#651 Tweet “Charlene” (2016)


Zawsze mnie intrygowało, że kilka dekad temu wydawanie kilku płyt w jeden rok należało do normalności. Z czasem artyści zaczęli dawać sobie więcej czasu na odpowiednią promocję efektu swojej pracy w studiu nagraniowym, wybierając kolejne single, kręcąc teledyski, koncertując w różnych miejscach globu i długo celebrując pojawienie się nowego materiału. Jednak przerwy trwające ponad dekadę należą do rzadkości. Właśnie tyle czasu (a żeby być bardziej dokładną – jedenaście lat) kazała na siebie czekać Charlene Keys, która występuje pod pseudonimem Tweet (nie mylić z “ćwierkaniem” na Twitterze).

Czytaj dalej #651 Tweet “Charlene” (2016)

#644 John Legend “Love in the Future” (2013)

John Legend, laureat Oscara, posiadacz Złotego Globu i dziesięciu nagród Grammy, powrócił w 2013 roku po pięciu latach przerwy z nowym albumem. Mało jednak czasu poświęcił na słodkie nicnierobienie, bo w międzyczasie zdążył nagrać z The Roots pełen znakomitych coverów krążek “Wake Up!” i zaśpiewać u boku takich artystów jak Kanye West, Stevie Wonder, Melanie Fiona, Snoop Dogg i Herbie Hancock. W międzyczasie znalazł chwilę na miłość. Zaręczył się i nagrał płytę o swoim szczęściu.

Czytaj dalej #644 John Legend “Love in the Future” (2013)

#640 LION BABE “Begin” (2016)

Zatapiając się w twórczości działających od dekad artystów, coraz mniej czasu zaczęłam poświęcać na przyglądanie się nowościom, a tym samym na obserwowanie poczynań debiutujących artystów. W ostatnich miesiącach pojawił się jednak duet, który zwrócił na siebie moją uwagę. LION BABE, bo pod takim szyldem działają Jillian Hervey i Lucas Goodman, pojedyncze single wydawać zaczęli już w 2013 roku, jednak na rozkwit popularności poczekać musieli jeszcze dwa lata. Przed (niecałym) rokiem nagrali z Disclosure numer “Hourglass”, a dziś nic nie stoi na przeszkodzie, by zostawili braci Lawrence w tyle.

Czytaj dalej #640 LION BABE “Begin” (2016)

#637 Whitney Houston “Whitney Houston” (1985)

Nikogo nie trzeba dziś specjalnie przekonywać, że Whitney Houston jest legendą muzyki rozrywkowej. Niestety legendą, której od czterech lat nie ma już pośród nas. 11 lutego 2012 artystka znaleziona została martwa w swoim hotelowym pokoju. Do śmierci Whitney w dużym stopniu przyczyniły się narkotyki oraz alkohol. Smutny news, który szybko obiegł cały świat, sprawił, że o artystce znów zrobiło się głośno. Dziś zainteresowanie jej muzyką ponownie zmalało, lecz luty jest idealnym miesiącem do tego, by spędzić trochę czasu z jej utworami. Na przykład tymi, które trafiły na jej debiutancki album.

Czytaj dalej #637 Whitney Houston “Whitney Houston” (1985)

#621 Adele “25” (2015)

Prawie pięć lat po przełomowym “21” i osiem po bardziej udanym “19” brytyjski “głos numer 1” ponownie rozbrzmiał. Plotki o tegorocznym powrocie Adele pojawiały się od dawna. Artystka ucięła je utworem o najlepszym tytule z możliwych – “Hello”. Czy jej “25” zostanie ze mną na dłużej, czy raczej szybko powiem temu wydawnictwu “goodbye”?

Czytaj dalej #621 Adele “25” (2015)

#587 Joss Stone “Water for Your Soul” (2015)

Joss Stone, biała Brytyjka o bardzo czarnym głosie, może i wypadła z wyścigu o tron najpopularniejszej piosenkarki na Wyspach, ale wciąż liczy się, gdy myślimy o dobrej muzyce „made in UK”. Joss nie eksperymentuje z brzmieniem, choć w niejeden już gatunek się bawiła, za każdym razem przekazując nam cząstkę siebie. Trzy lata po zawierającym covery wydawnictwie „The Soul Sessions Vol. 2″ i cztery po ostatnim w pełni autorskim albumie „LP1″ Stone powróciła z nowymi piosenkami. Czy jej utwory są tą tytułową „Water for Your Soul”? Czy gaszą pragnienie tak szybko jak Sprite?

Czytaj dalej #587 Joss Stone “Water for Your Soul” (2015)

#586 Meghan Trainor “Title” (2015)


Ubiegły rok należał do niej. Debiutująca, młoda Amerykanka powędrowała ze swoim pierwszym singlem na szczyty list przebojów. Piosenka “All About That Bass” poruszająca temat akceptowania samego siebie  przyjęła się pod każdą szerokością geograficzną. Meghan nieśmiało zaczęła być nazywana nadzieją współczesnej kobiecej sceny pop. Sytuacja na niej jest niemalże dramatyczna i każda wokalistka prezentująca coś ponad miałkie kawałki jest witana przeze mnie z otwartymi ramionami. Wydana na początku roku płyta “Title” daje nam odpowiedź na pytanie, czy Trainor nie zmarnowała danego jej kredytu zaufania.

Czytaj dalej #586 Meghan Trainor “Title” (2015)

#554 Selah Sue “Reason” (2015)

Pamiętacie jeszcze reklamę batonika Kinder Bueno wpisującą się w wampiryczną modę zapoczątkowaną przez sagę “Zmierzch”? A utwór “This World”, który możemy usłyszeć w jej tle? Ciężko o nim zapomnieć. Lecz jeszcze trudniej wyrzucić z pamięci autorki tej ciekawej, klimatycznej kompozycji. Belgijska wokalistka Selah Sue dość długo kazała nam czekać na swój nowy album. W międzyczasie dużo koncertowała i udzielała się w cudzych kompozycjach (nie rzadko w naprawdę eksperymentalnych – np. w “Everybody Loves Repetition” Magnusa). Te muzyczne podróże i spotkania z innymi artystami sprawiły, że Selah była już w stanie nakreślić sobie obraz swego nowego wydawnictwa.

Czytaj dalej #554 Selah Sue “Reason” (2015)

#553 Benjamin Clementine “At Least for Now” (2015)


Gdyby Nina Simone miała syna, z pewnością nazywałby się on Benjamin Clementine. Takie spostrzeżenie nasunęło mi się na myśl po pierwszym spotkaniu z twórczością brytyjskiego wokalisty. Zmarłą ponad dziesięć lat temu legendę muzyki i debiutującego w tym roku artystę łączy nie tylko kolor skóry, ale i podobna charyzma oraz angażowanie się całym sobą w wyśpiewywane wersy, co z odpowiednią i pozytywną mocą uderza w słuchacza. Benjamin Clementine to wokalista niezwykły. Wydając na początku roku debiutancki album “At Least for Now” ustawił poprzeczkę niezwykle wysoko. Nie tylko sobie, ale i konkurencji.

Czytaj dalej #553 Benjamin Clementine “At Least for Now” (2015)

#507 Jessie Ware “Tough Love” (2014)

Najbardziej oczekiwana płyta tej jesieni? Wiem, wiem. Ile ludzi tyle odpowiedzi. Ja chociażby nie mogłam doczekać się nowego wydawnictwa Leonarda Cohena. Ciekawi mnie również album Hoziera i brytyjskiego oblicza Mary J. Blige. Na mojej liście płyt nie do ominięcia wysoką pozycję zajęła również Jessie Ware. Karierę zaczynała śpiewając u boku przedstawicieli angielskiej sceny klubowej – Sampha i SBTRKT. Dziś jest od nich popularniejsza. Szczególnie w Polsce, gdzie ma rzesze fanów (wyprzedany wrześniowy koncert mówi sam za siebie). W ogóle brytyjskie skromne, sympatyczne i skupione na muzyce wokalistki są u nas bardzo lubiane, o czym może świadczyć chociażby popularność Katie Meluy. Muzyka Jessie szybciej jednak trafia do młodszych odbiorców. A czy jej nowy krążek ma szanse dotrzeć do szerszego grona słuchaczy?

Czytaj dalej #507 Jessie Ware “Tough Love” (2014)