RECENZJA: Maple Glider “To Enjoy Is the Only Thing” (2021) (#1223)

Życie pochodzącej z Australii Tori Zietsch to gotowy scenariusz na niezły film o poszukiwaniu własnej tożsamości i życiowego celu. Wokalistka, która przyjęła pseudonim Maple Glider, uciekła z sekty religijnej i podróżowała po świecie (m.in. Azji), by zbiegiem przypadku osiąść w wygooglowanym Brighton na południowym wybrzeżu Wielkiej Brytanii. Pracowała jako kelnerka, a po godzinach pisała piosenki. Złożyły się ona na jej debiutancki album.

Czytaj dalej RECENZJA: Maple Glider “To Enjoy Is the Only Thing” (2021) (#1223)

RANKING: 10 (niesinglowych) piosenek, za które Arianę Grande da się lubić

O Arianie Grande powiedzieć można naprawdę dużo. Że plastikowa, że sztuczna, że hurtowo produkuje zestawy podobnych do siebie piosenek. Ja sama nie jestem fanką jej wizerunku, ale doceniam głos, który często przypominał mi o Mariah Carey. Artystka ma talent, choć nie wszystkie jej utwory to potwierdzają. Wybrałam jednak dla was dziesiątkę, która nie była singlami, ale nierzadko wypada lepiej niż jej najpopularniejsze kawałki.

Czytaj dalej RANKING: 10 (niesinglowych) piosenek, za które Arianę Grande da się lubić

RECENZJA: Tom Odell “Monsters” (2021) (#1222)

Zarejestrowane podczas licznych lockdown’ów płyty będą spływać jeszcze pewnie przez dłuższy czas. Przerwę od wszelakiej pozadomowej aktywności wykorzystał i Tom Odell – pochodzący z Wielkiej Brytanii wokalista, który w 2013 roku oczarował nas swoimi nastrojowymi nagraniami pokroju “Another Love” czy “Grow Old With Me”. Swoją czwartą studyjną płytę zarejestrował w domowym zaciszu, przy wykorzystaniu tego, co miał pod ręką. Efekt jest dość osobliwy.

Czytaj dalej RECENZJA: Tom Odell “Monsters” (2021) (#1222)

RECENZJA: Mary J. Blige “Mary” (1999) (#1221)

Kariera Mary J. Blige po wydaniu przełomowego debiutu “What’s the 411?” szybko mogła runąć. Walcząca z wieloma personalnymi problemami artystka rozumiała jednak, że kluczem do lepszego życia jest muzyka, która często pełni funkcję terapeutyczną. O tym był właśnie album “My Life”. Jego następca, “Share My World”, przedstawiał nam już szczęśliwszą Blige. Ten spokój udzielił się artystce również podczas kompletowania “Mary” – płyty, którą pomachała na pożegnanie słodko-gorzkim latom 90.

Czytaj dalej RECENZJA: Mary J. Blige “Mary” (1999) (#1221)

RECENZJA: Santigold “Santogold” (2008) (#1220)

Chciałam odejść od wyobrażeń, iż czarna kobieta może śpiewać jedynie r&b – z takim celem na muzyczną scenę wkroczyła Santi White, która początkowo występowała jako Santogold, by chwilę po wydaniu debiutanckiej płyty przemianować się na Santigold. To postanowienie w pochodzącej z Filadelfii artystce tkwiło na tyle mocno, że jej pierwszy album jest szaloną mieszanką dźwięków, które nie miałyby szansy na przyjęcie się w rozgłośniach radiowych nastawionych na czarne brzmienia.

Czytaj dalej RECENZJA: Santigold “Santogold” (2008) (#1220)

RECENZJA: VA “Born This Way Reimagined” (2021) (#1219)

Od samego pojawienia się na muzycznej scenie Lady Gaga lubiła zaskakiwać. Jednak cała era “The Fame” była niewinnymi przebierankami w porównaniu do tego, co przyszło w 2011 roku. Premiera albumu “Born This Way” była wielkim wydarzeniem w popowym światku, a najlepsze, co można o tym wydawnictwie powiedzieć, to to, że budził emocje i wywoływał burzliwe dyskusje. To było tsunami na stoickim popowym morzu. Okazjonalna epka “Born This Way Reimagined” jest raczej spokojną falą rozbijającą się zaraz o brzeg.

Czytaj dalej RECENZJA: VA “Born This Way Reimagined” (2021) (#1219)

RECENZJA: Weyes Blood “The Outside Room” (2011) (#1218)

Wise Blood, Weyes Bluhd, Weyes Blood And The Dark Juices a w końcu Weyes Blood – amerykańska wokalistka Natalie Mering długo nie mogła zdecydować się, pod jakim pseudonimem chce występować. Stanęło na Weyes Blood, choć w wielu źródłach znaleźć możemy informację, iż jej debiutancka płyta ukazywała się pod szyldem wzbogaconym o nazwę The Dark Juices. Te wszystkie zawirowania sprawiły, że już na starcie Natalie zwykło się określać mianem enigmatycznej wokalistki.

Czytaj dalej RECENZJA: Weyes Blood “The Outside Room” (2011) (#1218)