#1023 David Bowie “Pin Ups” (1973)

W lipcu 1973 roku David Bowie staje na deskach sceny londyńskiej sali koncertowej Hammersmith Odeon, prezentując swoje słynne alter ego – Ziggy’ego Stardusta, muzyka z odległej galaktyki, który przybywa ocalić świat. Zadanie to okazuje się być niewykonalne, lecz po Starduście i jego muzykach (Spiders from Mars) zostają świetne kompozycje. Trzeciego dnia lipca Bowie ogłasza światu, że Ziggy wraca na swoją planetę. Po zejściu ze sceny Brytyjczyk gotowy jest na nowy rozdział swojej muzycznej historii.

Czytaj dalej #1023 David Bowie “Pin Ups” (1973)

#993 Leonard Cohen “Various Positions” (1984)

Na cztery lata zniknął słuchaczom z oczu Leonard Cohen. Kanadyjski wokalista i poeta zakończył trasę The Smokey Life Tour i postanowił zająć się życiem rodzinnym. Pojawiły się nawet plotki, iż wydany w 1979 roku album “Recent Songs” jest zwieńczeniem jego muzycznej kariery. Artysta powrócił nagle pod koniec 1984 roku. No i znów nie pasował do epoki.

Czytaj dalej #993 Leonard Cohen “Various Positions” (1984)

#992 The Murder Capital “When I Have Fears” (2019)

Chociaż Mark Ellis, brytyjski producent występujący pod pseudonimem Flood, przebierać mógłby w ofertach pracy od znanych i lubianych wykonawców (majstrował już przy nagraniach m.in. PJ Harvey, U2, Nick Cave and the Bad Seeds oraz Placebo), lubi zamykać się w studiu z nieoszlifowanymi artystami. W 2019 roku postanowił wspomóc irlandzką formację The Murder Capital. Właśnie ukazał się ich debiutancki album, “Whan I Have Fears”, i już teraz mogę wam zdradzić, że dawno Zielona Wyspa nie zaskoczyła takimi debiutantami.

Czytaj dalej #992 The Murder Capital “When I Have Fears” (2019)

#979 The Black Keys “Let’s Rock” (2019)

The mercy seat is waiting and I think my head is burning and in a way I’m yearning (…) and I’m not afraid to die śpiewał Nick Cave w latach 80., wcielając się w postać zbrodniarza skazanego na śmierć na krześle elektrycznym. Trzy dekady później podobna egzekucja zainspirowała duet The Black Keys. Na okładce jego dziewiątej studyjnej płyty widnieje elektryczne krzesło, a tytuł “Let’s Rock” jest niczym innym jak tylko ostatnimi słowami kryminalisty*, który przed rokiem skazany został na śmierć. Mrocznie? Kontrowersyjnie? Ani przez chwilę.

Czytaj dalej #979 The Black Keys “Let’s Rock” (2019)

#965 Rammstein “Rammstein” (2019)

Nie wydawali nowej muzyki przez dekadę, ale wystarczyła krótka zapowiedź powrotnego singla, by zdobiąca okładkę płyty zapałka przemieniła się w prawdziwy dynamit. To nie była iskierka. To był pożar. O Rammstein znów się mówiło, mówi i mówić będzie. Bo “Rammstein” (a według niektórych źródeł album w ogóle pozbawiony tytułu) jest nie tylko jedną z najlepszych cegiełek budujących dyskografię Niemców, ale i jedną z najmocniejszych tegorocznych premier.

Czytaj dalej #965 Rammstein “Rammstein” (2019)

#960 Bob Dylan “Blonde on Blonde” (1966)

W 1965 roku Bob Dylan zainicjował sporą rewolucję w swojej twórczości. Postanowił odejść od folkowych nagrań na rzecz grania bardziej rock&rollowego. Zebrał zespół i postanowił stworzyć rockową trylogię. Jej pierwszym elementem był album “Bringing It All Back Home”. Drugim zaś wydany parę miesięcy później “Highway 61 Revisited”. Całość wieńczy “Blonde on Blonde”, które przysporzyło muzykowi najwięcej trudności.

Czytaj dalej #960 Bob Dylan “Blonde on Blonde” (1966)

#958 David Bowie “Aladdin Sane” (1973)

Jest druga połowa 1972 roku. Brytyjski wokalista David Bowie jest już ważnym graczem na europejskiej scenie, a jego ostatnie albumy “Hunky Dory” i (a może raczej przede wszystkim) “The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars” cieszą się sporym uznaniem. Na drugim z nich artysta przedstawił swoje alter ego, Ziggy’ego Stardusta, przybysza z odległej galaktyki. We wrześniu Bowie zabrał Ziggy’ego do Ameryki. I zainspirowany tym miejscem napisał nowy rozdział swojej kariery.

Czytaj dalej #958 David Bowie “Aladdin Sane” (1973)

#944 Hozier “Wasteland, Baby!” (2019)

Tegoroczny mini album jest rewelacyjnym powrotem i zapowiedzią czegoś naprawdę pięknego i porywającego – pisałam w zakończeniu recenzji epki, którą irlandzki wokalista Hozier oddał w nasze ręce w drugiej połowie 2018 roku. Za nią, na początku marca, przyszła nowa studyjna płyta artysty, “Wasteland, Baby!”. Moje oczekiwania były spore, bo sam Hozier już pierwszym albumem zawiesił sobie wysoko poprzeczkę. Długi czas oczekiwania na następcę imiennego dzieła tylko tę ekscytację zwiększał.

Czytaj dalej #944 Hozier “Wasteland, Baby!” (2019)

#926 Elle King “Shake the Spirit” (2018)

I’m not America’s sweetheart but you love me anyway śpiewała w jednym z bardziej żywiołowych kawałków ze swojego debiutu Elle King. Przewidziała tym samym przyszłość, bo choć singiel “Ex’s & Oh’s” hulał po listach przebojów aż miło, pięć minut niepokornej Amerykanki szybko dobiegło końca. King nie jest jednak osobą, która by się tym przejmowała. Nie spieszyła się z wydaniem następcy “Love Stuff”. Powoli komponowała i pisała, choć na brak inspiracji narzekać nie mogła.

Czytaj dalej #926 Elle King “Shake the Spirit” (2018)

#912 Elle King “Love Stuff” (2015)

Burza blond włosów. Idealne kreski na powiekach. Pyzata buzia. Amerykańską wokalistkę Elle King (a właściwie Tanner Elle Schneider) zapamiętuje się nie tylko ze względu na wyrazisty image, ale przede wszystkim głos, który skrywa się w środku tego sympatycznego opakowania. Artystka pojawiła się na scenie już w 2012 roku, lecz na swoje pięć minut jeszcze trochę musiała poczekać. Jej singiel “Ex’s & Oh’s” stał się niespodziewanym hitem a ona sama nową ulubienicą Amerykanów, choć śpiewa o sobie, że ta rola zupełnie do nie nie pasuje.

Czytaj dalej #912 Elle King “Love Stuff” (2015)