RECENZJA: Leigh-Anne “My Ego Told Me To” (2026) (#1680)

Leigh-Anne Pinnock przez lata była częścią jednego z najpopularniejszych girlsbandów XXI wieku, Little Mix. Po zawieszeniu działalności grupy kolejne wokalistki zaczęły jednak sprawdzać się solo, a Leigh-Anne jest już trzecią z nich z pełnoprawnym debiutem. Oczekiwania są spore, zwłaszcza że Jade wysoko zawiesiła poprzeczkę albumem “That’s Showbiz Baby!”, na którym połączyła popową przebojowość z odważnymi eksperymentami. Na tym tle “My Ego Told Me To” staje się nie tylko nowym rozdziałem w karierze Leigh-Anne, ale też próbą zdefiniowania jej własnej artystycznej tożsamości i udowodnieniem, że też ma coś ciekawego do zaprezentowania.

Czytaj dalej RECENZJA: Leigh-Anne “My Ego Told Me To” (2026) (#1680)

RECENZJA: Lor “Pele-mele” (2026) (#1679)

Polski girlsband Lor wraca z pierwszą od 2024 roku płytą wyciągając z szuflady zeszyt pełen dawnych emocji i sentymentów, którego koncept na początku XXI wieku bił rekordy popularności (u mnie znany jako złote myśli, dziewczyny prezentują go jako pele-mele). To gest w stronę przeszłości, ale też sprawdzian – czy nostalgia to tylko bezpieczna przystań, czy realna wartość, którą można jeszcze twórczo przetworzyć? Sięgając po album “Pele-mele” czuję się trochę tak, jakby Lor prosiły mnie o wpis do ich własnego notesu, a jednym z zawartych w nim pytań jest to, co sądzę o ich premierowych nagraniach.

Czytaj dalej RECENZJA: Lor “Pele-mele” (2026) (#1679)

RECENZJA: Bruno Mars “The Romantic” (2026) (#1678)

Minie za moment dekada od premiery płyty “24K Magic“, która uczyniła z Bruno Mars maszynę do hitów i współczesnego showman. Od tamtej pory nie dostaliśmy od niego pełnoprawnego, solowego albumu. Były za to duety – jedne rozczarowujące i sprawiające wrażenie artystycznych pomyłek (“APT.”, “Fat Juicy & Wet”), inne z miejsca aspirujące do miana klasyków (“Die With a Smile”). Po drodze pojawił się też projekt Silk Sonic i ich dopracowana retro-soulowa płyta “An Evening with Silk Sonic”. “The Romantic” jest więc czymś więcej niż tylko kolejną premierą. To powrót do gry na własnych zasadach. To pierwszy moment od 2016 roku, kiedy Bruno Mars znów w pełni bierze odpowiedzialność za swoje nazwisko na okładce. Z jakim skutkiem?

Czytaj dalej RECENZJA: Bruno Mars “The Romantic” (2026) (#1678)

RECENZJA: Alizée “Gourmandises” (2000) (#1677)

Debiutancki album Alizée, “Gourmandises”, jest jedną z tych płyt, które nie powstały przypadkiem. Za jej narodzinami stoi historia jak z popowej bajki – młoda wokalistka została zauważona w programie talent show, gdzie jej głos przyciągnął uwagę dwóch potężnych nazwisk francuskiej sceny, producenta Laurent Boutonnat oraz ikony piosenki Mylène Farmer. Zafascynowani jej potencjałem, wzięli ją pod swoje skrzydła i stworzyli produkt, który w 2000 roku  wprowadził sporo świeżości we francuskim popie. “Gourmandises” nie jest więc jedynie debiutem nastoletniej dziewczyny, ale starannie wyreżyserowanym wejściem na scenę.

Czytaj dalej RECENZJA: Alizée “Gourmandises” (2000) (#1677)

RECENZJA: Harry Styles “Kiss All the Time. Disco, Occasionally” (2026) (#1676)

Powrót Harry’ego Stylesa z nowym albumem to zwykle wydarzenie samo w sobie. Od momentu rozpoczęcia solowej kariery każda jego płyta wywoływała ogromne zainteresowanie. Tym razem wyczuwam coś innego, choć niewątpliwie “Kiss All the Time. Disco, Occasionally” narobi szumu. Pierwszy krążek Brytyjczyka od 2022 roku ukazuje się w momencie, gdy artysta nie stoi już tak pewnie na piedestale ulubieńca publiczności. W ostatnich miesiącach wokół artysty narosło sporo napięć – rezydencja zamiast pełnoprawnej trasy, wysokie ceny biletów oraz singiel, który spotkał się z mieszanymi reakcjami. Sprawdzam, czy nie położyło się to cieniem na jego nowym wydawnictwie.

Czytaj dalej RECENZJA: Harry Styles “Kiss All the Time. Disco, Occasionally” (2026) (#1676)

RECENZJA: Betty Davis “They Say I’m Different” (1974) (#1675)

Lata 70. Prężnie rozwija się funkowa scena, a jej przedstawicielami wspominanymi po dziś dzień są m.in. James Brown, Nile Rodgers, Sly and the Family Stone czy Earth, Wind & Fire. W tym zdominowanym przez mężczyzn środowisku pojawiła się postać, którą dziś historia wspomina niechętnie. Betty Davis, muzyczna outsiderka, pisała własne teksty, decydowała o brzmieniu i nie miała zamiaru nikogo uwodzić gładkimi melodiami. Śmiało burzyła ówczesne wyobrażenia o roli kobiety w czarnej muzyce popularnej. Nie spotkała się wówczas ze zrozumieniem, ale pora przypomnieć jej twórczość i przedstawić ją kolejnym pokoleniom.

Czytaj dalej RECENZJA: Betty Davis “They Say I’m Different” (1974) (#1675)

RECENZJA: Absolutely “Paracosm” (2026) (#1674)

Absolutely, a właściwie Abby-Lynn Keen, mimo młodego wieku ma za sobą więcej branżowego doświadczenia niż wielu wykonawców z kilkuletnim stażem scenicznym. Gościnne występy (usłyszeć ją możemy m.in. u Tinashe czy Mariny), pisanie tekstów dla innych, praca w studiu – to wszystko było jej codziennością na długo przed tym, zanim zaczęła budować własny dźwiękowy świat. Nie da się też pominąć faktu, że dorastała w cieniu ogromnego sukcesu swojej siostry, Raye. Dla jednych to przepustka, dla innych ciężar. Absolutely musi pracować dwa razy ciężej by odpadła od niej łatka siostry jednej z najważniejszych współczesnych artystek. Czy płyta “Paracosm” w tym pomoże?

Czytaj dalej RECENZJA: Absolutely “Paracosm” (2026) (#1674)

RECENZJA: Mumford & Sons “Prizefighter” (2026) (#1673)

Wielu rzeczy spodziewałam się w tym roku, ale na pewno nie tego, że brytyjska kapela Mumford & Sons tak szybko wypuści nowy album. Od “Rushmere” nie minął nawet rok, a Mumfordzi już niecierpliwili się, by oddać w nasze ręce porcję nowych kompozycji. Te zebrane zostały pod szyldem “Prizefighter”. Zespół, który ponad dekadę temu wypełniał stadiony i dominował na listach bestsellerów, dziś działa z innej pozycji – bez masowej euforii, za to z wyraźną potrzebą ponownego zdefiniowania relacji z publicznością i odbudowania zaufania słuchaczy.

Czytaj dalej RECENZJA: Mumford & Sons “Prizefighter” (2026) (#1673)

RECENZJA: Willow “Petal Rock Black” (2026) (#1672)

Po wyraźnym zwrocie ku jazzowym inspiracjom na albumie “Empathogen” z 2024 roku, Willow konsekwentnie rozwija ten kierunek na tegorocznym “Petal Rock Black”. Nowa płyta, tworzona przez półtora roku, jest w dużej mierze jej autorskim i samodzielnie wykonanym projektem – artystka nie tylko napisała materiał, ale też zagrała na kilku instrumentach. To dojrzała, świadoma kontynuacja obranej ścieżki, w której jazz staje się jednym z języków jej ekspresji. Choć w mało oczywistym wydaniu.

Czytaj dalej RECENZJA: Willow “Petal Rock Black” (2026) (#1672)

RECENZJA: Sunday (1994) “Sunday (1994)” (EP) (2024) (#1671)

1994 rok przyniósł nam takie albumy, które uwielbiam, jak “Live Through This” Hole, “Let Love In” Nick Cave and the Bad Seeds czy “Grace” Jeff Buckley. Nic więc dziwnego, że gdy zobaczyłam nazwę zespołu Sunday (1994) – tak, rok faktycznie pojawia się w nawiasie – zaczęłam wyobrażać sobie, że odniesień do mojej ulubionej dekady może być w jej twórczości sporo. Kapelę tworzą wokalistka Paige Turner oraz gitarzysta Lee Newell, którzy dzielą swoje życie między Los Angeles a Wielką Brytanią. Imienną epką wydaną w 2024 roku próbowali wkupić się w łaski słuchaczy.

Czytaj dalej RECENZJA: Sunday (1994) “Sunday (1994)” (EP) (2024) (#1671)