#CUTOFF: luty ’18

#AWAITEDALBUM

Kiedy już mogło się wydawać, że Janelle Monae, amerykańska wokalistka znana z takich utworów jak “Tightrope” czy “PrimeTime”, porzuciła muzykę dla aktorstwa (oglądać ją można m.in. w “Ukrytych działaniach” i “Moonlight”, ukazał się zwiastun jej pierwszej od 2013 roku studyjnej płyty. Następca “The Electric Lady” zatytułowany został “Dirty Computer”. Do naszych rąk krążek trafi 27 kwietnia. Zapowiadają go dwa single – znakomite, mieszające r&b z elektroniką i gitarowymi wstawkami “Make Me Feel” oraz słabsze, pokazujące, jak Janelle radzi sobie z rapowaniem “Django Jane”. Dwa zupełnie różne kawałki, dwa kompletnie inne oblicza jednej kobiety. Ta płyta na pewno będzie intrygująca.

#SURPRISE

Niby wycieków słuchać się nie powinno, ale kiedy do sieci trafia piosenka jednej z twoich ulubionych artystek, pokusa jest zbyt duża, by móc się jej oprzeć. Tym bardziej, kiedy to Amy Winehouse, która i tak zostawiła nam po sobie bardzo mało kompozycji. Pod koniec lutego do sieci trafiło nieznane wcześniej demo, na którym zaledwie 17-letnia gwiazda wykonuje “My Own Way” – piosenkę napisaną przez Gila Canga i Jamesa McMillana. Ten pierwszy znalazł nagranie dopiero niedawno i postanowił podzielić się nim z fanami artystki. A jeśli jesteście ciekawi innych niewydanych oficjalnie kompozycji Winehouse, odsyłam was do artykułu, który przygotowałam kilka miesięcy temu.

#COMINGSOON

Funkcjonujący od początku lat 80. zespół Sade nie należy do najbardziej pracowitych grup. Dość napisać, iż w latach 90. ukazała się ich jedna płyta, a na nową czekamy od 2010 roku. Formacja ze zjawiskową Sade Adu na wokalu nie dzieli się pojedynczymi numerami i niechętnie rzuca się w wir innych projektów. Do czasu. Jak się okazało, wystarczyło poprosić zespół o coś nowego. Zrobiła tak reżyserka Ava DuVernay, która pracuje nad disney’owskim obrazem “Wrinkle in Time”. Grupa przyjęła zaproszenie i na potrzeby filmu nagrała utwór “Flower of the Universe”. Pozostaje nam czekać na jego premierę i trzymać kciuki, by zespołowi znów chciało się wydać nowy studyjny album. I ruszyć w trasę, bo marzę o zobaczeniu ich na żywo.

#UPS

Tego się chyba Fergie nie spodziewała. Wokalistka, której kariera mocno się w ostatnich latach załamała, dostała zaproszenie na Mecz Gwiazd NBA. Wydarzenie uświetnić miała wykonaniem amerykańskiego hymnu. Niestety jej jazzowo-bluesowa interpretacja bardziej śmieszy niż zachwyca, ściągając na artystkę lawinę negatywnych komentarzy. Jak sama Fergie tłumaczy się z tego zamieszania? Tamtego wieczoru chciałam spróbować czegoś wyjątkowego. Ja często podejmuję artystyczne ryzyko. Moja interpretacja niestety nie weszła w odpowiedni ton – powiedziała w rozmowie z jednym z portali.

#KONCERTOMANIA

Luty przyniósł wiele ciekawych koncertowych ogłoszeń. Dla mnie tym najważniejszym newsem była wieść o open’erowym koncercie Nick Cave and the Bad Seeds. Nie udało się w Warszawie w październiku, nadrobię w Gdyni. Coś czuję, że będzie to jeden z najważniejszych gigów mojego życia. Oragnizatorzy festiwalu ujawnili także inne nazwy: Glass Animals, Little Simz, Kali Uchis, Young Fathers i La Femme. Nowego headlinera ogłosił także Kraków Live Music. Został nim DJ Martin Garrix. Na festiwalu wystąpią także Die Antwoord. Koncertowym newsem miesiąca był jednak ten o powrocie do Polski legendarnych The Rolling Stones. Grupa zagra 8 lipca w Warszawie. Z mniejszych wydarzeń warto zwrócić uwagę na ponowne pojawienie się w Polsce dwóch muzyków z grupy Balthazar: J. Bernard zaśpiewa 10 kwietnia w Krakowie, a równo miesiąc później w Warszawie zaprezentuje się Warhaus. Do stolicy zawitają także Portugal The Man (25.06) i Haim (07.06). Na więcej niż jeden koncert wpadną do Polski GusGus i Low Roar.

#FILMOWO

Kiedy cały świat mniej lub bardziej przeżywał pojawienie się soundtracków do “Czarnej pantery” i ostatniej części “50 twarzy Grey’a”, mnie zainteresowała inna premiera. Brytyjska wokalistka PJ Harvey zaangażowała się w prace nad soundtrackiem do thrillera “Dark River”. Wspiera ją w tym kompozytor Harry Escott. Posłuchać już możemy pierwszego utworu, jakim jest “An Acre of Land”. Prosta, gitarowa piosenka jest coverem tradycyjnej brytyjskiej folkowej pieśni. I to w wersji Polly słychać, przez co słuchacz odnosi wrażenie, iż obcuje z nagraniem faktycznie stworzonym dawno temu. Warto jednak posłuchać kilka razy, gdyż za pierwszym niezbyt chwyta za serce.

#ANNIVERSARY


W przypadku brytyjskiej formacji Radiohead często zapomina się, że przed “OK Computer” też było życie. I ta płyta, “Pablo Honey”, która ukazała się 22 lutego 1993 roku. Dziś debiutancki krążek zespołu wspominany jest jedynie w kontekście popularnego singla. Tak, “Creep”. Numer, którego Radiohead szczerze nienawidzą. Powinni być jednak choć trochę wdzięczni, bo piosenka sprawiła, że ich mocno średni debiut zaznaczył swoją obecność na listach bestsellerów na całym świecie. Może i “The Writing’s on the Wall” uczyniło z Destiny’s Child gwiazdy, lecz to imienny debiut (wydany 17 lutego 1998 roku) sprawił, że girlsband zaistniał w świadomości fanów r&b. Album promowały nieco zapomniane dziś single “No No No” i “With Me”. Płyta rozeszła się w prawie dwumilionowym nakładzie w USA. 18 lutego 2003 roku szósty krążek wydała specjalizująca się w brzmieniu indie rock i lo fi Cat Power. Album zatytułowany został “You Are Free”, a wśród osób, które pomogły artystce przy jego składaniu pojawili się m.in. Warren Ellis, Dave Grohl i Eddie Vedder. Płyta osiągnęła 2. pozycję na liście US Independent Albums. Pod koniec lutego 2008 roku po przygodzie z bardziej rozrywkowym, glamowym brzmieniem (“Supernature”) duet Goldfrapp zaprezentował swój inspirowany folkiem krążek “Seventh Tree”. Płyta promowana była przez takie single jak “A&E”, “Happiness” i “Clowns”.

#RETRO

Przydarzyła wam się kiedyś taka sytuacja: znacie jakiś utwór od lat, ale doceniacie go dopiero po czasie? Miałam tak ostatnio z “Bird on the Wire” Cohena, a chwilę temu podobna iskra pojawiła się po usłyszeniu country-popowego “The End of the World” Skeeter Davis. Piosenka powstała na początku lat 60. i doczekała się niezliczonej liczby coverów (m.in. zabrały się za nią Sharon Van Etten, Cyndi Lauper, Lana Del Rey). Nie da się jednak ukryć, że oryginał nie ma sobie równych. Krystaliczne wokale Davis kreślą nam przesiąkniętą smutkiem opowieść o utraconej miłości. Niby z takich rzeczy da się szybko wyleczyć, lecz dla podmiotu lirycznego kompozycji odejście ukochanego jest tytułowym the end of the world.

Why does my heart go on beating? Why do these eyes of mine cry? Don’t they know it’s the end of the world? It ended when you said goodbye

#5XPIOSENKA

KIESZA X CHRIS MALINCHAK – MOTHER. Cztery lata temu jej “Hideaway” było hitem parkietów. Gwiazda Kieszy niestety szybko przygasła, a jak nie było następcy “Sound of a Woman”, tak nie ma. Artystka ujawnia od czasu do czasu pojedyncze single, lecz to dopiero “Mother” na dłużej przyciągnęło moją uwagę. Lekka, oldskulowa, ale też nieco… creepy. Taka jest ta kompozycja, w której Kiesza postawiła na zmysłowe, dziewczęce wokale. Całość sprawia jednak wrażenie utworu, który promować mógłby jeden z sezonów “Bates Motel”.

LION BABE – HONEY DEW. Nie do końca rozumiem postępowanie amerykańskiego duetu LION BABE, który swoją twórczość opiera na elektroniczno-soulowo-rhythm’and’bluesowych dźwiękach. Wypuszczają nowe single chaotycznie, a do tego nie wiadomo, czy w ogóle doczekamy się następcy “Begin”. Jeśli płyta byłaby w stylu gorącego jeszcze “Honey Dew”, mielibyśmy się czym zachwycać. Nie jest może przebojowo, ale błogo, leniwie i bardzo nastrojowo.

LORD HURON – WAIT BY THE RIVER. Amerykański zespół Lord Huron dokonał w zeszłym roku czegoś, co mało któremu artyście udało się wcześniej. Rozwalił mnie jedną piosenką – przerażająco smutnym “The Night We Met”. O stracie ukochanej osoby traktuje nowy singiel formacji, “Wait by the River”. If we can’t be together, what’s the point of life śpiewa Ben Schneider w całkiem eleganckim, kołyszącym nagraniu, które jednak nie brzmi tak przygnębiająco jak moje ulubione “The Night We Met”, ale równie pięknie.

U.S. GIRLS – ROSEBUD. Zabawne, czemu zwróciłam uwagę na kompozycję projektu U.S. Girls amerykańsko-kanadyjskiej wokalistki Meghan Remy. Rosebud było bowiem kodem, dzięki któremu w grze “The Sims” znacząco zwiększał się stan konta naszego Sima. Dopadła mnie nostalgia. Leciutko podbita nią jest sama piosenka formacji, będąc numerem inspirowanym m.in. disco. Piszę “m.in.”, gdyż grupa w jednym tylko kawałku potrafi przemycić nowocześniejsze elektroniczne brzmienia, gitarowe motywy i klimaty synth. I to wszystko trzyma się kupy!

MARLON WILLIAMS – COME TO ME Nowa Zelandia to nie tylko Lorde. Trafiłam ostatnio na artystę, który może nie grzeszy oryginalnością (takie brzmienia z pogranicza folku i country słyszeliśmy nie raz; to już klasyka), ale za to zachwyca głębokim, smutnym głosem. Warto sięgnąć po jego utwór “Come to Me”, który brzmi, jakby zagubił się w czasoprzestrzeni, trafiając do roku 2018 zamiast lat 60.

#LASTFM

10 piosenek lutego

  1. Skeeter Davis – The End of the World
  2. The Lumineers – My Eyes
  3. Rhye – Please
  4. Rhye – Count to Five
  5. Rhye – Taste
  6. Rhye – Song for You
  7. Rhye – Waste
  8. Rhye – Feel Your Weight
  9. Rhye – Stay Safe
  10. Rhye – Phoenix

10 płyt lutego

  1. Rhye – Blood
  2. Rosalie – Flashback
  3. Kelela – Take Me Apart
  4. Justin Timberlake – Man of the Woods
  5. Dillon – Kind
  6. King Krule – The OOZ
  7. Franz Ferdinand – Always Ascending
  8. Dillon – The Unknown
  9. The Killers – Wonderful Wonderful
  10. Duffy – Rockferry

10 artystów lutego

  1. Rhye
  2. Dillon
  3. The Killers
  4. Justin Timberlake
  5. Rosalie
  6. Kelela
  7. King Krule
  8. Franz Ferdinand
  9. Duffy
  10. Nick Cave and the Bad Seeds

4 odpowiedzi do “#CUTOFF: luty ’18”

  1. Zobaczyć na żywo The Rolling Stones to byłoby coś, chyba od jutra startuje sprzedaż biletów, ale ceny biletów trochę przygaszają emocje.

  2. Trochę szkoda mi Fergie, ale jednocześnie ile memów powstało dzięki jej występowi… 😉
    Ostatnio też zaczęłam słuchać Lord Huron, ich muzyka rzeczywiście ma w sobie coś takiego klimatycznego. W najbliższym czasie zamierzam też zapoznać się z U.S. Girls. A jeśli chodzi o “The End Of The World”, to już chyba zawsze będzie mi się kojarzyć z filmem “Girl, Interrupted”.
    Pozdrawiam. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *