Na początku lat 80. Grace Jones wykonała zdecydowany ruch – zerwała bowiem z estetyką disco, która wcześniej definiowała jej wizerunek. Płyta “Warm Leatherette” zapoczątkowała odejście artystki od tanecznej stylistyki lat 70. przy jednoczesnym zanurkowaniu w chłodne wody new wave, elementów rocka czy reggae. To, co naszkicował ten album, kolorem wypełnił krążek “Nightclubbing”, który ukazał się po roku. Wypominanie mu wieku jest jednak nie na miejscu. Jones udało się stworzyć spójny materiał, który nie brzmi jak produkt swojej epoki. Ten chłód, dyscyplina i miejski charakter pozostają aktualne dekady później.
Czytaj dalej RECENZJA: Grace Jones “Nightclubbing” (1981) (#1691)




Kto by przypuszczał, że po lekkiej, stojącej blue eyed soulowymi i rhythm’and’bluesowymi nagraniami erze “Young Americans” David Bowie wpadnie w takie kłopoty. W jego życiu pojawiły się narkotyki, lecz uzależnienie od nich nie zachwiało artystycznymi zdolnościami Brytyjczyka. Ten zdążył nie tylko kompletować materiał na jubileuszowy, dziesiąty album, ale i wystąpić w filmie “Człowiek, który spadł na ziemię”. Z tych czasów pamiętał ponoć niewiele, ale za to nam zostało dzieło, które z tej pamięci wyrzucić dość trudno.