RECENZJA: Lily Forte “Don’t Gild the Lily” (2026) (#1700)

Album “Don’t Gild the Lily” amerykańskiej wokalistki Lily Forte już samym tytułem zdaje się zdradzać swoje główne przesłanie. Nawiązując do słów Williama Szekspira – to gild the lily – artystka przypomina, że nie wszystko wymaga upiększania. Czasem nadmiar ozdób czy emocji  potrafi jedynie zniszczyć to, co od początku było autentyczne i piękne. Ciekawa byłam, czy znajduje to swoje potwierdzenie w samych utworach młodej Amerykanki.

Jazz pop o filmowym, postarzanym klimacie wypełnia tytułowe, zapadające w pamięć nagranie tytułowe. Kolejną piosenką Forte wkracza na surowsze, soft rockowe terytorium – “Stardust” jest kompozycją porywającą, a zarazem marzycielską. Ciepłe gitary w blues popowym stylu zdominowały “Florida’s Finest”, podczas gdy utwór “The Luckiest” wrzuciły do szufladki z napisem indie folk. Country folk z big bandowym twistem zdominował “Miles to Go”. Gitary w psychodelicznym wydaniu zabierają nas w podróż do lat 60. w nostalgicznym ukłonie dla Hendrixa i Joplin, “Jimi and Janis”. 

Moimi ulubionymi momentami wydawnictwa są nagrania “Golden Sunshine”, “Out of the Blue” oraz “Loners on the West”. Pierwsza z propozycji to leniwy, kołyszący retro pop o atmosferze kończącego się lata. Masywniejsze “Out of the Blue” jest break up song, której może i aranżacyjnie daleko do smutnych klimatów, lecz w której w głosie Forte wyczuć można sporo żalu (Sayin’ you’ll stay right here forever/Only till you found something better). “Loners on the West” jest zaś rozkwitającym mimuta po minucie kawałem americany. Płytę dopełniają dwie ballady – kameralne “Baby Burnt Us Down” oraz soulujące, ponadczasowe “Beauty in Everything” z całkiem pozytywnym zakończeniem, które jednak ciężko od razu dostrzec.

Krążek “Don’t Gild the Lily” działa jak krótka nocna przejażdżka kabrioletem przez Beverly Hills – pełna melancholii i romantyzowania świata, który dawno już przeminął. Lily Forte świadomie buduje tę filmową scenografię, zanurzając swoje piosenki w vintage’owym popie, soulu, jazzie i wpływach rock & rolla. Największą siłą albumu pozostaje jego żywe, organiczne brzmienie. Słychać tu prawdziwe instrumenty, emocje i autentyczność, której brakuje wypielęgnowanym produkcjom. Ciekawa jest sama charakterystyczna maniera wokalna Forte, która momentami przywoływać może skojarzenia z nieodżałowaną Amy Winehouse – nie ma jednak mowy o kopiowaniu legendy. Zamiast tego Lily tworzy swój własny świat – nostalgiczny, czasami elegancki i lekko rozmyty. Będący niczym wspomnienie starego Hollywood oglądanego przez szybę jadącego auta.

Warto: Golden Sunshine & Out of the Blue

______________
Kroki milowe

#001 Rihanna Rated R
#100 Jennifer Lopez Love?
#200 Joss Stone Introducing Joss Stone
#300 Leona Lewis Glassheart
#400 Jessie J Alive
#500 Charli XCX True Romance
#600 Janet Jackson The Velvet Rope
#700 Frank Ocean channel ORANGE
#800 Leonard Cohen Death of a Ladies’ Man
#900 Ravyn Leane Crush
#1000 Melanie Martinez K-12
#1100 Einstürzende Neubauten Alles in Allem
#1200 Sanah Irenka
#1300 Rammstein Zeit
#1400 Boygenius The Record
#1500: Remi Wolf Big Ideas
#1600 Matt Berninger Get Sunk

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *