#CUTOFF: kwiecień ’17

#FEMALE

Chociaż Lady Gaga dopiero co wydała album “Joanne”, pojawiają się plotki o płycie bardziej zagłębiającej się w popowe brzmienia. Coś może być na rzeczy, bo po koncercie artystki na festiwalu Coachella pojawiła się jej nowa kompozycja “The Cure”. Nagranie jest popową kompozycją zerkającą na r&b i taneczną, lekką elektronikę. Całość niestety wypada nijako, blado i nie zachęca do ponownego odkrywania. Swoją premierową piosenką zawiodła mnie także Shakira. Po rewelacyjnym, gorącym i nowocześnie patrzącym na latynoskie klimaty “Chantaje” otrzymaliśmy “Me Enamoré”. Rozanielona wokalistka. Radosny wydźwięk numeru. Miłość płynąca z każdego słowa. Czego chcieć więcej? Hmm, sklejenia tego tak, by wyszedł dobry utwór? Najbardziej razi melodia, wsparta momentami niepotrzebną, irytującą elektroniką. Także Katy Perry tym razem nie błysnęła. Jej singiel “Bon Appetit” to takie kuchenne (nie)rewolucje, pomieszanie ze sobą kilku oczywistych składników i liczenie na to, że scali się to w jedno, smaczne danie. Oddaj fartucha, Katy.

#BAND

Wspomniane w poprzednim akapicie panie niezbyt pozytywnie zaskoczyły w tym miesiącu. Cała nadzieja w zespołach? Pamiętam, jak zawiedziona byłam po pierwszym odsłuchu “Surrender” Hurts. Dlatego też postanowiłam nie zrażać się do ich nowego singla “Beautiful Ones”. Niestety, ani drugie, ani nawet dziesiąte podejście do tej kompozycji nie sprawiły, że zmieniłam zdanie. To banalny, pozbawiony klimatu  utwór. Nie należę do grupy słuchaczy, zachwycających się Haim. Próbowałam polubić, ale średnio mi to wychodziło. Nowy utwór “Right Now” włączyłam z ciekawości. Chyba się w nim za dużo dzieje. Klawiszowe fragmenty na plus, ale pozostałe instrumenty sprawiają wrażenie dołączanych na siłę, bez przemyślenia koncepcji. Zaplusowali Royal Blood i Paramore. Brytyjski duet kontynuuje przygodę z garażowymi, ciężkimi brzmieniami. Kawałek “Lights Out” zadowolić powinien wszystkich ich fanów. Zdezorientowani zaś mogą być miłośnicy Paramore. Czasy “Ignorance”, “Pressure” i “Misery Business” minęły bezpowrotnie. Grupa w swoim powrotnym singlu “Hard Times” sięga po przyjemne, przebojowe, kolorowe popowe melodie. I wypada w nich świetnie, choć nie obraziłabym się o więcej utworów w stylu “Future”… Ale niech im już będzie.

#SURPRISE

Amerykański wokalista i muzyk Jack White dawno nie dzielił się z nami swoimi nowymi piosenkami. Jego ostatni solowy album, “Lazaretto”, ukazał się trzy lata temu. Aż tu nagle d sieci trafia “Battle Cry”. Instrumentalna kompozycja nie zapowiada, niestety, jego nowego wydawnictwa. Jack White udostępnił piosenkę na potrzeby reklamy sportowej marki Warstic, której jest współwłaścicielem. Singiel “Battle Cry” na 7-calowym winylu do sprzedaży trafi w tegoroczny  Record Store Day.

#STORYTOBETOLD

Coraz mniej dni dzieli nas od premiery nowej płyty Lany Del Rey, “Lust For Life”. Tym, co zawsze mi się w jej piosenkach podobało, było wplatanie zdarzeń czy postaci znanych z amerykańskiej kultury. Oglądając zwiastun albumu, w którym duch wokalistki żyje sobie w literce H słynnego napisu Hollywood, zaczęłam się zastanawiać, jak ona na ten pomysł wpadła. Okazało się, że musimy cofnąć się w czasie do roku 1932. We wrześniu tego roku aktorka Peg Entwistle popełniła samobójstwo, skacząc z litery H. Warto dodać, że nie brakuje osób, według których jej duch co jakiś czas pojawia się w miejscu jej śmierci. Tej sprawie poświęcono nawet jeden z odcinków programu o zjawiskach paranormalnych. Jednak Del Rey swój nadchodzący krążek promuje promiennym uśmiechem (patrz: okładka), zdradzając, że jest szczęśliwa jak nigdy wcześniej. A może to tylko pozory?

#LIVE

Woodkid dużo koncertował. Zjechał świat na długo przed premierą “The Golden Age”, a na dobre rozkręcił się po ukazaniu się tego wspaniałego wydawnictwa. Ostatnio jednak pochłonęły go inne projekty. Ostatni raz przed publicznością wystąpił 15 lipca 2016 roku podczas Montreux Jazz Festival. To ie był zwykły koncert. To było wyreżyserowane z rozmachem przedstawienie, podczas którego Woodkid na scenie gościł m.in. Son Luxa, Eda Droste’a i Elle Fanning. Podczas swojego białego setu zaprezentował doskonale znane kompozycje z “Iron”, “Run Boy Run” i “I Love You” na czele, oraz zaskoczył czymś nowym (“Wasting Time”, “You Don’t Know Me”, “Central Park”). Na początku kwietnia zapis wydarzenia trafił na YouTube. Bierzcie, słuchajcie, oglądajcie i zachwycajcie się tym wszyscy. A ty, Woodkidzie, wracaj do nas z nowościami.

#COMEBACK

W niektóre powroty ciężko uwierzyć. Chociaż TLC (dziś duet; w latach 90. bijące rekordy popularności trio) zaczęły pod koniec 2014 roku zbiórkę funduszy na nowy, pożegnalny album, przez szmat czasu nie pojawiały się żadne informacje o jakiejkolwiek ich studyjnej aktywności. dziewczyny jednak nie uciekły z pieniędzmi słuchaczy i opublikowały 14 kwietnia nowy singiel “Way Back”. Gościnnie w kompozycji udziela się Snoop Dogg. Powiem szczerze, że się obawiałam tej piosenki. Jak TLC odnalazłyby się w 2017 roku (warto zaznaczyć, że ostatnią płytę wydały w 2002 roku)? Okazało się, że całkiem nieźle, bo nie próbowały na siłę dopasować swojej muzyki do współczesnych trendów. Słuchając “Way Back” na chwilę można przenieść się w czasie. Pomaga w tym nawet tekst, traktujący o spotkaniu starej miłości i nawiązaniu relacji od nowa.

#KONCERTOMANIA

Kwiecień miał kilka przyzwoitych ogłoszeń i jedno takie, które na chwilę zatrzymało internet. A przynajmniej jego muzyczną część. Po raz pierwszy do Polski wpadnie grupa Gorillaz. I to nie na jeden, ale dwa koncerty! Najpopularniejszy animowany zespół wystąpi 14.6 w warszawie i 18.6 w Katowicach. Inne ogłoszenia? 6.11 do Polski powróci Queen + Adam Lambert. Dzień wcześniej w Warszawie wystąpi reprezentant muzyki elektronicznej Bonobo. Nowymi nazwami sypnęły polskie festiwale. Orange Warsaw Festival wzbogacił się o Two Door Cinema Club. Na Kraków Live Festival wystąpią Lana Del Rey i Wiz Khalifa. Na Open’erze czekają nas koncerty Tyler the Creator, Charli XCX, JMNS, Kiasmos, Kevina Morby’ego. Organizatorzy Czad Festival zaprosili The Offspring.

 #AWAITED.ALBUM

Wieść o zawieszeniu działalności boysbandu One Direction nie ruszyła mnie ani trochę. Podobnie jak doniesienia o solowej działalności jego członków. Aż do tego miesiąca. W ucho wpadł mi pierwszy singiel Harry’ego Stylesa “Sign of the Times” (o piosence tej jeszcze w tym #CUTOFF wspomnę). Krotko mówiąc – pierwsze spotkanie z piosenką sprawiło, że zbierałam szczękę z podłogi. Jestem niesamowicie ciekawa, czy cały album “Harry Styles” utrzyma poziom. Premiera wydawnictwa przewidziana jest na 12 maja. Na krążek trafi dziesięć kompozycji. Jeśli płyta utrzymana będzie w podobnym stylu co singiel, spodziewać się możemy ciekawej podróży w czasie do lat, w których brytyjski rock sporo znaczył.

#ANNIVERSARY

6 kwietnia 1992 roku ukazała się debiutancka solowa płyta Annie Lennox “Diva”. Album, który przyniósł takie single jak “Why” i “Walking on Broken Glass”,  był sporym przebojem. Wydawnictwo nominowane było do nagrody Grammy, lecz przegrało walkę o nią z “Unplugged” Erica Claptona. Utwór “Step by Step”, zawarty na edycji deluxe, coverowała Whitney Houston. 14 kwietnia swoje 20. urodziny świętowała “Ultra”, dziewiąta płyta Depeche Mode. Album powstawał w bólach – między członkami zespołu dochodziło do wielu spięć i kłótni, a Dave Gahan miał problem z narkotykami. Wydawnictwo promowały takie numery jak “Barrel of a Gun” i “Useless”. Gdzie dziś jest Ashanti? Mało kto wie, a nie tak dawno, bo 15 lat temu, wokalistka r&b była jednym z najgorętszych nazwisk amerykańskiego przemysłu muzycznego. Jej imienny debiut w samych tylko Stanach w ciągu jednego roku sprzedał się w nakładzie przekraczającym 3 miliony sztuk. Krążek przyniósł artystce nagrodę Grammy w kategorii Best Contemporary R&B Album. Do dziś milo wspomina się wylansowane przez Ashanti przeboje “Happy”, “Foolish” i “Baby”. Ciężko uwierzyć, że od ostatniego komercyjnego sukcesu Avril Lavigne mija 10 lat. 17 kwietnia do sprzedaży trafiła jej trzecia płyta “The Best Damn Thing”, którą promowały takie piosenki jak “Girlfriend” (ciekawostka – klip do utworu był pierwszym, który przekroczył 100 milionów odtworzeń na YT), “Hot” i “When You’re Gone”.

#RETRO

Czy najróżniejsze dissy i prztyczki w piosenkach są jedynie domeną wykonawców działających w świecie hip hopowych brzmień? Okazuje się, że nie. W czerwcu 1974 roku pochodzący z południa Stanów Zjednoczonych zespół Lynyrd Skynyrd wypuścił singiel “Sweet Home Alabama”, w którym odnosi się do kompozycji kanadyjskiego muzyka Neila Younga “Alabama” i “Southern Man”. Czym Young podpadł grupie? We wspomnianych utworach w negatywny sposób wyrażał się o mieszkańcach południowych stanów sąsiedniego kraju, zarzucając im rasizm i popieranie niewolniczej pracy. Lynyrd Skynyrd postanowili w swojej piosence mu odpowiedzieć, śpiewając m.in Well, I heard Mister Young sing about her. Well, I heard ol’ Neil put her down. Well, I hope Neil Young will remember a Southern man don’t need him around anyhow. Robią to w taki sposób (wyposażając swój numer w spore pokłady ciepła i przyjemnych, odprężających rockowych melodii), że nie sposób nie przyznać im punktu.

#5XPIOSENKA

Harry Styles – Sign of the Times Gdyby ktoś mi powiedział, że będę mieć obsesję na punkcie debiutanckiego, solowego singla byłego członka One Direction… Życie lubi zaskakiwać. Harry Styles po rozpadzie boysbandu nabrał wiatru w żagle i nagrał piosenkę diametralnie inną od tego, czym jego zespół raczył nas na co dzień. “Sign of the Times” to wielki utwór. O podniosłym, rewelacyjnym refrenie. O wodospadzie emocji. O poruszającym tekście. No i o melodii, będącej ukłonem dla brytyjskiego rocka sprzed paru dekad. Wow. Wow. Wow. Jeśli cała jego płyta pełna będzie takich nagrań, mamy mocnego pretendenta do miana albumu 2017 roku. Harry idzie swoją drogą. I za to należy mu się szacunek.

Norah Jones – Unchained Melody Dyskografia amerykańskiej jazzowo-retro popowej wokalistki Nory Jones bez coverów byłaby jakaś taka uboga. Jej autorskie kompozycje stoją na wysokim poziomie, ale równie miło słucha się cudzych piosenek, które artystka na swój sposób zaadaptowała. Na potrzeby soundtracku “Resistance Radio: The Man in the High Castle Album” nagrała napisane w latach 50. “Unchained Melody”. Ponownie swoją muzyką zabiera nas na wycieczkę w przeszłość. Jej cover jest prosty, ale magiczny.

Kendrick Lamar & U2 – XXX Prawdopodobnie jestem jedyną osobą na świecie, która nie wznosi do amerykańskiego rapera Kendricka Lamara modłów. Próbowałam słuchać jego płyt, ale nie towarzyszyło temu wydawanie okrzyków zachwytu. Piosenka “XXX” jednak mnie zainteresowała i skłoniła do szybkiego sprawdzenia, jak w hip hopowej stylistyce wypada grupa U2. Okazuje się, że ten dziwny mix artystów dobrze się sprawdził. Świetnych śpiewanych partii Bono jest w niej jednak mało, ale ciekawie dopełniają nawijkę Lamara, której tematyka kręci się w okół ostatnio ulubionego tematu celebrytów – polityki.

Roger Waters – Smell the Roses Jak to jest wracać z nowymi piosenkami po dwudziestu pięciu latach? Mało artystów może odpowiedzieć na to pytanie. Jednym z nich jest Roger Waters, członek legendarnego zespołu Pink Floyd. Wkrótce ukaże się jego album “Is This the Life We Really Want?”. Zapowiada go singiel “Smell the Roses”, którego tematyka – a jakże – dotyka politycznych wydarzeń ostatnich miesięcy. Mnie jednak bardziej zafascynowała sama muzyka, będąca wciągającą porcją progresywnego rocka. Jest intrygująco. Jest mrocznie. Ciarki przechodzą po plecach. Każdemu można tylko życzyć takiego come backu.

PJ Harvey – A Dog Called Money Z okazji odbywającego się w kwietniu Record Store Day artyści przygotowują różne małe niespodzianki wydawnicze. W przypadku brytyjskiej królowej alternatywy jest nią winyl z dwoma piosenkami (do sprzedaży trafi 1000 sztuk; dostępne będą na najbliższych koncertach wokalistki). Jedną z premier jest “A Dog Called Money” – duszne, mroczne nagranie, którym Polly Jean śpiewa wraz ze swoim męskim zespołem. Kompozycja stanowi kontrast do utworów, które trafiły na album “Hope Six Demolition Project”. Warto także posłuchać drugiej nowości – akustycznej, atakującej swą skromnością piosenki “I’ll Be Waiting”.

#MOST.VIEWED

1. W SZUFLADZIE: Britney Spears – In the Zone
2. Nelly Furtado „The Ride” (2017)
3. CUTOFF: marzec ’17
4. IN&OUT: Coldplay
5. SOHN – muzyka na noc i jej schyłek
6. Rag’n’Bone Man „Human” (2017)
7. Cameron Avery „Ripe Dreams, Pipe Dreams” (2017)
8. George Michael „Older” (1996)
9. Goldfrapp „Silver Eye” (2017)
10. Tom Waits „Closing Time” (1973)

#LAST.FM

TOP10 artystów kwietnia
1. Nelly Furtado

2. SOHN
3. Goldfrapp
4. Lord Huron
5. Caro Emerald
6. Tom Waits
7. Coldplay
8. George Michael
9. Harry Styles
10. Britney Spears

TOP10 piosenek kwietnia
1. Lord Huron — The Night We Met
2.  Harry Styles — Sign Of The Times
3. SOHN — Hard Liquor
4. SOHN — Primary
5. Angel Olsen — Windows
6. SOHN — Dead Wrong
7. SOHN — Rennen
8. SOHN — Signal
9. Nelly Furtado — Cold Hard Truth
10. George Michael — Older

TOP10 płyt kwietnia
1. SOHN – Rennen
2. Nelly Furtado – The Ride
3. Tom Waits – Closing Time
4. George Michael – Older
5. Goldfrapp – Silver Eye
6. Caro Emerald – Emerald Island EP
7. Britney Spears – In the Zone
8. David Bowie – Hunky Dory
9. SOHN – Tremors
10. Nelly Furtado – Folklore

10 Replies to “#CUTOFF: kwiecień ’17”

  1. Te dwie nowe piosenki PJH dosyć mocno mnie zawiodły. Natomiast jakimś zaskoczeniem jest dla mnie Harry Styles, chociaż nie będę udawać, że One Direction cokolwiek dla mnie znaczy 😉

  2. Lubię te podsumowania miesiąca, zawsze dowiaduję się, po jakie albumy i piosenki sięgnąć – ostatnio nie mam zbyt wiele czasu na poszukiwania nowej muzyki, więc fajnie, że prezentujesz te najciekawsze. TLC kiedyś uwielbiałam, teraz to już nie moja bajka, ale mimo wszystko jestem pozytywnie zaskoczona, że dziewczyny znów coś nagrały. Piosenka Kendricka Lamara z U2 to dla mnie nieporozumienie. Dla mnie U2 jest samo w sobie tak świetne, że nie potrzebuje żadnych duetów, a już na pewno nie z raperem.

  3. Zaczęłam doceniać “Chained To The Rhythm” po tym jak usłyszałam “Bon Appetit”. Za to “Hard Times” może i nie brzmi jak stare Paramore, ale tak bardzo wpada w ucho, że nie mogę przestać go słuchać. Całkiem ciekawa wersja “Unchained Melody”, ale ja zostanę przy mojej ulubionej i nieśmiertelnej wersji Righteous Brothers.
    Pozdrawiam. 🙂

  4. Uważam podobnie jak Ty – moim zdaniem nowe piosenki od Lady Gagi, Shakiry i Katy to jakieś nieporozumienie. Są po prostu nijakie. Podobnie zresztą jak nowość od Hurts. Czekam również na album Harrego, chyba już dawno nie byłam tak bardzo ciekawa czyjegoś debiutu. Mam nadzieję, że pozostałe utwory utrzymają poziom “Sign of the times”. Z tych 5 piosenek spodobało mi się “Smell the roses”. “XXX” próbowałam słuchać, ale jak na razie nie mogę się przekonać do tej mieszanki.
    Pozdrawiam i zapraszam na nową recenzję u mnie!
    http://www.reckless-serenade.blog.pl

  5. Błagam, niech Twoja teoria się nie sprawdzi i Lana pozostanie wesoła i szczęśliwa. Niech wyleczy depresję, którą wcześniej nam dała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *