. W efekcie po upływie roku od przełomowego krążka “This Wasn’t Meant for You Anyway” otrzymujemy kolejny longplay od niepokornej Brytyjki.

Czytaj dalej RECENZJA: Lola Young “I’m Only F**king Myself” (2025) (#1633)

RECENZJA: Jessie Murph “Sex Hysteria” (2025) (#1631)

Przed rokiem w ucho wpadła mi płyta “That Ain’t No Man That’s the Devil” amerykańskiej wokalistki Jessie Murph – uwagę skutecznie przyciągał charakterystyczny, oryginalny wokal jej autorki. Artystka stawiała na filmowe, często monumentalne produkcje, wplatając w to elementy country, folku, soulu czy retro popu. Był to solidny, szczery materiał, ale bardziej wyglądający mi na poszukiwanie własnego języka aniżeli artystyczny manifest siły i talentu. Dziś Jessie atakuje z kolejnym krążkiem, “Sex Hysteria”.

Czytaj dalej RECENZJA: Jessie Murph “Sex Hysteria” (2025) (#1631)

RECENZJA: Tom Odell “A Wonderful Life” (2025) (#1629)

Kiedy brytyjski wokalista Tom Odell w 2024 roku wydał “Black Friday”, poczułam ogromny niedosyt. Płyta, choć intymna, kameralna i emocjonalna, tonęła w zawodzących, melancholijnych piosenkach, które momentami bardziej mnie przytłaczały i nużyły, niż wzruszały. Nagrany w bardzo spartańskich warunkach materiał brzmiał raczej jak dźwiękowe notatki w telefonie aniżeli krążek z prawdziwego zdarzenia. Czy “A Wonderful Life” jest a wonderful album?

Czytaj dalej RECENZJA: Tom Odell “A Wonderful Life” (2025) (#1629)

RECENZJA: Ethel Cain “Willoughby Tucker, I’ll Always Love You” (2025) (#1627)

Kiedy Ethel Cain w 2022 roku wydawała debiutancki longplay “Preacher’s Daughter”, nie mogła przypuszczać, jak duże poruszenie wywoła jej praca. Mroczna opowieść o traumie, religii i przemocy poruszyła słuchaczy. Artystka wraca dziś z projektem “Willoughby Tucker, I’ll Always Love You” będącym albumem, na którym nie decyduje się na rozpoczęcie nowej historii, lecz sięga wstecz do czasów sprzed wydarzeń znanych z “Preacher’s Daughter”. To prequel – spojrzenie w młodzieńcze lata bohaterki Cain, jej pierwsze doświadczenia miłości i straty, które nie pozostały bez wpływu na jej późniejsze losy.

Czytaj dalej RECENZJA: Ethel Cain “Willoughby Tucker, I’ll Always Love You” (2025) (#1627)

RECENZJA: The Verve “A Storm in Heaven” (1993) (#1626)

Powołany do życia w 1990 roku brytyjski zespół The Verve długo czekał, aż dostrzegą go rzesze słuchaczy. To udało się dopiero kilka lat później, a wydana wówczas płyta “Urban Hymns” i promujący ją kawałek “Bitter Sweet Symphony” przeszły już do historii. Nie mniej ciekawe było jednak to, co działo się wcześniej. Grupa zadebiutowała w 1993 roku albumem “A Storm in Heaven”, i może tej tytułowej burzy w niebie nie wywołała, ale wylała mocny fundament pod kształtujący się britpop.

Czytaj dalej RECENZJA: The Verve “A Storm in Heaven” (1993) (#1626)

RECENZJA: Cat Power “You Are Free” (2003) (#1625)

Pięć lat po surowym, przesiąkniętym niepokojem albumie “Moon Pix” Chan Marshall – amerykańska wokalistka znana jako Cat Power – powróciła z płytą, którą wydawała już z pozycji wokalistki, wobec której ma się pewne dość wysokie oczekiwania. Nie tylko artystyczne, ale i komercyjne, bo obecność znanych gości miała przyciągnąć do niej nowych słuchaczy. You are free, mówi nam tytuł jej szóstego studyjnego albumu. I aż chce się sprawdzić, czy podobną wolność miała Chan kompletując nowy krążek.

Czytaj dalej RECENZJA: Cat Power “You Are Free” (2003) (#1625)

RECENZJA: Haim “Something to Tell You” (2017) (#1621)

Debiut “Days Are Gone”, który dotarł do 1. miejsca na brytyjskiej liście bestsellerów. Przeboje “The Wire” i “Falling”. Nominacja do nagród Grammy w kategorii Best New Artist. Siostry Este, Danielle i Alana Haim były jednym z najgłośniej komentowanych zespołów w 2013 roku, a przyznać trzeba, że konkurencja była wówczas spora. Dziewczyny dały sobie jednak czas na odpoczynek i przemyślenie kolejnych kroków. Cztery lata po przełomowym debiucie gotowa była płyta numer dwa.

Czytaj dalej RECENZJA: Haim “Something to Tell You” (2017) (#1621)

RECENZJA: Natalie Bergman “My Home Is Not In This World” (2025) (#1614)

Debiutancka płyta amerykańskiej wokalistki Natalie Bergman, “Mercy”, narodził się z żalu po stracie bliskiej osoby. Album ten był intymny i medytacyjny, a jego stylistyka osadzona została w gospelowej modlitwie i folk-popowym minimalizmie. Miała być to muzyka wyciszająca. Cztery lata później Bergman gotowa jest na swój powrót, porzucając nie tylko skromne aranżacje na rzecz tych bogatszych, ale i robiąc zwrot w kierunku jaśniejszych, lżejszych tematów.

Czytaj dalej RECENZJA: Natalie Bergman “My Home Is Not In This World” (2025) (#1614)

RECENZJA: Lorde “Virgin” (2025) (#1607)

Po letnim przyjęciu “Solar Power” – płycie, będącej dla słuchaczy rozczarowaniem po intensywnym emocjonalnie projekcie “Melodrama” – wydawało się, że Lorde może na dobre zniknąć z naszych radarów. Trzy lata ciszy i brak wyrazistej obecności w mainstreamie tylko umacniały to wrażenie. Pochodząca z Nowej Zelandii wokalistka wraca jednak z przytupem, ale i lekką obojętnością co do tego, jak jej piosenki poradzą sobie na listach przebojów. A mimo wszystko ponownie ekscytuje.

Czytaj dalej RECENZJA: Lorde “Virgin” (2025) (#1607)

RECENZJA: Hole “Live Through This” (1994) (#1605)

1994 rok. Kurt Cobain, lider legendarnej już formacji Nirvana, popełnia samobójstwo, a zaledwie tydzień później dowodzona przez jego żonę kapela Hole wydaje album, który szybko wskakuje na listę najważniejszych płyt lat 90. Dla Courtney Love tamte miesiące były pełne chaosu i sprzecznych emocji. Znalazła się w samym centrum medialnego szumu – nie tylko przez wzgląd na życie osobiste, ale i porcję piosenek, które, jak na tamte czasy, były bardzo odważne.

Czytaj dalej RECENZJA: Hole “Live Through This” (1994) (#1605)