#722 John Legend “Darkness and Light” (2016)

Za jego poprzedni, wydane w 2013 roku album “Love in the Future” zabrałam się dopiero kilka miesięcy temu, więc nie towarzyszyło mi zniecierpliwienie, a także ominęło wypisywanie na Twitterze dziesiątek wiadomości ozdobionych kilkoma znakami zapytania, w stylu “Mr Legend, where is new music ?!??!”. Premierowy materiał amerykańskiego neosoulowego wokalisty przyszedł do mnie w chwili, kiedy każda muzyczna redakcja domyka swoje końcoworoczne zestawienia. Czy znajdzie się w takowych miejsce dla Johna Legenda?

Piąte studyjne dzieło artysty nosi intrygujący tytuł. “Darkness and Light”. Ciemność i światło. Daje to duże pole do popisu i interpretacji. Wokalista jednak w żadnej z kompozycji nie zapuszcza się w bardzo mroczne dzielnice. W żadnej też nie oślepia nas słonecznym, ciepłym światłem. Kroczy dumnie pośrodku, pokazując, że nic nie jest albo czarne albo białe, bo pomiędzy nimi jest sporo odcieni szarości. Spotykają się one w premierowych nagraniach Johna.

Przez te kilka lat, które dzielą “Love in the Future” i “Darkness and Light”, Legendowi nie tyle nie ubyło znajomych w branży, co jeszcze udało mu się pozyskać nowych, którzy ochoczo przystąpili do nagrywania swoich partii w jego utworach. W tym trzynazwiskowym zestawie gości najbardziej intryguje postać Brittany Howard, wokalistki blues rockowej formacji Alabama Shakes. Czyżby John pozazdrościł Beyonce, która na “Lemonade” współpracowała z obracającym się w podobnych brzmieniach Whitem? Może i “Darkness and Light” nie jest tak porywające jak “Don’t Hurt Yourself”, ale dzięki swoim bluesowym inspiracjom zręcznie przełożonym na język Legenda należy do mojej czołówki z albumu.

Nie gorzej wypadają utwory z Chance The Rapper (“Penthouse Floor”) i Miguelem (“Overload”). Pierwszy z nich jest nowoczesną produkcją o filmowym sznycie. W “Overload” zaś zaserwowano nam  akustyczno-rhythm’and’bluesowo-jazzowe melodie, na których ładnie mieszają się głosy obu artystów.

Solowe must listen? Na pewno soulowa ballada “I Know Better” (będąca – mówię to z lekką przesadą – “All Of Me” 2016 roku), w której mocne wokale Johna towarzyszą delikatnemu pianinu. Warto także sięgnąć  po osadzone na ciemnych, gitarowo-nowoczesnych bitach “What You Do to Me”; nieco tylko jaśniejsze “Surefire” i oldskulowe “Marching Into the Dark”. Nie sposób przegapić pełnego szyku, jazzującego “Right by You (For Luna)”, które należy do grona moich ulubionych utworów Legenda. Do tego grona za jakiś czas ma szansę  dołączyć “Same Old Story”, będące balladą przeistaczającą się po ostrym smyczkowym intrze w bardziej komputerowe dzieło z podbitymi elektroniką wokalami artysty. Żeby jednak nie było, że John nie ma na swojej płycie przebojów… Przykładem takich potencjalnych singli są wpadające w ucho popisy nowoczesnego r&b “Love Me Now” i “Temporarily Painless” (też słyszycie tu fragmenty “XO” Beyonce?). Raptem jedna kompozycję zdarza mi się pomijać przy słuchaniu “Darkness and Light” – power ballad “How Can I Blame You”. Jestem zmęczona takimi nagraniami i nie potrafię się już nimi zachwycać.

Na “Darkness and Light” John Legend nieco przystopował z ilością utworów, ograniczając się do bezpiecznej, odpowiedniej dwunastki. W żadnym z numerów nie powtarza się i nie serwuje nam tych samych patentów. Chociaż mamy spory rozstrzał gatunkowy (nieco rocka, elektroniki, soulu, r&b, hip hopu czy nawet jazzu), płyta zachowuje spójny charakter i na każdym kroku zaskakuje swoją świeżością.

4 odpowiedzi do “#722 John Legend “Darkness and Light” (2016)”

  1. Jakoś mi nigdy z nim nie było po drodze… Muszę nadrobić, bo wielu ludzi się nim zachwyca.

    Jeśli chodzi o „rose.ave” – ma cieniutkie, tekturowe opakowanie. W środku ma dwie „kieszonki”. W jednej płytę, w drugiej książeczkę z tekstami. 🙂
    Ale i tak najpiękniej wydaną płytą, jaką mam jest „At glade” Fismolla. Wszystko tam jest prześliczne. I okładka, i muzyka, i wnętrze okładki, i krążek, i książeczka… <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *