#587 Joss Stone “Water for Your Soul” (2015)

Joss Stone, biała Brytyjka o bardzo czarnym głosie, może i wypadła z wyścigu o tron najpopularniejszej piosenkarki na Wyspach, ale wciąż liczy się, gdy myślimy o dobrej muzyce „made in UK”. Joss nie eksperymentuje z brzmieniem, choć w niejeden już gatunek się bawiła, za każdym razem przekazując nam cząstkę siebie. Trzy lata po zawierającym covery wydawnictwie „The Soul Sessions Vol. 2″ i cztery po ostatnim w pełni autorskim albumie „LP1″ Stone powróciła z nowymi piosenkami. Czy jej utwory są tą tytułową „Water for Your Soul”? Czy gaszą pragnienie tak szybko jak Sprite?

Czytaj dalej #587 Joss Stone “Water for Your Soul” (2015)

#461 No Doubt “No Doubt” (1992)

Chciałam zacząć tę recenzję słowami, że nie warto tracić czasu na przedstawianie zespołu No Doubt, ale stwierdziłam, że moja opinia, że każdy tę grupę zna, opiera się jedynie na przypuszczeniach i słabych poszlakach. Z pewnością kiedyś o uszy obiły wam się takie piosenki jak “Don’t Speak” czy “It’s My Life”, ale nie koniecznie wszyscy musieli wiedzieć, że te przebojowe single są sprawką No Doubt. Ja sama zespół ten kojarzyłam jedynie z tych kawałków (i ewentualnie utworu “Just a Girl”) oraz wokalistki – Gwen Stefani. Jej dwie solowe płyty są mi bardzo dobrze znane. Cała grupa zaś stanowiła (a w pewnym stopniu wciąż stanowi) dla mnie zagadkę.

Czytaj dalej #461 No Doubt “No Doubt” (1992)

#355 Nneka “No Longer At Ease” (2008)

 

Co łączy Nnekę, Ayo i Oceanę? Oj, sporo rzeczy. Począwszy od egzotycznych korzeni, przez ciekawą urodę i zamiłowanie do niebanalnej muzyki po mieszkanie w kraju, w którym ich kariera mogła nabrać rozpędu. Zarówno Nneka jak i Ayo czy Oceana przyznają, że Niemcy są ich ojczyzną. To tam spotkały odpowiednich ludzi, którzy pomogli im wspiąć się na szczyt i nagrywać dobre płyty. A z niemieckich list przebojów prosta droga do podbicia całej Europy czy nawet świata. Debiutancka płyta Ayo “Joyful” dotarła nawet do Stanów. “Cry Cry” i “Endless Summer” Oceany nucone było w całej Europie. Nneka natomiast miała już okazję współpracować z takimi artystami jak Nas czy Damian Marley.Na tym może zakończmy porównywanie tych trzech wokalistek. Muzycznie się różnią, chociaż wszystkie trzy nie wyobrażają sobie nagrywania utworów w stylu Britney Spears czy Lady GaGi. Ayo prezentuje słuchaczom liryczne, spokojne folkowo-soulowe kompozycje. Oceana sięga po r&b, reggae, soul, jazz i muzykę taneczną. Nneka natomiast świetnie czuje się w hip hopie, reggae i afrykańskich rytmach.

Czytaj dalej #355 Nneka “No Longer At Ease” (2008)

#252 Jazmine Sullivan “Fearless” (2008)

 

Co roku tysiące młodych artystów debiutuje. A to w różnych programach typu talent show, a to przy pomocy bogatych rodziców itp. Inni mają po prostu szczęście i dobrych ludzi wokół siebie. Ale co z tego, skoro mało komu udaje się wybić ponad przeciętność i zainteresować sobą słuchaczy. Zaliczyć do tych szczęśliwców możemy młodą amerykańską wokalistkę – Jazmine Sullivan. Zaczynała od pisania piosenek dla takich sław jak Christina Milian czy Monica. Później przy pomocy samej Missy Elliott i innych producentów m.in. Staregate (współpracującego z Beyonce, Rihanną i Ne-Yo) oraz Saalama Remi’ego (wieloletni współpracownik samej Amy Winehouse), wydała debiutancki krążek „Fearless”. Zachwyciła krytyków, słuchaczy. Została nominowana do nagrody Grammy w 5 kategoriach. Nagrała duety z Mary J. Blige i Snoop Doggiem.

Czytaj dalej #252 Jazmine Sullivan “Fearless” (2008)

#186 Selah Sue “Selah Sue” (2011)

Na początek jedna ciekawostka o mnie, autorce bloga. Nie, nie jestem fanką Justina Biebera czy Lady GaGi, o to się nie martwcie 😉 Zdradzę wam, co lubię robić w wolnym czasie. Często odwiedzam strony o muzyce jak np. muzyka.onet.pl i podbieram namiętnie gazetki “Empiku”. Szukam po prostu nowych, ciekawych artystów, których mogę wam później na blogu przedstawić. W takich też sposób natknęłam się na Selah Sue. Jest to belgijska wokalistka, która karierę zaczęła już w 2008 roku. Niestety, ze słabym skutkiem. Postanowiła spróbować jeszcze raz i wydała w tym roku płytę pt. “Selah Sue”. Mnie do siebie przekonała okładką oraz tym, że jej muzyka porównywana jest do tej Lauryn Hill, M.I.I. czy Eryki Badu, a samej wokalistki nie mógł nachwalić się Prince i Cee Lo Green. Selah Sue gra muzykę łączącą w sobie r&b, pop, soul oraz reggae. Jej głos przypomina mi ten Duffy. Tak samo oryginalny i przyciągający. No i tak samo dla niektórych osób denerwujący. Ale warto otworzyć się na coś nowego. Pierwszą jej piosenką, którą poznałam było “This World”. Jakieś kilka miesięcy temu. Prawie więc z krzesła spadłam, gdy zobaczyłam reklamę Kinder Bueno. Wykorzystali tam ten numer. Idealnie pasuje. Nic więc dziwnego, że “This World” szybko podbiło moje serce. Jest po prostu takie jak ja: mega tajemnicze, klimatyczne. Najbardziej podoba mi się początek, gdzie Selah śpiewa I fear real danger This world ain’t simple But I’m strong, I know how to get out And I’ll find my way ’cause ‘Cause it’s love, real simple And that’s how it works (PL: Czuję prawdziwe niebezpieczeństwo. Ten świat nie jest prosty, Ale jestem silna, wiem jak się wydostać I znajdę moją drogę, bo Bo to jest miłość, prawdziwie prosta I właśnie tak to działa). Nie jestem fanką reklam, ale gdy leci ta z tą piosenką, rzucam wszystko i biegnę oglądać. Oprócz “This World” jest tu kilka kawałków, które wręcz mną zawładnęły. Idąc po kolei: “Peace of Mind”, “Please” i “Just Because I Do”. “Peace of Mind” wyróżnia się rapowanymi wstawkami. Nie jest tego dużo, ale wystarczy, by zapamiętać i polubić ten numer. “Please” jest utworem – duetem. Selah wykonuje go z Cee Lo Green. O ile dobrze myślę, ten kawałek możemy znaleźć też na ostatniej płycie Cee Lo Green pt. “Lady Killer”. Piosenka kojarzy mi się z muzyką musicalową. Jest jakby dialogiem między dziewczyną a chłopakiem. Nie wydaje mi się wprawdzie, aby między Selah i Cee Lo Green zaiskrzyło, ale w piosence czuć niezłą chemię. Ich głosy idealnie się dopełniają – głęboki, męski należący do Cee Lo Green’a i dziewczęcy, oryginalny Selah Sue. Momentami mam jednak wrażenie, że wokalista przyćmił Selah. Mimo to uwielbiam ten numer <3 Ujęło mnie też “Just Because I Do”. Jest nieco tajemnicze. Podobają mi się szczególnie momenty, gdy Sue nie śpiewa, a mówi. Szczególnie w momencie pod koniec numeru: You wrapped your arms around my soul I could never live without you And now we’re waiting for the sun to come to melt this cold black snow All our dreams put on the shelves But I’m sure we’ll let them know Who we are (PL: Owijasz ramiona wokół mojej duszy nie mogłabym żyć bez Ciebie i teraz czekamy na słońce, co przyjdzie stopić ten lód czarny śnieg wszystkie nasze marzenia leżą na półkach ale jestem pewna, że damy im do zrozumienia kim jesteśmy). Właściwie nie ma tu piosenki, która by mi się nie podobała. Każda ma coś, co ją od pozostałych wyróżnia. “Mommy” jest zdecydowanie najspokojniejszym numerem. Wprawdzie głos Selah w balladach brzmi nieco zabawnie, ale tekst utworu z kolei jest piękny. Nie trzeba być po studiach polonistycznych, by go zinterpretować. Selah napisała tę piosenkę dla swojej mamy. Śpiewa m.in. And when I feel scared It seems that life is harder than I ever knew Yeah when I feel scared You are the only one Who knows just what to say So here am I to thank you (PL: I kiedy jestem przerażona, Życie wydaje się trudniejsze niż myślałam, Tak, kiedy jestem przerażona, Jesteś jedyną osobą, Która wie po prostu co powiedzieć, Więc jestem tu by Ci podziękować). Powiem wam, że ja na punkcie Selah całkowicie oszalałam. Uważam, że to nie tyle najlepszy i najciekawszy debiut 2011 roku, co ostatnich kilku. Klikam, że lubię.

#63, 64, 65 Cheryl Cole “Messy Little Raindrops” (2010) & Bruno Mars “Doo Wops & Hooligans” (2010) & Britney Spears “Oops!… I Did it Again” (2000)

Tytuł płyty jest uroczy. Okładka zachęcająca, oryginalna. Wnętrze? Jak już uparliście się, by zapoznać się z Cheryl Cole, włączcie sobie “3 Words”. Poprzedni album na tle tego wypada imponująco. Słuchając “Messy Little Raindrops” miałam wrażenie, że został nagrany dla zysku. Idealnie dopasowuje się do tego, co obecnie w muzyce jest modne. Taneczna muzyka, tanie bity, elektryczne ‘dodatki’. Ale czemu słuchacze mają cierpieć, bo ktoś postanowił sobie zarobić? Cheryl nie wyszła poza schemat. Nie dodała nic od siebie. Przy jej muzyce zamiast tańczyć zechciało mi się spać. Brakuje mi odrobiny szaleństwa. Tego czegoś, co wyróżniłoby Cheryl spośród innych wokalistek. Nie potrzebny był pośpiech przy nagrywaniu. Fani na pewno by się nie obrazili, gdyby płyta wyszła z rok później. Do tego czasu z pewnością Cheryl nagrałaby o niebo lepszy materiał. Tutaj piosenki są bardzo płytkie,nudne, zlewają się w jedno. Nie pomogli sławni goście – Travis McCoy (“Yeah Yeah”), Dizzee Rascal (“Everyone”), Will.I.Am (“Let’s Get Down”). Znalazły się tu dwa spokojniejsze utwory.Singlowe “The Flood”, które za dużej popularności nie zdobyło, oraz “Raindrops”, które całkiem mi się podoba. Głównie dlatego, że podczas słuchania tej piosenki nie miałam wyrzutów sumienia, że nie tańczę a może powinnam ;P Drugi singiel z tej płyty – “Promise This” – na tle pozostałych numerów wypada dobrze. Nawet przeboleję te “Alouette uetteuette Alouette uette uette“.

Bruno Mars jest obecnie jednym z najpopularniejszych wokalistów. A zadebiutował dopiero w zeszłym roku.Od razu zjednał sobie rzesze fanów. Głównie fanek. Ale ja nadal pozostaje oporna. Ani on przystojny, ani szczególnie utalentowany. Tyle się dobrego o nim powiedziało, że postanowiłam przesłuchać “Doo Wops & Hooligans”. Zły nie jest, słuchałam gorszych. Ale znów do wybitnych nie należy. Mocno średni. Jeśli chodzi o gatunki. Bruno Mars serwuje nam pop połączony z r&b,soulem i reggae. Podoba mi się to, że można przy tej płycie odpocząć, odprężyć się, wyluzować. Ja odpłynęłam chyba za bardzo, bo nijak nie pamiętam ośmiu (z dziesięciu) utworów. W pamięci pozostało mi okropne “Just The Way You Are” i nieco mniej popowe “Grenade”. Czyli single. Sięgnę jednak do notatek robionych podczas słuchania tej płyty. “Runaway Baby”pełne jest gitar, funkowego brzmienia. W piosence “The Lazy Song”Bruno Mars bezbłędnie odnalazł się w roli lenia 😉 Wokalista już dziś nazywany jest następca Michael’a Jacksona. Który to już z kolei? Fanką jego nie byłam. Marsowi jeszcze sporo brakuje. Jeśli chodzi o teksty piosenek. Niektóre wypadają przyzwoicie (“Marry You”), inne śmieszą. Jak choćby singlowe “Grenade”: I’d catcha grenade for ya. Throw my hand on the blade for ya. I’d jump in front of atrain for ya (PL: Złapałbym dla ciebie granat Dałbym sobie dla ciebie uciąć rękę Skoczyłbym pod pociąg dla ciebie). Kurczę, zdesperowany. Płyta już dzisiaj jest hitem. Dobrze się tego słucha, ale całość wypada nużąco.

 

Ups, Britney. Zrobiłaś to ponownie. Znów nagrałaś album, po który ustawią się nastolatki. Ale czy trzeba tak na nich żerować? Oni też mają uszy i prawo do otrzymywania dobrej muzyki. A tym czasem piosenkarka ma talent do nagrywania płyt, po których przesłuchaniu bolą mnie uszy. Britney przez rok nie zrobiła żadnych postępów. To, co wybaczyłam jej w przypadku debiutu, tu potraktuję surowiej. Mamy tutaj przykład słodkiego (ałć, zęby bolą) popu, teen popu oraz kiepskiego dance’u (“What U See (Is What U Get)”, “Can’t Make You Love Me”, “Don’t Go Knockin’ on My Door”). Sporo tu przesłodzonych ballad (“When Your Eyes Say It”, “Dear Diary”, “Where Are You Now”). Zawsze interesowały mnie czyjeś sekrety, pamiętniki. Ten od Alicii Keys łyknęłam z przyjemnością.”Dear Diary” Britney rozpoczyna się, tak, wy już wiecie. Tak jak zaczyna się pamiętnik potencjalnej 10-11 latki: Dear diary Today I saw a boyAnd I wondered if he noticed me He took my breath away (PL: Drogi Pamiętniku Dzisiaj spotkałam chłopaka i zastanawiałam się , czy mnie zauważył.On zabrał mi oddech.). Podoba mi się jeden, jak to nazwać, efekt zastosowany w “Heart”, “What U See (Is What U Get)”, “Oops!… I Did It Again”. Chodzi mi tu o…rozmowy. Czasem telefoniczne, czasem pomiędzy nią a koleżankami na imprezie. Najbardziej jednak zastanawia mnie, co robi tu cover piosenki The Rolling Stones “(I Can’t Get No) Satisfaction”. Czemu właściwie Britney zainteresowała się tym utworem? Prędzej widziałabym ją w czymś od Madonny. Zabierać się za rock and rollowy utwór? Ryzykownie. Jakoś się jednak wybroniła. Da się tego słuchać. Za najlepszą piosenkę uznaję tytułowy utwór “Oops!… I Did It Again”. Głównie z sentymentu. Był to bowiem pierwsza kompozycja Britney, którą poznałam.