RECENZJA: Rammstein “Zeit” (2022) (#1300)

Dla jednych imienna płyta, dla drugich album-zapałka, a dla jeszcze innych pozbawiony jakiegokolwiek tytułu krążek. Jakkolwiek siódme studyjne wydawnictwo niemieckiego zespołu Rammstein by się nie nazywało, sprawiło, iż zainteresowałam się twórczością kapeli. Na kolejną cegiełkę budującą ich dyskografię nie musieliśmy długo czekać. Grupa wykorzystała czas, jaki dała jej pandemia i zmajstrowała nowy album – nieprzypadkowo zatytułowany “Zeit”.

Album z 2019 roku (przyjmuję, iż jego tytuł to po prostu “Rammstein”) był krążkiem pełnym niespodzianek. Obok stadionowych numerów pokroju “Deutschland” czy “Zeig dich” pojawiały się przejmujące “Diamant” i “Hallomann” oraz bezwstydnie przebojowe, flirtujące z taneczną elektroniką “Radio” i “Ausländer”. Pod względem tej dźwiękowej i tematycznej różnorodności tegoroczne “Zeit” ustępuje swemu poprzednikowi. Płyta jest cięższa, bardziej gitarowa i spójniejsza. A przewijający się w wielu kompozycjach motyw upływającego czasu sprawia, że nad całością utrzymuje się delikatnie refleksyjny nastrój.

Pierwsze trzy piosenki tworzą przejmujący muzyczny krajobraz. Dynamiczne, marszowe, podbite klawiszami “Armee der Tristen” dziwie podnosi na duchu. Zachwyca nostalgiczne “Zeit” wystawiające na pierwszy plan dźwięki pianina i gorzki, obolały wokal Tilla Lindemanna. Wielka ballada dorównująca takim nagraniom jak “Mutter” czy “Ohne dich”. Perełką jest i mroczne nagranie “Schwarz”, którego podmiot liryczny zdaje się odnajdywać szczęście i spokój tylko po nadejściu nocy. Mieszane uczucia budzi elektro-rockowe “Giftig” – kompozycja wpadająca w ucho, lecz lekko prymitywna. Lepiej na podobnie komediowym polu wypada miksujące gitarowe riffy z syntezatorami “Zick Zack”, w którym zespół wyśmiewa uzależnienie od operacji plastycznych i przesadzone podążanie za młodym wyglądem.

Komu mało tego metalowego kopa, ten zainteresować się powinien ciężkim, rozpędzonym “OK”; lekko paranoicznym “Angst” (jeden z najlepszych występów Tilla na albumie) czy industrialnym “Dicke Titten” – w przypadku tego ostatniego utworu niech nie zmyli was ta wesoła melodyjka wprost z Bawarii. Dziwne emocje zostają po wysłuchaniu ponurego “Meine Tränen” traktującego o dorosłym mężczyźnie wciąż mieszkającym z okrutną matką. Do gustu nie przypadło mi za to “Lügen”, w którym senne wręcz zwrotki zestawiono z podbitym autotunem, podniosłym refrenem. Powrotem wysokiej formy jest “Adieu” – jak się żegnać, to w takim stylu. Piosenka była jedną z pierwszych, jakie zapadły mi w pamięć po wysłuchaniu “Zeit”.

Zerkając na zamykający album numer czy towarzyszące mu wcześniej kompozycje, w których tak chętnie Till Lindemann i spółka pochylają się nad przemijaniem i przesuwającymi się z szybkością światła wskazówkami zegara można pomyśleć, iż Rammstein powoli wybierają się na muzyczną emeryturę. Oby tak się nie stało, gdyż w działającym przeszło ćwierćwiecze zespole wciąż tkwi sporo energii i tli się ogień. “Zeit” nie ruszyło mnie na razie tak, jak wiele pozostałych dokonań Niemców, ale i z tego krążka zabieram dla siebie pojedyncze utwory.

Warto: Zeit & Schwarz & Angst

______________________

Kroki milowe

#001 Rihanna Rated R
#100 Jennifer Lopez Love?
#200 Joss Stone Introducing Joss Stone
#300 Leona Lewis Glassheart
#400 Jessie J Alive
#500 Charli XCX True Romance
#600 Janet Jackson The Velvet Rope
#700 Frank Ocean channel ORANGE
#800 Leonard Cohen Death of a Ladies’ Man
#900 Ravyn Leane Crush
#1000 Melanie Martinez K-12
#1100 Einstürzende Neubauten Alles in Allem
#1200 Sanah Irenka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *