RECENZJA: Alizée “Gourmandises” (2000) (#1677)

Debiutancki album Alizée, “Gourmandises”, jest jedną z tych płyt, które nie powstały przypadkiem. Za jej narodzinami stoi historia jak z popowej bajki – młoda wokalistka została zauważona w programie talent show, gdzie jej głos przyciągnął uwagę dwóch potężnych nazwisk francuskiej sceny, producenta Laurent Boutonnat oraz ikony piosenki Mylène Farmer. Zafascynowani jej potencjałem, wzięli ją pod swoje skrzydła i stworzyli produkt, który w 2000 roku  wprowadził sporo świeżości we francuskim popie. “Gourmandises” nie jest więc jedynie debiutem nastoletniej dziewczyny, ale starannie wyreżyserowanym wejściem na scenę.

Czytaj dalej RECENZJA: Alizée “Gourmandises” (2000) (#1677)

RECENZJA: Charli XCX ” Wuthering Heights” (2026) (#1669)

Neonowo-zielony album “Brat” sprzed dwóch lat uczynił z jego autorki, brytyjskiej wokalistki Charli XCX, jedną z najgorętszych gwiazd sezonu. W krótkim czasie artystka stała się viralem i ikoną niepokornego elektropopu. Krążek “Wuthering Heights” pojawia się więc trochę na przekór temu mechanizmowi. To pierwszy tak duży projekt soundtrackowy w jej dorobku i jednocześnie sygnał, że Charli coraz chętniej rozpycha się w kinie. Jako pierwszy większy projekt po viralowym “Brat” tegoroczna płyta brzmi jak próba ucieczki od własnego sukcesu oraz testowanie, czy popowa gwiazda może na chwilę zniknąć w cieniu filmu, nie tracąc przy tym własnej tożsamości. 

Czytaj dalej RECENZJA: Charli XCX ” Wuthering Heights” (2026) (#1669)

RECENZJA: Men I Trust “Headroom” (2015) (#1665)

Gdy Kanadyjczycy z  Men I Trust debiutowali w 2014 roku, ich pierwsza płyta brzmiała raczej jak zbiór poszukiwań niż konkretny manifest. Był to szkic zespołu, który dopiero szukał własnego języka. “Headroom” to kolejny krok w tym procesie. Jest to również album, na którym grupa nadal chętnie sięga po gościnne głosy. Co szczególnie znaczące, jest to zarazem ostatni moment w historii Men I Trust, gdy Emmanuelle Proulx – dziś absolutnie kluczowa dla tożsamości zespołu postać – funkcjonowała jeszcze jako jedna z zaproszonych wokalistek, a nie jego centralny punkt ciężkości.

Czytaj dalej RECENZJA: Men I Trust “Headroom” (2015) (#1665)

RECENZJA: FKA twigs “Eusexua Afterglow” (2025) (#1654)

Kiedy w styczniu 2025 roku płyta “Eusexua” ujrzała światło dzienne, nie spodziewałam się, że projekt FKA twigs dopiero się rozkręca. Początkowo brytyjska wokalistka planowała wydanie jego reedycji (tak zwanej “Deluxua”) z dodatkowymi utworami, lecz z czasem jej wizja ewoluowała, co tylko udowadnia, jak nieprzewidywalna jest artystka. Zamiast typowego deluxe, “Eusexua Afterglow” przekształciło się w zupełnie nowy, autonomiczny album – czwarty w jej dyskografii. W ten sposób płyta stała się nie tylko dopełnieniem poprzedniczki, ale jej pełnoprawnym następcą.

Czytaj dalej RECENZJA: FKA twigs “Eusexua Afterglow” (2025) (#1654)

RECENZJA: Sevdaliza “Heroina” (2025) (#1646)

Po kilku latach artystycznego błądzenia Sevdaliza wraca z albumem, którym na nowo chce się wkupić w moje łaski. Irańska wokalistka po wydanym w 2020 roku naprawdę dobrym krążku “Shabrang” zdawała się tracić swój muzyczny zmysł, który wcześniej kierował ją w stronę alternatywnych, awangardowych, rhythm’and’bluesowych brzmień. Utknęła na mieliźnie serwując często nieciekawe, pozbawione emocjonalnej głębi i większej spójności piosenki. Na jej trzeci album, “Heroina”, nie czekałam więc z utęsknieniem, ale przez wzgląd na dawną sympatię postanowiłam sprawdzić, czy Sevda Alizadeh znalazła tę iskrę, która wprowadziła ją lata temu na artystyczny szczyt.

Czytaj dalej RECENZJA: Sevdaliza “Heroina” (2025) (#1646)

RECENZJA: Rochelle Jordan “Through the Wall” (2025) (#1641)

Rochelle Jordan, znana też jako ROJO, jest urodzoną w Londynie w rodzinie o jamajskich korzeniach wokalistką. Już od dziecka była zanurzona w bardzo różnorodnych brzmieniach. Jej ojciec był perkusistą, a w domu otaczały ją dźwięki reggae, dancehallu, soulu, gospel czy nawet brytyjskiego drum&bass. Swoją własną muzykę nagrywać zaczęła po przeprowadzce do Los Angeles i szybko wydała debiutancki album “1021”. Uwagę zwróciła dopiero jej kolejna płyta, a kolejną szansę na zdobycie nowych fanów jest tegoroczny krążek “Through the Wall”.

Czytaj dalej RECENZJA: Rochelle Jordan “Through the Wall” (2025) (#1641)

RECENZJA: Alison Goldfrapp “Flux” (2025) (#1620)

Chwytliwe, popowe refreny przypominające o czasach albumu “Supernature” oraz najbardziej poruszające teksty, jakie dotąd wyszły spod jej pióra – brytyjska wokalistka Alison Goldfrapp nie przebierała w słowach zapowiadając swój drugi solowy album, “Flux”. Na nowości spod szyldu duetu Goldfrapp czekamy już prawie dekadę i chyba poczekamy jeszcze długo, bo artystka swobodnie czuje się w autorskim repertuarze. Udowodniła to na “The Love Invention” z 2023 roku, potwierdza nowym wydawnictwem.

Czytaj dalej RECENZJA: Alison Goldfrapp “Flux” (2025) (#1620)

RECENZJA: Ela Minus “DÍA” (2025) (#1601)

Ela Minus, kolumbijska artystka, która swoją muzyczną podróż rozpoczęła w nastoletnim wieku od grania na perkusji w rockowym zespole, jakiś czas temu wkroczyła na zupełnie inny dźwiękowy teren. Mocne brzmienia zamieniła bowiem na elektroniczne bity, które, choć nowoczesne i czerpiące z technologi ile wlezie, nie są pozbawione intymności, emocji czy osobistych refleksji. Pięć lat po debiutanckim albumie “Acts of Rebellion” Minus prezentuje swój drugi krążek – “DÍA”.

Czytaj dalej RECENZJA: Ela Minus “DÍA” (2025) (#1601)

RECENZJA: MØ “Plæygirl” (2025) (#1596)

Duńska wokalistka MØ obecna jest na muzycznej scenie od 2014 roku, kiedy zadebiutowała ciepło przyjętym albumem “No Mythologies to Follow”. Przez trwającą już ponad dekadę karierę zaliczyła zarówno spektakularne sukcesy, jak i momenty wyraźnego twórczego zastoju. Jej poprzedni krążek, “Motordrome”, nie wniósł wiele nowego i podkopał moją wiarę w kreatywność Dunki. Czy czwarta płyta artystki to wreszcie powrót do formy i świeżości, które kiedyś uczyniły ją jednym z najciekawszych głosów skandynawskiego popu?

Czytaj dalej RECENZJA: MØ “Plæygirl” (2025) (#1596)

RECENZJA: Men I Trust “Men I Trust” (2014) (#1588)

Pochodzący z kanadyjskiego miasta Montreal zespół Men I Trust jest przykładem formacji, która jest samowystarczalna. Założona przez szkolnych znajomych grupa nie tylko samodzielnie pisze, aranżuje i produkuje, ale nawet nie podlega żadnej wytwórni i od lat swoje albumy wydaje własnym sumptem. Ich przygoda rozpoczęła się w 2014 roku, a wstępem do niej stał się krążek zatytułowany po prostu “Men I Trust”.

Czytaj dalej RECENZJA: Men I Trust “Men I Trust” (2014) (#1588)