RANKING: Duffy “Rockferry”


Jak już wspominałam w rocznicowym wpisie, album “Rockferry” należy do grona najważniejszych wydawnictw w moim niedługim życiu. A że dawno nie było żadnego rankingu, postanowiłam jeszcze trochę pociągnąć temat debiutanckiego krążka Duffy i uszeregować zawarte na nim kompozycje według własnego gustu.

10. DELAYED DEVOTION

Kołysząco, ale niezbyt przebojowo. Kobieco, ale z pazurkiem. ‘Cause you just let me wait. Now it’s too late for your delayed devotion śpiewa Duffy do swojego byłego obiektu westchnień, dając mężczyźnie do zrozumienia, że nie jest już nim zainteresowana i, krótko mówiąc, całe zauroczenie nim już jej przeszło.

9. HANGING ON TOO LONG

Zdecydowana i zimna kobieta z “Delayed Devotion” ustępuje miejsca kobiecie nieco zagubionej i pozostającej pod wpływem uroku pewnego faceta. Odnajduje w sobie jednak wystarczająco siły, by szczerze przyznać, iż jej nadzieje na udany i długi związek były złudne. A to wszystko w rytm brzmień inspirowanych latami 60. i legendarną wytwórnią Motown. Dobre, choć na “Rockferry” są lepsze numery.

8. I’M SCARED

Bardzo oszczędne zwrotki i nieco żywszy, wyraźniej zaznaczony refren – taki pomysł na “I’m Scared” miała Duffy. Ja na jej miejscu postawiłabym na smutniejsze brzmienie, gdyż sam utwór do najweselszych nie należy. Powiedziałabym nawet, że tekstowo żadne inne nagranie na “Rockferry” tak nie wzrusza i nie rozwala emocjonalnie. Mamy tu bowiem opowieść o nagłej, niespodziewanej śmierci bliskiej osoby i trudności w powrocie do pozornej normalności.

7. SERIOUS

Jeden z niewielu pogodniejszych kawałków na “Rockferry” jest tak naprawdę kompozycją o drugim dnie. Niby melodia jest całkiem słoneczna i przyjemnie odprężająca, a Duffy brzmi nadzwyczaj słodko i uroczo, lecz wyśpiewywane przez nią wersy dalekie są od równie błogich klimatów. Wokalistka w utworze przedstawia bowiem swoją miłosną sytuację, która kwalifikuje się do statusu “to skomplikowane”. Ona go kocha. On ją… w zasadzie nie wiadomo. Tell me, can we ever be serious in love?

6. MERCY

Być może pod względem warstwy lirycznej jest to najmniej udany utwór na “Rockferry”, ale trzeba przyznać, że jego rozrywkowy potencjał jest naprawdę spory. Świat na tym na szczęście się poznał, a inspirowane girlsbandami lat 60. “Mercy” wprawia nóżki w ruch już dziesięć lat. I przez ten czas nie zestarzało się ani odrobinkę, będąc przy okazji piosenką, która momentalnie poprawia mi humor.

5. DISTANT DREAMER

I’m a dreamer, a distant dreamer. Słowa te w utworze zamykającym debiutancki album Duffy pojawiają się niezwykle często. Jakby samej wokalistce zależało na tym, by nas o tym przekonać i sprawić, że podążymy drogą jej rozumowania. Bardzo łatwo się w kompozycji “Distant Dreamer” zatracić. Nagranie podnosi na duchu i brzmi jakoś tak… bajkowo. Smaczku nadają mu pojawiające się chwilami dzwoneczki i saksofon. Lepszego numery na zakończenie przygody z wydawnictwem “Rockferry” artystka wybrać nie mogła.

4. STEPPING STONE

Soulowo-bluesowe “Stepping Stone” w umyśle Duffy długo istniało jako piosenka utrzymana w szybkim tempie. Postawiono jednak na wolniejszą aranżację, osiągając naprawdę mocny efekt. W tym utworze najbardziej powala wykonanie i przedstawiona historia. Walijka nie brzmi smutno. Powiedziałabym raczej, iż w jej głosie czuć lekkie rozdrażnienie, ale i przekonanie co do słuszności swojej decyzji. Postanowiła bowiem odpuścić sobie uganianie się za mężczyzną, który nie traktował jej poważnie. Taki… girl power song w spokojnych szatach.

3. WARWICK AVENUE

Powolne tempo. Retro pop, trochę soft rockowych klimatów, soul. I dużo, dużo łez. Słuchając utworu “Warwick Avenue” przenoszę się w myślach na tytułową stację londyńskiego metra i wyobrażam sobie, że jestem świadkiem spotkania wokalistki z jej byłą miłością. Pada deszcz, jest szaro. Ponuro. A echem odbijają się słowa baby you hurt me, you don’t love me. Niesamowite, stylowe nagranie o złamanym sercu.

2. ROCKFERRY

I’m not going to think of you, I’d get the blues śpiewa smutnym, lecz zdecydowanym głosem artystka w tytułowej kompozycji. Ta nośna (choć z początku wyciszona i powoli się rozkręcająca) piosenka zachwyciła mnie od razu. Tu przede wszystkim rządzi przesiąknięty melancholią klimat i pełen dramatyzmu głos Duffy, która podjęła ważną decyzję po rozstaniu z ukochanym. Rzuciła wszystko i wyjechała w Bieszczady…tfu, do Rockferry. Idealny utwór dla osób, które stoją przed życiowymi zmianami.

1. SYRUP & HONEY

Najbardziej wyróżniająca się kompozycja na płycie? “Syrup & Honey” godnie dzierży ten tytuł, będąc jednocześnie utworem, który z tego niewielkiego zbioru podoba mi się najbardziej. Surowy, głównie gitarowy podkład (w tle pojawiają się również bardzo delikatne smyczki) towarzyszy nieco rozedrganemu, wyraźnemu wokalowi Duffy, która próbuje przekonać swojego ukochanego, by nie uciekał w pracę (don’t you be usin’ every minute on makin’ a livin’ because we’ve got our love), tylko poświęcił jej trochę czasu. Magia, choć z gorzką nutką.

9 odpowiedzi do “RANKING: Duffy “Rockferry””

  1. Słucham właśnie “Syrup & Honey” i podoba mi się ten klimat. Będę musiała w końcu przesłuchać całą płytę.
    Zapraszam na nowy wpis.
    Pozdrawiam. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *