RECENZJA: FKA twigs “Eusexua Afterglow” (2025) (#1654)

Kiedy w styczniu 2025 roku płyta “Eusexua” ujrzała światło dzienne, nie spodziewałam się, że projekt FKA twigs dopiero się rozkręca. Początkowo brytyjska wokalistka planowała wydanie jego reedycji (tak zwanej “Deluxua”) z dodatkowymi utworami, lecz z czasem jej wizja ewoluowała, co tylko udowadnia, jak nieprzewidywalna jest artystka. Zamiast typowego deluxe, “Eusexua Afterglow” przekształciło się w zupełnie nowy, autonomiczny album – czwarty w jej dyskografii. W ten sposób płyta stała się nie tylko dopełnieniem poprzedniczki, ale jej pełnoprawnym następcą.

Czytaj dalej RECENZJA: FKA twigs “Eusexua Afterglow” (2025) (#1654)

RECENZJA: Alexandra Savior “Beneath the Lilypad” (2025) (#1653)

Kariera amerykańskiej wokalistki Alexandry Savior od samego początku naznaczona była obecnością wielu znanych osób z branży muzycznej. Już w 2012 roku jeden z nagranych przez nią coverów wpadł w ucho Courtney Love, a jej debiutancki album powstał przy pomocy Alexa Turnera (tak, tego z Arctic Monkeys) i Jamesa Forda. Za kolejnym wstawił się sam Danger Mouse. Mimo tego na próżno szukać nazwiska Savior w gronie największych gwiazd współczesnego alternatywnego popu.

Czytaj dalej RECENZJA: Alexandra Savior “Beneath the Lilypad” (2025) (#1653)

RECENZJA: Stella Donnelly “Love and Fortune” (2025) (#1652)

Australijska wokalistka i songwriterka Stella Donnelly zaliczyła przed kilkoma laty niezły start. Jej indie popowa płyta “Beware of the Dogs” zebrała niezłe recenzje i wprowadziła artystkę na niezależne listy przebojów. Odpowiedniemu przyjęciu i promocji drugiej, “Flood”, przeszkodziła światowa pandemia. Dziś Donnelly prezentuje krążek numer trzy z perspektywy wykonawcy, który ponownie chce zainteresować sobą słuchaczy.

Czytaj dalej RECENZJA: Stella Donnelly “Love and Fortune” (2025) (#1652)

RECENZJA: Celeste “Woman of Faces” (2025) (#1651)

Po czterech latach od premiery “Not Your Muse” Celeste, wokalistka o brytyjsko-jamajskich korzeniach, wraca z albumem “Woman of Faces”. Jej poprzednia płyta, choć pełna obietnic i pochwał krytyków, nie wyniosła artystki na ten poziom gwiazdorskiej rozpoznawalności, którego wielu – być może także ona sama – się spodziewało. Miała być bowiem postacią, którą Brytyjczycy postawiliby w jednym rzędzie z Adele i Amy Winehouse. Tak się nie stało i być może te chłodniejsze przyjęcie sprawiło, że Celeste długo zwlekała z wydaniem drugiego albumu. W końcu jest i samą siebie określa mianem kobiety o wielu twarzach.

Czytaj dalej RECENZJA: Celeste “Woman of Faces” (2025) (#1651)

RECENZJA: Siouxsie and the Banshees “A Kiss in the Dreamhouse” (1982) (#1650)

W 1982 roku brytyjska formacja Siouxsie and the Banshees weszła do studia nie tylko po to, by nagrać kolejną płytę, ale by dalej przesuwać własne granice i w pełni skorzystać z dobrodziejstw pracy w tymże miejscu. Rok po mroczniejszym albumie “Juju” Susan Janet Ballion i spółka zmontowali materiał, który wciąż ma ten gotycki vibe, lecz w zmysłowym wydaniu, a eksperymenty nie wymykają się spod kontroli, lecz tworzą piękny, barokowy krajobraz.

Czytaj dalej RECENZJA: Siouxsie and the Banshees “A Kiss in the Dreamhouse” (1982) (#1650)

RECENZJA: Rosalía “LUX” (2025) (#1649)

Rosalía, hiszpańska wokalistka jest gwiazdą pop, która z każdą kolejną płytą coraz mocniej chce uciec od tej łatki. Jej kariera, choć niedługa, jest już pasmem artystycznych metamorfoz. Zamiast odcinać kupony od minionych sukcesów, ona za każdym razem zaczyna od zera, otwierając nowy rozdział pełen ryzyka i świeżych pomysłów. “LUX”, najnowszy krążek Hiszpanki, jest tego idealnym przykładem. Po eksperymentalnym “Motomami” Rosalía ucieka od elektronicznych brzmień w stronę klasyki. Wokalistka ponownie wymyśliła siebie na nowo.

Czytaj dalej RECENZJA: Rosalía “LUX” (2025) (#1649)

RECENZJA: Demi Lovato “It’s Not That Deep” (2025) (#1648)

Demi Lovato po raz kolejny zmienia kierunek. I to znów gwałtownie. Jeszcze niedawno z pasją grzebała swoje popowe ja, odcinając się od chwytliwych refrenów i radiowych hooków (płyta “Holy Fvck” z 2022 roku), skręcając w stronę krzyku, gitar i punk rocka. Teraz jednak wraca do miejsca, z którego uciekła – na listy przebojów i wypolerowanych produkcji. “It’s Not That Deep” brzmi więc jak kolejny rozdział w dyskografii artystki, która wciąż zdaje się szukać siebie. Lovato jest więc niczym chorągiewka na popkulturowym wietrze. Czy w tej niekonsekwencji jest metoda?

Czytaj dalej RECENZJA: Demi Lovato “It’s Not That Deep” (2025) (#1648)

RECENZJA: Florence + The Machine “Everybody Scream” (2025) (#1647)

Kiedy w 2022 roku Florence + the Machine wydali “Dance Fever”, ponownie, po latach chłodniejszych uczuć, zakochałam się w ich muzyce. Ten album tchnął w zespół nową energię, przypominając mi, dlaczego przed laty dałam się porwać pełnemu dramatyzmu i intensywności światu rudowłosej Welch. Nic więc dziwnego, że na ich tegoroczny krążek, “Everybody Scream”, czekałam niecierpliwie. Tym bardziej że Florence zapowiadała inspiracje magią, czarami i ludowymi strachami, co brzmiało jak skok do mrocznego uniwersum. Chciałam znów poczuć ten dreszcz, euforię, która towarzyszy niemalże każdemu refrenowi serwowanemu przez brytyjską kapelę.

Czytaj dalej RECENZJA: Florence + The Machine “Everybody Scream” (2025) (#1647)

BONUSLAND: Marina “Princess of Power”

Kiedy na początku 2025 roku Marina zapowiedziała premierę swojej nowej płyty, ogarnęła mnie delikatna euforia – w końcu Brytyjka jak mało kto zna się na tworzeniu smacznego popu, o czym udowadniała chociażby na swoim poprzednim krążku, “Ancient Dreams in a Modern Land”. “Princess of Power” okazało się być jednak albumem poniżej oczekiwań. Ja jednak przekonać się chcę, czy jego rozbudowana edycja skrywa dźwiękowe diamenciki.

Czytaj dalej BONUSLAND: Marina “Princess of Power”

RECENZJA: Sevdaliza “Heroina” (2025) (#1646)

Po kilku latach artystycznego błądzenia Sevdaliza wraca z albumem, którym na nowo chce się wkupić w moje łaski. Irańska wokalistka po wydanym w 2020 roku naprawdę dobrym krążku “Shabrang” zdawała się tracić swój muzyczny zmysł, który wcześniej kierował ją w stronę alternatywnych, awangardowych, rhythm’and’bluesowych brzmień. Utknęła na mieliźnie serwując często nieciekawe, pozbawione emocjonalnej głębi i większej spójności piosenki. Na jej trzeci album, “Heroina”, nie czekałam więc z utęsknieniem, ale przez wzgląd na dawną sympatię postanowiłam sprawdzić, czy Sevda Alizadeh znalazła tę iskrę, która wprowadziła ją lata temu na artystyczny szczyt.

Czytaj dalej RECENZJA: Sevdaliza “Heroina” (2025) (#1646)