#711 Queens of the Stone Age “…Like Clockwork” (2013)

I want God to come and take me home, cause I’m all alone in this crowd – takimi słowami zaczyna się “The Vampyre of Time and Momory”, nagranie z “…Like Clockwork”, płyty, którą tak samo mocno uwielbiam, co nienawidzę. Niemożliwe? To porządne wydawnictwo za każdym razem przypomina mi chwile, kiedy czułam się równie samotnie co podmiot liryczny wspomnianej kompozycji. Odnaleźć uśmiech i uporać się z lękami pozwolił mi właśnie ten album, zamykając w sobie moje negatywne emocje. Są one jednak uwalniane za każdym wciśnięciem play, niczym te nieszczęścia z mitycznej puszki Pandory. Ale jednocześnie ciężko usunąć tę płytę z wyobraźni i serca.

Czytaj dalej #711 Queens of the Stone Age “…Like Clockwork” (2013)

#681 M.I.A. “Matangi” (2013)

Zatytułowała już albumy na cześć swojego ojca i matki. Za nazwę trzeciego posłużyło jej przezwisko a na okładce czwartego wylądowało jej pełne imię. Matangi, znana lepiej jako M.I.A. od lat należy do najważniejszych postaci we współczesnej muzyce, choć jej piosenki nie stają się przebojami, a płyty nie znajdują wielu nabywców. Po wakacjach na sklepowe półki ma wjechać kolejna, lecz zanim przeczytacie u mnie, co o niej sądzę, zatrzymam się jeszcze na chwilkę przy wydanej w 2013 roku “Matangi”. Kiedy, jeśli nie teraz?

Czytaj dalej #681 M.I.A. “Matangi” (2013)

#657 Rhye “Woman” (2013)

Duński zespół Quadron, którego członkiem jest Robin Hannibal, nagrywał nową płytę, kiedy wytwórnia (w barwach której działali) podsunęła im pomysł stworzenia co nieco z innym artystą, który do niej przynależał – Mikem Miloshem. Hannibal szybko dogadał się z nowym kolegą i kilka dni po pierwszym spotkaniu wpadli na pomysł, że warto byłoby razem pobawić się w studiu. Efektem ich współpracy jest duet Rhye, który z początku wrzucał pojedyncze kompozycje do Internetu, badając, jak reagują na nie słuchacze. Odbiór był bardzo pozytywny, i niedługo potem do sprzedaży trafiła ich debiutancka płyta “Woman”.

Czytaj dalej #657 Rhye “Woman” (2013)

#656 Arcade Fire “Reflektor” (2013)

Trzy lata temu świat dwa razy się zatrzymał. W pierwszej połowie 2013 roku, bo płytę po dziesięciu latach przerwy wydawał David Bowie. Kilka miesięcy później, bo z nowym wydawnictwem powracała kanadyjska ikona alternatywnego rocka – kapela Arcade Fire, która od dekady prowadzi zwycięski marsz ku tytułowi “największego zespołu świata”. “Reflektor”, czwarty album w karierze grupy, przez wiele osób określony został mianem jednego z najważniejszych krążków 2013 roku. Na początku bardzo mnie te euforyczne opinie dziwiły, i gdybym wówczas brała się za recenzję longplay’a, więcej byłoby w niej gorzkich słów. Jednak “Reflektor” to taka płyta, o której lepiej pisać kilka lat po premierze.

Czytaj dalej #656 Arcade Fire “Reflektor” (2013)

Birdy – słowik z Wysp Brytyjskich | #653, 654 Birdy “Fire Within” (2013) & “Beautiful Lies” (2016)

Jasmine Lucilla Elizabeth Jennifer van den Bogaerde, którą świat poznał jako Birdy, zaczynała karierę w wieku, w którym młody człowiek najbardziej pozostaje pod naciskiem oraz presją otoczenia i “autorytetów”. Wokalistce poszczęściło się – wspierająca ją wytwórnia płytowa nie miała ambicji zrobić z niej konkurencji dla Seleny Gomez czy Demi Lovato. Birdy pozostała sobą, przez co publiczność szybko jej zaufała.

Czytaj dalej Birdy – słowik z Wysp Brytyjskich | #653, 654 Birdy “Fire Within” (2013) & “Beautiful Lies” (2016)

#644 John Legend “Love in the Future” (2013)

John Legend, laureat Oscara, posiadacz Złotego Globu i dziesięciu nagród Grammy, powrócił w 2013 roku po pięciu latach przerwy z nowym albumem. Mało jednak czasu poświęcił na słodkie nicnierobienie, bo w międzyczasie zdążył nagrać z The Roots pełen znakomitych coverów krążek “Wake Up!” i zaśpiewać u boku takich artystów jak Kanye West, Stevie Wonder, Melanie Fiona, Snoop Dogg i Herbie Hancock. W międzyczasie znalazł chwilę na miłość. Zaręczył się i nagrał płytę o swoim szczęściu.

Czytaj dalej #644 John Legend “Love in the Future” (2013)

#642 Bastille “Bad Blood” (2013)

Wybuch popularności brytyjskiej kapeli Bastille został przeze mnie trochę zlekceważony. Single zespołu kojarzyłam jedynie z tytułów, nie potrafiłam ani jednego zanucić, a fakt, że grupa wydała płytę, dotarł do mnie dopiero, kiedy w sklepach pojawiła się jej reedycja. Słowem – nie zaufałam chłopakom z Bastille na tyle, by zagłębiać się w ich twórczość. Jednak nawet mi ciężko jest ich ignorować, kiedy widzę, jak wielką publiczność przyciągają ich koncerty. Może i ja kiedyś się na jakiś wybiorę, tym bardziej, że grupa pojawi się na Open’erze? Oczywiście pod warunkiem, że płyta przypadnie mi do gustu. Czas to sprawdzić.

Czytaj dalej #642 Bastille “Bad Blood” (2013)