#1195 Sugababes “Three” (2003)


Świetne wyniki albumu “Angels with Dirty Faces” oraz dwa single (“Freak Like Me” i “Round Round”) na szczycie brytyjskiej listy przebojów sprawiły, że niemalże dwie dekady temu dziewczyny z girlsbandu Sugababes nie miały sobie równych. Nie opadł jeszcze szum wywołany ich drugim krążkiem, a Keisha Buchanan, Heidi Range i Mutya Buena były w drodze za Ocean, by pracować nad jego następcą.

Czytaj dalej #1195 Sugababes “Three” (2003)

#1045, 1046 The National “Sad Songs for Dirty Lovers” (2003) & “Alligator” (2005)

Na przełomie lat 90. i nowego tysiąclecia The National byli grupką kumpli, którzy w tygodniu pracowali, a weekendami swoją muzyką umilali czas bywalcom jednego z nowojorskich pubów. Dziś są zespołem, którego wydrukowana dużą czcionką na plakatach nazwa kusi publiczność największych festiwali. Musiało ukazać się jednak kilka płyt, by The National zaczęli cieszyć się mianem jednej z najważniejszych formacji ostatnich lat.

Czytaj dalej #1045, 1046 The National “Sad Songs for Dirty Lovers” (2003) & “Alligator” (2005)

#675 Sophie Ellis-Bextor “Shoot from the Hip” (2003)

Zmiana koloru włosów, ograniczenie liczby współpracowników i zrzucenie odpowiedzialności za produkcję na Damiana LeGassicka, który na poprzednim albumie chwytał za instrumenty. Brytyjska wokalistka Sophie Ellis-Bextor przystąpiła do nagrywania swojej drugiej studyjnej płyty po znacznych modyfikacjach. Minęły dwa lata od premiery “Read My Lips”. Takie przeboje jak “Murder on the Dance Floor” czy “Take Me Home” nieco się balangowiczom przejadły, więc trzeba było zaspokoić ich imprezowy głód czymś nowym, czymś równie tanecznym. Czy Sophie podołała temu zadaniu?

Czytaj dalej #675 Sophie Ellis-Bextor “Shoot from the Hip” (2003)

#557 Kelis “Tasty” (2003)

Czarnoskóra dziewczyna z ogromnym afro na głowie spędza miły czas w typowym amerykańskim barze, popija pysznego shake’a i śpiewa o swoim ogromnym powodzeniu u facetów. Jest rok 2003 i amerykańska wokalistka Kelis ma w końcu swoje pięć minut. Singiel “Milkshake” uczynił z niej światową gwiazdę. Jakiś czas później ukazała się płyta “Tasty”, która tylko potwierdziła, że zamieszanie wokół Kelis nie było chwilowe. Co takiego niezwykłego jest w tym albumie? Czy faktycznie jest taki smaczny, jak sugeruje jego tytuł?

Czytaj dalej #557 Kelis “Tasty” (2003)

#424 Ashanti “Ashanti’s Christmas” (2003)

W 2003 roku nie tylko miała miejsce premiera świątecznego albumu Whitney Houston “One Wish: The Holiday Album”, którego recenzję mogliście przeczytać kilkanaście dni temu, ale i ukazało się podobne wydawnictwo amerykańskiej wokalistki r&b Ashanti. Jako, że artystek tych porównywać nie wypada, skupię się tylko na bożonarodzeniowych dokonaniach autorki przeboju “Foolish”.

Czytaj dalej #424 Ashanti “Ashanti’s Christmas” (2003)

#420 Whitney Houston “One Wish: The Holiday Album” (2003)

Jakie było jedno z życzeń legendy muzyki, Whitney Houston? Jak wynika z tytułu recenzowanej przeze mnie płyty – album z muzyką, która umiliłaby święta Bożego Narodzenia i okres je poprzedzający niejednej osobie. Tak sobie Whitney marzyła i marzyła, aż wzięła się do pracy i przygotowała dla swoich (zresztą – nie tylko) fanów wyjątkowy prezent. Premiera “One Wish: The Holiday Album” odbyła się w listopadzie 2003 roku, więc, jak łatwo obliczyć, płyta obchodziła swoje dziesięciolecie. Czy jest już w takim razie nieaktualna? Nieświeża? Moim skromnym zdaniem “One Wish: The Holiday Album” to ponadczasowa propozycja. Czy kiedykolwiek znudzić się mogą bożonarodzeniowe klasyki wyśpiewane przez wokalistkę obdarzoną takim głosem jak Houston?

Czytaj dalej #420 Whitney Houston “One Wish: The Holiday Album” (2003)

#403, 404, 405, 406 Placebo “Black Market Music” (2000) & “Sleeping with Ghosts” (2003) & “Meds” (2006) & “Battle for the Sun” (2009)


Historia moja i zespołu Placebo sięga 2010 roku, kiedy to w zwiastunie filmu “Daybreakers” usłyszałam ich cover “Running Up That Hill”. Minęło jednak trochę czasu (a dokładniej – dwa lata), zanim zdecydowałam się sięgnąć po ich dyskografię. Zaczęłam od debiutanckiego krążka “Placebo” (całkiem niezły, ale nieczęsto do niego wracam), potem przyszła kolej na “Without You I’m Nothing”, w którym się zakochałam. Do tego stopnia, że po kolejne albumy grupy sięgnęłam dopiero po czasie. Dziś prezentuję wam (mini)recenzje czterech kolejnych płyt Placebo i zapowiadam, że już w przyszłym roku poznacie moje zdanie o najnowszym – “Loud Like Love”. Enjoy!

Czytaj dalej #403, 404, 405, 406 Placebo “Black Market Music” (2000) & “Sleeping with Ghosts” (2003) & “Meds” (2006) & “Battle for the Sun” (2009)