Wydarzenia 2016

I kolejny rok dobiegł końca. Podzieliłam się już z wami swoimi listami ulubionych płyt i piosenek minionych miesięcy, więc przyszła pora na trzeci – i ostatni – akt podsumowywania 2016 roku, jakim jest i subiektywny przegląd wydarzeń w muzyce i krótkie przemyślenie o muzyce w moim życiu (i na blogu) w minionym roku.

2016 rok na długo zapamiętam jako rok największej ilości koncertów, w jakiej miałam okazję w ciągu dwunastu miesięcy uczestniczyć. Tym najważniejszym wydarzeniem był Open’er – pierwsza edycja, podczas której zaliczyłam wszystkie cztery dni. To właśnie podczas jednego z nich zaliczyłam koncert, który wspominam najlepiej. Dla wielu osób to dziwny wybór, lecz ja wyszłam zachwycona Pharrellem Williamsem. A raczej atmosferą jego show, która sprzyjała niczym nieskrępowanej zabawie i tańcom. Tego mi było trzeba po stresującym semestrze. Chętnie wybrałabym się ponownie na występy LCD Soundsystem, PJ Harvey, Grimes i Beirut. Z oddzielnych koncertów zauroczyli mnie Imagine Dragons, Hurts, Tom Odell, Imany, CocoRosie oraz… Rihanna. Chociaż w jej przypadku zadziałało coś w stylu “wzruszenie, bo widzę na żywo dziewczynę, której karierę śledzę od początku”. Nie mniej emocji dostarczył mi występ Mariah Carey. Może i w latach 90. wypadała lepiej na żywo, ale bądźmy szczerzy – okazja do zobaczenia jej w Polsce już się raczej nie powtórzy. Spory niedosyt zostawiła zaś po sobie grupa The Neighbourhood.

W 2016 roku pohamowałam swoją wyobraźnię i nie zasypywałam was pomysłami nowych rubryk. Na 2017 rok planuję za to jedną nowość. Być może najbardziej wyczerpującą i najtrudniejszą do przygotowania ze wszystkich cykli. “W szufladzie” skupiać się ma na piosenkach, które artyści nagrywają z myślą o danej płycie, a które ostatecznie na niej nie lądują, odnajdując się po kilku latach na YouTubie z łatką “unreleased” lub “demo”. Z istniejących rubryk rozrosła się moja ulubiona – “Rankingi”. Najwięcej emocji wzbudziły wpisy o moich ulubionych wokalistkach, wokalistach i zespołach. Sporą popularnością cieszyły się także listy najlepszych niesinglowych piosenek. Będę kontynuować ten pomysł.

Najczęściej słuchani artyści *

LEONARD COHEN | PJ HARVEY | DAVID BOWIE | KATIE MELUA | NICK CAVE AND THE BAD SEEDS | JAKE BUGG | CHRISTINA AGUILERA | RIHANNA | KYLIE MINOGUE |

Najczęściej słuchane płyty *

RIHANNA ANTI | JAKE BUGG ON MY ONE | BRODKA CLASHES | NICK CAVE AND THE BAD SEEDS SKELETON TREE | SOLANGE A SEAT AT THE TABLE | TOM ODELL WRONG CROWD | ALICIA KEYS HERE | BEYONCE LEMONADE | NORAH JONES DAY BREAKS | GWEN STEFANI THIS IS WHAT THE TRUTH FEELS LIKE

Najczęściej słuchane piosenki *

TWENTY ONE PILOTH HEATHENS | DAVID BOWIE LAZARUS | DAVID BOWIE SPACE ODDITY | JAKE BUGG ON MY ONE | NICK CAVE AND THE BAD SEEDS GIRL IN AMBER | TOM ODELL WRONG CROWD | THE NATIONAL VANDERLYLE CRYBABY GEEKS | VARIOUS ARTISTS SUCKER FOR PAIN | DUKE DUMONT OCEAN DRIVE | SHAKIRA FEAT. MALUMA CHANTAJE

* statystyki mojego last.fm na dzień 31.12.2016

KRÓLOWA VIDEO MUSIC AWARDS 2016 Rihanna w ciągu trwającej dziesięć lat muzycznej kariery osiągnęła tyle, ile niejedna bardziej doświadczona wokalistka przez całe swoje życie. Niezliczona ilość nagród. Rzesza fanów pod każdą szerokością geograficzną. Sprzedaż płyt i singli liczona w wielu milionach sztuk. Ukoronowaniem jej działalności była przyznana w sierpniu nagroda Michael Jackson Video Vanguard Award przyznawana artystom, których teledyski mają wkład w kulturę stacji MTV. Rihanna postarała się, byśmy zapamiętali galę MTV VMA ’16 na długo. Artystka zamiast jednego medley’u swoich przebojów przygotowała cztery “bloki tematyczne”. Jej akty nazwy nosiły od różnych gatunków: POP (m.in. „We Found Love” i „Where Have You Been”), DANCEHALL (m.in. „Rude Boy”, „Work”), R&B (m.in. „Bitch Better Have My Money”, „Pour It Up”), SOUL (m.in. „Stay”, „Love on the Brain”). Wokalnie trzy pierwsze (żywsze) części nie powalały, ale ostatnią Fenty pokazała, że trzeba się z nią liczyć. Można krytykować jej muzykę, ale trzeba przyznać jedno – Rihanna dużo pracuje na swój sukces.

POWROTY ROKU Rok 2016 – jak zresztą każdy inny – przynosi nam sporo płyt artystów, których ostatni raz słuchaliśmy dawno temu. Jedenaście lat milczała neo soulowa wokalistka Tweet. W lutym wydała kobiecy, choć dość nużący album “Charlene”. Rok krócej czekaliśmy na trzecią solową Gwen Stefani. “This Is What the Truth Feels Like” świata nie zawojowało, choć to mocna popowa propozycja. Po ośmiu latach następcę debiutu w nasze ręce oddał duet The Last Shadow Puppets. Nie możemy być jednak na Alexa i Milesa źli. TLSP to tylko ich poboczny projekt. Każdy na co dzień zajmuje się czymś innym. Miło jednak zatopić się w dźwiękach “Everything You’ve Come to Expect”. Traciłam nadzieję na nowy krążek brytyjskiej artystki Corinne Bailey Rae. “The Heart Speaks in Whispers” ukazało się sześć lat po poprzednim. Małą powtórkę z 2011 roku zafundowała nam plejada wspaniałych twórców. W 2016 roku swoje kolejne albumy wydali Radiohead (“A Moon Shaped Pool”), PJ Harvey (“The Hope Six Demolition Project”), Red Hot Chili Peppers (“The Getaway”), Bon Iver (“22, A Million”), The Kills (“Ash & Ice”) oraz Imany (“The Wrong Kind of War”).

WEEKENDOWE REKORDY Myślałam, że wcześniej jak za dwa lata o nim ponownie nie usłyszymy. A jednak. Kanadyjski wokalista The Weeknd, który w 2015 roku rozbił bank za sprawą singli “The Hills”, “Earned It” i “Can’t Feel My Face”, znalazł w promocyjnym ferworze czas na nagranie nowej płyty. I to nie byle jakiej, bo aż liczącej osiemnaście kawałków. Mnie wydawnictwo “Starboy” nie porwało, ale pokazało, że The Weeknd nie jest chwilową modą. Zanim jednak skupię się na wydanym w listopadzie krążku artysty, warto wspomnieć, że jego poprzednik wpisany zostanie lada dzień do Księgi Rekordów Guinessa jako płyta, po którą sięgnęła największa ilość użytkowników Spotify (ok. 60 milionów). Nowy album także rządził w tym serwisie stremingowym, bijąc należący do Biebera rekord największej ilości dziennych streamów. Drugi rekord, za który The Weeknd otrzymał wyróżnienie, dotyczy ilości tygodni (45), które jego single spędziły bez przerw w pierwszej dziesiątce listy Billboard Hot 100.

WHAT COLOR IS YOUR LIFE? Konkurs Piosenki Eurowizji nigdy mnie nie interesował, choć nie mając nic innego do roboty zdarzyło mi się obejrzeć w swoim życiu ze trzy finałowe koncerty. W tym i ubiegłoroczny. Polskę reprezentował Michał Szpak, wokalista, który sławę zdobył w talent show “X Factor”. W krajowych preselekcjach artysta pokonał m.in. Edytę Górniak i Margaret, która typowana była na zwyciężczynię. Nie obyło się więc bez kontrowersji i kłótni. Fani wokalistki przygotowali nawet petycję, by mimo wszystko to “Cool Me Down” (swoją drogą – najbardziej mnie wk*rwiająca piosenka 2016 roku) było utworem, z którym Polska zaprezentuje się Europie. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca i maruderzy szybko ucichli. A Michał? Jego singiel “Color of Your Life” zajął 3. miejsce w głosowaniu publiczności i 25. w rankingu jurorów, co ostatecznie dało mu 8. pozycję, co jest trzecim najlepszym wynikiem Polski podczas Eurowizji.

KONCERTOMANIA To już w sumie tradycja – krótkie przypomnienie, kto w ciągu minionych 12 miesięcy zaprezentował się przed polską publicznością. Zacznę od solistów i zespołów, dla których były to pierwsze występy w naszym kraju. Na tej krótkiej liście pojawiają się m.in. Sia, Imagine Dragons, Angel Haze, Avicii, Lionel Richie, Maroon 5 i Mariah Carey. Powroty zaliczyli za to LCD Soundsystem, Pharrell Williams, Lana Del Rey, Skrillex, Massive Attack, Rihanna, Disclosure, The Cure, Macklemore & Ryan Lewis, Diana Krall, Kings of Leon, Joss Stone, Flume, Justin Bieber, Martin Garrix, Tom Odell, Katie Melua, M83, PJ Harvey, Imany, Florence + The Machine, Muse, Passenger, Hurts. Z pewnością zapomniałam o całej masie innych nazwisk, ale przyznacie, że koncertowo to był bardzo udany rok.

PRAWDZIWA TWARZ TAYLOR SWIFT? Chociaż dotychczas wydawała płyty co dwa lata, w 2016 roku dała nam od siebie odpocząć. A przynajmniej muzycznie. Taylor Swift miała za sobą trudny rok. Jej starannie budowany wizerunek dziewczyny z sąsiedztwa w kilka chwil legł w gruzach. Zaczęło się od Calvina Harrisa, z którym po kilkunasty miesiącach rozstała się w połowie roku (jak zresztą z każdym swoim facetem; trzeba skądś czerpać inspiracje do kolejnych przebojów). Swift ujawniła, że pod pseudonimem napisała “This Is What You Came For”. Dj oskarżył ją o próbę zniszczenia mu kariery. Napisałem muzykę, wyprodukowałem piosenkę, zaaranżowałem ją i ciąłem wokale. Poza tym ona chciała zachować to w sekrecie, stąd pseudonim – pisał na Twitterze. Samą siebie przeszła jednak Kim Kardashian, która ujawniła telefoniczną rozmowę Kanye’ego Westa z Taylor, z której jednoznacznie wynikało, iż wokalistka wiedziała o odnoszących się do niej wersach kawałka “Famous”. Kilka miesięcy wcześniej, po premierze kompozycji, Swift słownie zaatakowała rapera i pozwoliła, by cały świat jej współczuł.

GIRL CAN’T BE HERSELF Wygląd jest najważniejszy – taki komunikat płynie do nas ze wszystkich stron. Dziś trzeba być osobą piękną, idealnie ubraną, noszącą na twarzy tonę tapety i kreślącą nowe brwi przy linijce. Alicia Keys ma tego dość. W Internecie opublikowała esej zatytułowany “Czas się odsłonić”, w którym wspominała m.in. dzieciństwo i próbę dopasowania się wyglądem do rówieśników. Nie chcę się więcej zakrywać. Nie chcę zakrywać twarzy, ani umysłu, ani duszy, swoich myśli, marzeń, zmagań i emocji – pisała. Od tego czasu dumnie kroczy po czerwonych dywanach bez grama makijażu. Czy kobiety wezmą z niej przykład? Patrząc na wojny w Rossmannie podczas promocji “-49%” na kosmetyki – nie ma na to najmniejszych szans. Trzeba jednak znać umiar. Może zamiast mówić make up’owi zdecydowane “stop” warto stosować go z umiarem? Nie przykrywać nim swojej urody, ale odpowiednio ją podkreślać?

JAK ŻYWA?. Kiedy w 2015 roku pojawiły się informacje o wysłaniu w trasę hologramu zmarłej w 2012 roku Whitney Houston, mało kto wierzył, że szybko ten pomysł da się zrealizować. Po małej próbie możemy stwierdzić, że projekt ten został zawieszony do odwołania. W finale “The Voice” producenci przygotowali niemałą niespodziankę – Christina Aguilera śpiewała u boku hologramu Houston przeboje “I Have Nothing” i “I’m Every Woman”. Nagrany wcześniej występ wyciekł do sieci i spowodował lawinę negatywnych komentarzy. Zarzucano twórcom hologramu, że nie stworzyli Whitney, ale produkt “whitney-podobny”. Z jednej strony oglądanie mało siebie przypominającej legendy muzyki nie było komfortowe. Ale z drugiej był to dobry sposób na przypomnienie ludziom o twórczości Houston. Tym bardziej, że w „duecie” z nią nie śpiewała byle jaka wokalistka.

KRWAWE ORLANDO Czerwiec przyniósł nam informacje o dwóch tragicznych wydarzeniach, których świadkiem było położone na Florydzie miasto Orlando. 10 dnia tego miesiąca śmiertelnie postrzelona została debiutująca wokalistka Christina Grimmie (uczestniczka jednej z edycji “The Voice”). Do zdarzenia doszło po jej koncercie. Napastnikiem był jej psychofan, który po wszystkim popełnił samobójstwo. Dwa dni później w nocnym klubie w tym samym mieście w zamachu terrorystycznym zginęło pięćdziesiąt osób. Do ataku przyznało się tzw. państwo islamskie. Wydarzenie poruszyło wiele gwiazd muzyki, które z myślą o ofiarach tego tragicznego wydarzenia nagrywały charytatywne single. Wymienić tu można m.in. “Change” Christiny Aguilery, “Hands” z udziałem m.in. Mary J. Blige, Adama Lamberta, Halsey i Gwen Stefani, oraz “Love Make the World Go Round” Jennifer Lopez.

CYTRYNOWA TELENOWELA Beyoncé po raz kolejny postawiła Internet na głowie, wydając w kwietniu (nie-z-takiego) zaskoczenia szósty solowy krążek „Lemonade”. I tu mogłabym postawić kropkę, bo mimo wielu niespotykanych dotąd w twórczości Knowles muzycznych rozwiązań (m.in. inspiracje blues rockiem i country) album szybko mi się znudził. Wokalistka miała ochotę wycisnąć z niego więcej. Przedstawiając w dużym skrócie genezę powstania „Lemonade”: Jay Z zdradza Beyoncé, ta się wkurza, potem przebacza, ale nie zapomina, zadając mu cios w postaci porcji swoich najbardziej osobistych i najszczerszych utworów. Jednocześnie publikuje je jedynie na należącej do niego platformie Tidal. Kiedy Internet robi śledztwo, kim jest Becky with good hair (wspomniana w utworze “Sorry”), Beyoncé z mężem liczą kolejne miliony, które wpłynęły im na konto. Jaki będzie kolejny rozdział? Może jakaś odpowiedź Jay’a Z?

NIE MA KRÓLA. NIE MA KSIĘCIA (GOD SAVE THE QUEEN) Nie potrafię przypomnieć sobie takiego roku, jak 2016. W ciągu dwunastu miesięcy co chwila informowani byliśmy o śmierci kolejnej muzycznej ikony. 21 kwietnia w wieku 57 lat odszedł Prince – wokalista znany z takich przebojów jak “Purple Rain”, „Kiss” i „The Most Beautiful Girl in the World”. Muzyk został znaleziony martwy w swej posiadłości w Paisley Park w Minnesocie. W czerwcu poznaliśmy przyczynę jego śmierci. Testy toksykologiczne wykazały, iż muzyk przedawkował fentanyl, będący środkiem przeciwbólowym. Do swoich ostatnich chwil Prince pracował nad nową muzyką. Jego dyskografię zamyka wydana w grudniu 2015 roku płyta “Hit n Run Phase Two”. W Polsce artysta wystąpił tylko raz. Jego jedyny koncert odbył się 2 lipca 2011 roku w ramach Open’er Festival.

NICK CAVE OSWAJA ŻAŁOBĘ Nowa płyta australijskiej formacji Nick Cave and the Bad Seeds jeszcze długo mogłaby się nie ukazać. I nie moglibyśmy mieć o to do lidera formacji pretensji, bo trudno wymagać, by zabrał się za dopracowywanie kompozycji po tym, jak w wakacje 2015 roku w tragicznym wypadku stracił syna. Jak sam zdradził, w jego przypadku słynne teksty o tym, że “praca pomaga zapomnieć”, nie znajdywały odbicia w rzeczywistości. A jednak mamy to. We wrześniu do sprzedaży trafiło dzieło “Skeleton Tree” oraz towarzyszący mu kinowy dokument “One More Time With Feeling”. Zarówno płyta, jak i film przesiąknięte są melancholią, smutkiem i przygnębieniem. O ile na (również wydanym w 2016 roku) “Blackstar” Bowie próbował oswajać nas ze śmiercią, Nick Cave stawia czoła czemuś znacznie gorszemu – żałobie po stracie ukochanej osoby.

SOLANGE ZAPRASZA DO STOŁU Nową płytę nagrywała od dawna, jednak dopiero we wrześniu postanowiła podzielić się nią ze światem. “A Seat at the Table” jest zaangażowanym społecznie dziełem. Punktem zapalnym i przyczyną przyspieszenia premiery wydawnictwa było zastrzelenie kilku Afroamerykanów przez policję. Jednak o ile Beyoncé w „Formation” nawoływała ciemnoskórych mieszkańców do walki, tak Solange woli pokojowe rozwiązania i taktowne wyśpiewywanie utworów o byciu dumną ze swojego pochodzenia, segregacji rasowej, losie czarnych czy wyzbywaniu się uprzedzeń. Sporo miejsca w swoich rozważaniach poświęca kobietom. Tematyka ważna i bardzo na czasie, choć zawsze mnie zastanawiało, jak przyjęte zostałyby utwory białego artysty, w których lansowane byłyby hasła white lives matter czy white power. Oskarżenia o rasizm. Blokada. Bojkot. Załamanie kariery. Równość w praktyce.

NAGRODA NOBLA DLA MUZYKA Przyznam szczerze, że wręczanie Nobli nigdy mnie nie interesowało. Aż do 2016 roku, kiedy niespodziewanie gruchnęła wieść, że nagroda w kategorii “literatura” powędruje do… muzyka. Laureatem “za tworzenie nowych form poetyckiej ekspresji w ramach wielkiej tradycji amerykańskiej pieśni” został nagrywający od lat 60. Bob Dylan, wokalista znany z takich utworów jak “Blowin’ in the Wind”, “Like a Rolling Stone” i “Knockin’ on Heaven’s Door”. Nobel dla muzyka wywołał sporo kontrowersji. Podobnie jak sama postawa Dylana, który długi czas milczał i pozostawał nieuchwytny zarówno dla mediów jak i przedstawicieli Akademii Szwedzkiej. Nie wiadomo było, czy przybędzie na uroczystość wręczenia nagrody. Ostatecznie w Sztokholmie się nie pojawił, a nagrodę w jego imieniu odebrała Patti Smith.

I’M READY, MY LORD śpiewał kanadyjski bard w utworze “You Want It Darker”, noszącym taki sam tytuł jak jego najnowsza i ostatnia płyta. 82-letni Leonard Cohen może na śmierć był gotowy, ale my na informację o jego odejściu już nie. Wydawał się być osobą nieśmiertelną. Taką, która była, jest i będzie. Zawsze. Na zawsze. Która co jakiś czas będzie raczyć nas nowymi albumami, a może nawet i powróci do Polski na koncerty, byśmy razem z nim odśpiewali takie przeboje jak “Hallelujah” czy “Dance Me to the End of Love”. Artysta odszedł 7 listopada, lecz rodzina o jego śmierci poinformowała świat kilka dni później. Leonard Cohen – w ciągu trwającej od lat 60. kariery – wydał czternaście albumów. Ten pierwszy, “Songs of Leonard Cohen”, zawierający niezapomniane przeboje “Suzanne” i “So Long, Marianne” otworzył mu drzwi do sławy. W mało którym kraju Kanadyjczyk miał tylu wielbicieli, co w Polsce.

ZIGGY STARDUST WRACA NA SWOJĄ PLANETĘ Pod koniec 2015 roku cieszyliśmy się na jego dwa nowe utwory. 8 stycznia z wypiekami na twarzach słuchaliśmy albumu “Blackstar”. 10 stycznia nie mogliśmy uwierzyć w to, że Davida Bowiego wśród nas już nie ma. Nagle cała koncepcja jego ostatniego krążka stała się jasna, a fabuła klipu “Lazarus” aż nazbyt wymowna. O tym, że Bowie odchodzi (artysta zmarł na raka wątroby), wiedziała tylko najbliższa rodzina i najbardziej zaufani współpracownicy. Brytyjczyk pozostawił pod sobie dwadzieścia pięć studyjnych płyt i masę utworów, które przeszły już do historii muzyki (m.in. “Let’s Dance”, “Life on Mars?”, “Ashes to Ashes”). W Polsce niestety nigdy nie koncertował, ale podróżując z ZSRR do Wielkiej Brytanii skorzystał z krótkiego postoju pociągu w Warszawie. Zostawił po sobie utwór “Warszawa”, a dziś stolica odwdzięcza mu się muralem na jednym z  budynków na Żoliborzu.

To jeden z najsłynniejszych cytatów Bowiego. I ja się pod nim podpisuję. Nie mam pojęcia, w jaką stronę będę zmierzać z The-Rockferry w 2017 roku. Po drodze z pewnością będą różne przeszkody, może i przestoje. Jedno jest pewne – nudno nie będzie. I wam i sobie życzę szczęśliwego nowego roku. Oby obfitował w świetną muzykę i niezapomniane koncerty.

7 odpowiedzi do “Wydarzenia 2016”

  1. Wypada mi tylko życzyć Tobie tego, czego sama zażyczyłaś sobie w ostatnim akapicie 🙂 No i tego, żeby za iks lat, kiedy przyjdzie na to czas, móc w spokoju wrócić na swoją planetę 🙂 Lepiej sam bym tego nie napisał 😀

    Pozdrowienia!
    Bartek

  2. “nowe brwi przy linijce” – Oj nie, nie. W tych czasach to brwi się robi raczej od szklanki! 😀 I takie wieczne zdziwienie na twarzy. 😛

    Mnie Michał Szpak zaskoczył pozytywnie. I piosenką, i występem, i całą płytą!

    Aż sobie oblukam tę hologramową Whitney. Rok czy dwa temu w internecie pojawił się też news, że w trasę ma pojechać hologram Seleny.

  3. Pięknie napisane 🙂 o kilku wydarzeniach nie słyszałam, rzeczywiście sporo się działo w 2016, chociaż dla mnie poza śmiercią Davida Bowie nie było nic aż tak bardzo znaczącego. Z tego co czytam na różnych portalach rok 2017 też ma obfitować w ciekawe koncerty, więc będziesz miała sporo pracy na blogu 😉 i zabawy przede wszystkim 🙂

  4. 2016 rok nie był nudny. Było pełno wszystkiego. Niestety było też wiele złych chwil… Michał Szpak, za którym nie przepadałam zaskoczył mnie niesamowicie. Uwielbiam to jego wykonanie piosenki na Eurowizji. Płyta Solange niestety nie jest dla mnie. Beyonce wciąż dla mnie zostanie fałszywą osobą, chociaż ten album całkiem, całkiem dobrze mi się słuchało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *