#680 Justin Bieber “Purpose” (2015)

W powrót Justina Biebera z tarczą a nie na niej wierzyły chyba tylko najwierniejsze fanki. Debiutujący w szczenięcym wieku kanadyjski wokalista poznał już bodaj wszystkie blaski i cienie sławy. Z naciskiem na to drugie. Popularność i pieniądze, które za nią przyszły, namieszały Justinowi w głowie. Młody wykonawca nabawił się kłopotów i stał się ulubionym celem hejterów. Na “Purpose”, swoim czwartym albumie, Bieber dojrzewa, dorośleje, pokornieje i przeprasza za swoje błędy. Warto dać mu szansę?

Cokolwiek by się nie działo, Justin wciąż ma po swojej stronie wiele osób, które pomogą mu w tworzeniu kolejnych kompozycji. Nie brakuje i takich, które chętnie z nim pośpiewają. Na “Purpose” znajdziemy więc kilka kolaboracji. Świetnie prezentuje się utrzymane w średnim tempie “No Pressure” – kawałek współczesnego r&b okraszonego rymowaniem Big Seana. Czaruje łączące hip hop i trap “No Sense” z gościnnym udziałem Travi$a Scotta. Całkiem nieźle prezentuje się efekt współpracy Justina z Jack Ü – balladowo-taneczne “Where Are Ü Now”. Nie zachwyca zaś brzmiące pospolicie i zwyczajnie nudno popowe “The Feeling” z Halsey. Jak już zaczęłam temat słabszych utworów… Chciałabym wierzyć, że obecność euro dance’owe “Children” na albumie jest dziełem wroga wokalisty. Na szczęście pozostałe piosenki skręcające w stronę frywolnych, imprezowych klimatów prezentują się lepiej i sympatyczniej. Być może wielu osobom zahaczające o tropical house single “What Do You Mean?” i “Sorry” się przejadły, ale ciężko nie zgodzić się z tym, że są to utwory chwytliwe, wakacyjne i nieirytujące. Elektronika niemałą rolę odgrywa także w melancholijnym, opowiadającym o dorastaniu w błysku fleszy “I’ll Show You” i rhythm’and’bluesowym “Company”. Na “Purpose” nie zabrakło i piosenek dla osób, które mają ochotę na kilka chwil nieskalanego komputerowymi efektami grania. Do moich ulubieńców należy inspirowane Edem Sheeranem, akustyczne, nieco folkowe “Love Yourself”. Dobre wrażenie zostaje także po przesłuchaniu dwóch zaaranżowanych na pianino ballad – “Life Is Worth Living” i “Purpose”.

Dobrą zmianę w twórczości Justina Biebera zwiastował już mixtape “Journals”, który ukazał się pod koniec 2013 roku. Na swoim najnowszym albumie Kanadyjczyk rozwinął swoje pomysły i stworzył piosenki, które naprawdę mogą się podobać. Kiedyś do słuchania wokalisty przyznawały się jedynie najwierniejsze fanki. Pozostali jakimś cudem rozpoznawali jego kompozycje, biorąc przy okazji udział w grupowym obśmiewaniu ich autora. Dziś nie trzeba lękliwie szeptać do najlepszej koleżanki, że w ucho wpadł nam utwór Biebera, z nadzieją, że nie rozgada naszej wstydliwej tajemnicy. Nie warto się już krępować – “Purpose” to kawał niezłej muzyki.

7 odpowiedzi do “#680 Justin Bieber “Purpose” (2015)”

  1. Co prawda część płyty jest całkiem ok, Justin nie ma już koszmarnego głosu, to nieco większa część to jakaś porażka. Ale 3/4 płyty już jest lepsze niż np. Believe. Oceniłam ją na 1+ (Believe), a Purpose na -3.

  2. Sorry to doskonała popowa piosenka, WDYM? też jest dobre, ale już reszta nie przypadła mi za bardzo do gustu. I nie ma to związku z tym, że to album tego a nie innego artysty.

  3. “Do moich ulubieńców należy inspirowane Edem Sheeranem, akustyczne, nieco folkowe „Love Yourself”.” Właściwie trudno nazwać tę piosenkę “inspirowaną Edem”, bo ona została napisana przez Eda. Mam wrażenie, że chciał napisać ją dla siebie, a potem stwierdził “aa jednak oddam ją Justinowi” 😀 No i jak się wsłuchasz, to Eda również można w niej usłyszeć 🙂 I przez tą piosenkę jestem trochę zła na Eda, bo przez niego naprawdę podoba mi się utwór Justina Biebera 😀
    Z resztą z tego, co czytałam, Ed napisał więcej utworów dla Justina, ale sam już w nich nie występuje. Tylko nie wiem czy chodzi o coś z tej płyty, czy może już na następną 😉
    W każdym razie coś czuję, że chyba nadszedł czas, żeby jednak zapisać sobie jego album na liście “albumów do przesłuchania” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *