Open’er Festival 2018 – część druga


Kilka dni temu przedstawiłam swoje typy, jeśli chodzi o koncerty, które podczas tegorocznej edycji Open’era pozostawiły po sobie najmilsze wspomnienia. dziś oddaję w wasze ręce relacje z kilku pozostałych występów. To co? Widzimy się za rok?

That Other Girl

Ubogo ostatnio przedstawiają się line upy festiwali jeśli chodzi o kobiece wokale. Także w Gdyni takie artystki jak Kali Uchis, Sevdaliza czy MØ były w mniejszości. Koncert tej ostatniej sobie odpuściłam (kolidował z Davidem Byrnem), ale wybrałam się posłuchać dwóch pierwszych. Jakże inne to były występy. Nie powiem, w Kali pokładałam ogromne nadzieje. Bardzo lubię jej debiut (“Isolation”) i oczekiwałam znakomitego koncertu. Na scenę w błyszczącym kostiumie wyszła seksowna dziewczyna o latynoskiej urodzie, która… okazała się być bardzo słabą wokalistką. Jej show (złożone z takich nagrań jak “After the Storm”, “Just a Stranger”, “In My Dreams” czy epkowego “Speed”) dobrze się oglądało, ale słuchanie sprawiało mały ból. Wielkie rozczarowanie. Zupełnie inne wrażenie zostawiła po sobie Sevdaliza. Stacjonująca w Holandii Iranka także postawiła na zmysłowe, kocie ruchy, ale nie zapomniała o dołożeniu do swojego tajemniczego przedstawienia pięknych, głębokich wokali. Jej koncert był przemyślanym, spójnym widowiskiem, na który złożyły się takie kompozycje jak “Voodoov”, “Human”, “That Other Girl” i “Time”. I chociaż Sevdaliza sprawiała wrażenie zamkniętej w swoim egzotycznym, dusznym, rhythm’and’bluesowo-neo soulowym świecie, między piosenkami często podkreślała, że to nasze wsparcie pozwala jej na bycie niezależną artystką i robienie tego, co kocha, a nie tego co musi.

Four stars out of five

Powyższym cytatem z jednej z tegorocznych piosenek Arctic Monkeys podsumować można występy pozostałej trójki headlinerów: Depeche Mode, Bruno Marsa i wspomnianego brytyjskiego zespołu. Formacja Alexa Turnera na festiwalu zaprezentowała się w środowy wieczór, wkraczając na scenę przy dźwiękach “Four Out of Five”. Utwór nie był jedynym reprezentantem zaskakującego, wyciszonego (jak na Arktyczne Małpy) albumu “Tranquility Base Hotel + Casino”. Grupa zaprezentowała także m.in. moje ulubione “One Point Perspective” i powolne “Star Treatment”. Kompozycje te, choć naprawdę urokliwe, w koncertowych, festiwalowych warunkach nie sprawdzają się tak dobrze, jak starsze numery grupy. Furorę przede wszystkim robiły takie kawałki jak “Brianstorm”, “Do I Wanna Know?” i “I Bet You Look Good on the Dancefloor”, choć miło było przypomnieć sobie także takie nagrania jak “Knee Socks” czy “Pretty Visitors”.

Black Celebration

Depeche Mode to marka sama w sobie. Chociaż tylko w tym roku koncertowali w Polsce trzykrotnie, do Gdyni i tak ściągnęli tysiące sympatyków. Grupa z powodu czasowych ograniczeń skróciła swój set do najbardziej znanych kompozycji, zabierając nas w podróż po takich hitach jak “Personal Jesus”, “Walking in My Shoes”, “Stripped” i “Precious”. Najlepiej wypadły bisy, podczas których  zabrzmiały “Enjoy the Silence” i lekko kiczowate, ale zachęcające do zabawy “Just Can’t Get Enough”. Uwagę przez niemal całe show skupiał na sobie prowokujący, mroczny Dave Gahan, lecz to trzymający się z boku Martin Gore był autorem najbardziej wzruszającej chwili całego koncertu – pięknie zaśpiewał balladę “Somebody”.

Guess who’s back again?

Nikt chyba nie przypuszczał, że Bruno Mars po ubiegłorocznym, krakowskim koncercie tak szybko powróci do Polski. Jeden z najpopularniejszych wokalistów na festiwal przywiózł naprawdę imponujące widowisko. Niebo często rozświetlały fajerwerki, a Mars wraz z całym zespołem niemalże przy każdej piosence pokazywał zsynchronizowane, taneczne ruchy. Wolne momenty też się zdarzały, bo czym byłby występ Bruno bez romantycznych chwil postaci “Versace on the Floor” czy “When I Was Your Man”. Częściej jednak artysta zapraszał do wspólnego tańca, przypominając takie przeboje jak “Runaway Baby”, “24k Magic”, “Locked Out of Heaven” czy zostawione na koniec, wyczekiwane “Uptown Funk”. Miłym ukłonem w stronę polskiej publiczności był wstęp do zmysłowego “Calling at My Lovelies”, które wokalista poprzedził udawaną telefoniczną rozmową, w której mówił swojej ukochanej, że odpuszcza sobie Paryż cz Rzym i zabiera ją w podróż do naszego kraju.

Nieznajomy?

Wspomnieni w poprzednim artykule Taconafide w Gdyni pożegnali się z publicznością, a występujący ostatniego dnia Dawid Podsiadło powiedział nam dzień dobry po ponad półtorarocznej przerwie, którą wykorzystał nie tylko na odpoczynek, ale i nagrywanie trzeciej płyty. Karierę artysty śledzę od czasów “X Factora” i pamiętam, jak jeszcze dwa lata temu występował na Tent Stage. Dziś jak mało kto z polskiej reprezentacji zasługuje na Maina. Mimo ogromnego sukcesu, Podsiadło pozostał skromnym, zabawnym chłopakiem (w Gdyni uraczył nas m.in. opowieścią o tym, jak odmówił kilkudziesięciu fanom wspólnego zdjęcia, co z ich strony miało skończyć się obsmarowaniem Dawida na fejsie) o ogromnym talencie. Na festiwalu przypomniał swoje polskie single (m.in. “Trójkąty i kwadraty”, “W dobrą stronę”) i (co pozytywnie mnie zaskoczyło) takie nagrania z debiutu jak “No” i “Elephant”. Nowości usłyszeliśmy tylko dwie: przebojowego “Małomiasteczkowego” i intrygujący utwór roboczo zatytułowany “Ballada”. Tłumy, jakie mimo wczesnej pory zjawiły się na koncercie Podsiadło pozwalają tylko stwierdzić, iż o dobrej muzyce pamiętać się będzie nawet po wielu miesiącach.

Inne koncerty, w których uczestniczyłam: Fleet Foxes, Young Fathers, Massive Attack, Young Thug, DJ Rashida, Years & Years, Post Malone.

3 odpowiedzi do “Open’er Festival 2018 – część druga”

  1. Choć osobiście najbardziej czekałem na występ Post Malone, to dla mnie Bruno Mars pozamiatał. Przygotowanie i zgranie wokalno-taneczne zespołu wraz z wokalistą perfekt i to chyba mnie najbardziej urzekło. Świetnie się ich razem oglądało. Sprawiali wrażenie, że dobrze się bawią. Chętnie wybrałbym się ponownie zobaczyć ich w akcji ponownie 🙂

    Pozdrawiam!
    https://songarticles.wordpress.com/

  2. Bardzo chciałam jechać na Depeche Mode, jednak wieczór 5 lipca upłynął mi z innymi artystami – Ernestem Hemingway’em, F.S.Fitzgeraldem, Markiem Twainem… Chciałam zobaczyć w ten sam dzień Kali Uchis, a to że przenieśli ją na następny dzień tylko wyszłoby na moją niekorzyść. Szkoda, że jest słaba na żywo.
    U mnie nowy wpis, zapraszam i pozdrawiam. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *