#1125 The Lumineers “Cleopatra” (2016)

I been trying to do it right/I been living a lonely life śpiewa Wesley Schultz w utworze “Ho Hey”, który w 2012 roku stał się nieoczekiwanym przebojem. Nagrana przez indie folkowy zespół The Lumineers kompozycja jest świetnym reprezentantem ich twórczości – niby jest radośnie, niby melodia przyjemnie kołysze, a wokale Schultza działają kojąco, ale całość ma drugie, smutniejsze dno. Jeszcze wyraźniej słychać to na drugim albumie kapeli.

The Lumineers ze swoją prostą, gitarową muzyką zakorzenioną w indie folku i dźwiękach americany po prostu musieli odnieść sukces. 2012 to w końcu rok, kiedy zespół Mumford & Sons udowodnił, że wydana trzy lata wcześniej debiutancka płyta “Sigh No More” (swoją drogą znakomity album!) nie była przypadkowym złotym strzałem. Jej następca, krążek “Babel”, narobił zamieszania i przetarł szlaki grupom specjalizującym się w podobnych brzmieniach. Dość długo jednak kazali nam czekać The Lumineers na następcę imiennego debiutu. Ten ukazał się cztery lata później i przedstawił nam jeszcze spokojniejsze oblicze zespołu.

Otwierające wydawnictwo nagranie “Sleep on the Floor” skutecznie pełni rolę piosenki, która zachęca do dalszego odkrywania albumu. Charakterystyczne bębny, zmiany tempa i momentami lekko zachrypnięty wokal Wesley’a przekładają się na utwór, który zostaje w pamięci. Mi jednak bardziej odpowiada następująca po nim “Ophelia”, która ma w sobie coś niezwykle magnetycznego, a wygrywana w niej na pianinie melodia jest jednym z najbardziej charakterystycznych składników płyty. Jeszcze bardziej podobają mi się dwie inne kompozycje mające w tytule żeńskie imię. Tytułowa “Cleopatra” jest lekko nerwową, lecz wzruszającą opowieścią o kobiecie żałującej odrzucenia miłości swego życia. “Angela” zaś akustyczną historią uciekającej przed miłością dziewczyny.

Najpiękniej – i przy okazji najsmutniej – wybrzmiewają jednak “My Eyes” oraz “Long Way From Home”. W pierwszym z utworów czuć sporo apatii i marazmu. W drugim zaś pozbawionych ckliwości emocji po odejściu bliskiej osoby. Warto także zerknąć na skromniutkie “Sick in the Head”, które przeszłoby obok mnie niezauważone, gdyby nie zastosowany efekt, który sprawił, iż śpiew Schultza dobiega z bliżej nieokreślonego punktu. Niezłymi kompozycjami są również “Gun Song” o szorstkiej aranżacji i przyśpiewkach idealnych na koncerty; akustyczne, łamiące serce “Gale Song” oraz urokliwe “In the Light”.

Ilekroć wracam do inspirowanej bałkańskim folklorem muzyki grupy Beirut, w myślach pakuję plecak i ruszam na Bałkany. “Cleopatra” The Lumineers działa na mnie podobnie. Tym razem jednak siadam za kierownicą swojego auta. Jest ciepła, letnia noc. Mknę bez określonego planu i celu pustą szosą. Zostawiam wszystko za sobą. A jednocześnie wciąż nie mogę przestać myśleć o osobach, które miały znaczący wpływ na moje życie. I właśnie taka jest ta płyta – to dźwiękowy pamiętnik człowieka, który ucieka przed przeszłością, lecz nie mogący się od niej do końca uwolnić i ciągle wracający w myślach do wydarzeń, które mogły wpłynąć na pewne jego decyzje. Muzycznie – nic oryginalnego. Ale ten nostalgiczny klimat zatrzymał mnie przy sobie na długo.

Warto: Cleopatra & Long Way From Home & My Eyes

One Reply to “#1125 The Lumineers “Cleopatra” (2016)”

  1. Przesłuchałam “Sleep on the Floor”, “Ophilię” i “Cleopatrę”. Mam podobne odczucia – nic nadzwyczajnego, ale ładne brzmienie.
    U mnie nowy wpis, zapraszam i pozdrawiam. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *